20 lut 2019

'Adeptka' R. E. Carter


Opis:

Ry dostała się do wymarzonej frakcji bojowej, ale musi stawić czoła nauczycielowi, którego nie znosi, i wrogo nastawionej Priscilli. Sytuacji nie ułatwia też relacja z Darrenem, oscylująca między wrogością a sympatią, może nawet fascynacją…
Kiedy jeden z uczniów zostaje zabity w nieprzyjacielskim ataku, nauka schodzi jednak na dalszy plan. W powietrzu wisi wojna, być może Ryiah będzie musiała wykorzystać swoje umiejętności szybciej, niż sądziła.

Opinia:


Historię poznajemy oczami Ryiah, która prowadzi nas przez wszystkie cztery lata swoich praktyk. Wędrujemy po kraju, a w pewnym momencie na horyzoncie zaczyna majaczyć widmo wojny. Jednocześnie uczestniczymy we wspaniałych balach i ceremoniach nominacji adeptów piątego roku na magów. Carter idealnie nie rozwlekła akcji, skupiając się na kilku latach na raz i cieszy mnie, że nie rozpisywała osobno każdego roku. Dodatkowo tym razem potrafiła oddać emocje bohaterów co stanowiło duży plus!

Książka to cudowna opowieść o nauce, przyjaźni i dojrzewaniu, ale jednocześnie ma wadę: romans. Nie pasował mi już w pierwszym tomie, a w tym stał się jeszcze gorszy - to ciągłe kłamstwa, wyznawanie miłości i nienawiści, ale najbardziej dobiło mnie to, że mimo wszystko Ry na koniec zareagowała tak, a nie inaczej. Sprawiło to, że znów poszła po najmniejszej linii oporu schematu i nie zaskoczyła mnie żadna sytuacja z tym związana. Ach, gdyby zakończyła to w inny sposób i przełamała konwencjonalne bariery! Mimo wszystko powieść wciąga - szkolenie, pozorowane walki oraz lekcje z seksistowską świnią, Byronem.
Każda dziewczyna chce mieć księcia. Każdy książę pragnie dziewczyny, której mieć nie może. To żadne zaskoczenie.
Bohaterowie dojrzewają, a powieść wraz z nimi. Dylematy z pierwszego roku nauki wydają się błahe przy tych z trzeciego, a kiedy do gry wkracza wróg niebawiący się w pozorowaną bitwę, adepci naprawdę muszą wziąć się w garść. Ryiah byłaby wspaniałą bohaterką, gdyby w książce nie występował Darren. Kiedy nie przebywała z nim, naprawdę ją lubiłam, ale w momencie, gdy pojawiał się na horyzoncie... Ciekawym bohaterem okazał się natomiast Derrick - młodszy brat Alexa i Ry. Chłopak wiedział czego chce i potrafił cieszyć się życiem. 

Podsumowując, powieść wciągnęła mnie i zachwyciła, ale byłaby cudem, gdyby nie wątek miłosny między Darrenem a Ry (lub gdyby został on poprowadzony mniej schematycznym torem). Mimo to polecam wam serię Czarnego Maga, bo to genialna opowieść o nauce w trudnych warunkach, o zawieraniu relacji oraz o dojrzewaniu.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros

16 komentarzy:

  1. Mimo wszystko ta seria brzmi właściwie jak bardzo kowencjonalna młodzieżówka fantasy - nie jak coś, co jest na tyle dziwne, bym "musiała to mieć". Meh, za dużo jest książek na rynku, które niby mogłabym czytać, ale w praktyce... wcale mi nie zależy, by ich szukać, bo brzmią jak wszystkie inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, dla mnie to taka mniej młodziezowa wersja Pottera :D

      Usuń
  2. Bardzo dobra fantastyka młodzieżowa! Czytałam z zainteresowaniem i nie żałuję, że zdecydowałam się po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie nie moje klimaty książkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem ciekawa czy wątki miłosne mogą być oryginalne ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tobie też romans nie przypadł za bardzo do gustu w tym tomie! Wszyscy tak chwalą, że zaczęłam sądzić, że to coś ze mną jest nie tak, skoro tylko ja widzę, że coś tutaj nie gra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coo, ja nie spotkałam się jeszcze bardzo z recenzjami, więc nie wiedziałam, że można chwalić taką linię oporu :D

      Usuń
  6. Różnie opinie czytam o tej serii, ale dopóki sama nie przeczytam, to nie będę wiedzieć :]

    OdpowiedzUsuń

Nie piszcie linków w komentarzach - zawsze odwiedzam Wasze blogi!

Za każdy komentarz osobie, która przeczytała post dziękuję ☻