20 sie 2018

PRZEDPREMIEROWO: 'Żelazny Kruk. Wyprawa' R. Dębski


Opis:

Czternastoletni Evah mieszka z rodzicami i siostrą w małej osadzie, położonej we włościach niezbyt zamożnego barona. Chłopiec wiedzie skromne, ale spokojne życie, urozmaicone utarczkami z wrednym synem miejscowego kowala. Emocji przysparzają też Evahowi pogawędki z Verillą, dobrą przyjaciółką i towarzyszką przygód.
Pewnej nocy na wioskę napadają pancerni z bandy Żelaznego Kruka. Młodzieniec zostaje na świecie sam 
z maleńką siostrzyczką ‒ z całej wioski ocaleli tylko oni.
Evah pragnie dokonać zemsty na krwawej bestii, dlatego wyrusza w długą i niebezpieczną podróż, 
aby zgładzić Żelaznego Kruka i uwolnić bliskich. Po drodze mierzy się z wieloma niebezpieczeństwami, spotyka okrutnego Władcę piorunów i całą hordę niebezpiecznych stworów. W trakcie wyprawy do gniazda Kruka do Evaha dołączają kolejno nowi wędrowcy. W kilkuosobowej drużynie zawiązują się trwałe przyjaźnie. A jak wiadomo, tylko wtedy, gdy ludzie mogą na sobie polegać, mogą osiągnąć cel.

Opinia:

Rafała Dębskiego planowałam poznać już od jakiegoś czasu ze względu na jego serię Wilkozacy. Po lekturze Żelaznego Kruka nabrałam pewności, że zdecydowanie nie było to ostatnie moje spotkanie z autorem! Ma on lekki i swobodny styl, a dodatkowo potrafi oddać emocje towarzyszące postaciom.

Historia Evaha to opowieść drogi, ukazująca kolejne etapy podróży. Po tragedii chłopiec wyrusza po zemstę, a my towarzyszymy mu i razem poznajemy świat poza wioską, w której mieszkał. Autor ciekawie wplótł w czasy a la średniowieczne fakty, które w czasach współczesnych są powszechnie znane (choćby to, że ziemia jest kulą, a nie płaska). Postać Żelaznego Kruka  pozostaje raczej w sferze mitów i tajemnic, niedopowiedzeń i ogólnego strachu. Ta powieść stanowiła dobre wprowadzenie w zasady panujące w świecie stworzonym przez pana Rafała. Nie wrzuca nas on z marszu w wir wydarzeń, a w dynamicznej opowieści o stracie i podróży do celu opowiada o ludziach, miastach, polityce, nauce oraz grozie padającej na wioski.
- Zapomni o mnie szybko, a tęsknić można tylko za kimś, o kim się pamięta.- Może i tak - zgodził się Kellan. - Ale ty o niej pamiętasz i jeśli wrócisz, przypomnisz jej o sobie.
Evah to czternastoletni chłopak, który w związku z tragicznymi wydarzeniami musiał szybko wydorośleć. Uważam, że ta postać została bardzo dobrze zbudowana - nie stał się nagle dorosłym mężczyzną, który poradzi sobie z każdą trudnością. Jako wioskowy chłopak nieswojo czuł się w mieście, ale potrafił obserwować. Evaha nie da się nie polubić - to otwarty i pełen życzliwości młody człowiek doświadczony przez los. Grzywa natomiast bywa nieco szorstki w obyciu, ale i tak zdobył moją sympatię, choć nie zaufanie. Bywał bohaterem porywczym, choć patrząc na jego wiek - to nic dziwnego. Reszta postaci również jest dobrze przedstawiona, ale nie zostają z nami na dłużej. Evah już na początku swojej wędrówki poznaje ludzi zarówno życzliwych, jak i chciwych i odkrywa, że miejskie życie zupełnie różni się od tego na wsi.

Powieść Żelazny Kruk przeznaczona jest dla młodzieży - nie użyczycie tu scen brutalnych, przekleństw czy erotyki. Nasi bohaterowie mają po czternaście lat i niektóre rzeczy, które mi zdały się oczywiste, dla nich jednak pozostawały zagadką. Być może dlatego książkę oceniłam nieco niżej, ponieważ nie zaskoczyła mnie, choć bardzo mi się podobała. Polecam ją młodzieży oraz osobom, które - jak ja - lubię powieści przeznaczone dla młodszej grupy wiekowej.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

10 sie 2018

'Córka Złodzieja' J. Wheeler


Opis:

Pretendent do tronu Severna przysiągł, że odbierze mu koronę Królewskiego Źródła. Severn zamierza jednak uporać się z tą groźbą wykorzystując Elysabeth jako przynętę, by usidlić uzurpatora i zmuszając Owena – który w tej niebezpiecznej grze staje się pionkiem – do wyboru pomiędzy wypełnieniem obowiązku a oddaniem. Gdy truciciele i szpiedzy złowrogo krążą wokół, a na horyzoncie czai się wojna, Owen musi zdecydować się na bolesne poświęcenia, by odeprzeć napierające cienie wojny i klęski. Czy rozdarte serce Owena podąży ścieżką króla, czy też zaryzykuje wszystko dla miłości?

Opinia:

Autor doskonale dopasowuje swój styl do wieku bohaterów. Kiedy Owen był dzieckiem, poznawaliśmy Królewskie Źródło oczami dziecka. Teraz dorósł, a jednocześnie z nim spoważniał także styl powieści. Bardzo mocno możemy odczuć tę różnicę dziewięciu lat, co moim zdaniem bardzo dobrze świadczy o warsztacie autora.

Książka zachwyciła mnie intrygami, zagadkami, ale chyba najbardziej wątkiem miłosnym. Nie chcę nic zdradzić, więc napiszę, że osobiście nie tego się spodziewałam. Ogromny plus dla autora za to, że nie podążył ścieżką, jaką obiera wielu, choć to rozwiązanie trochę złamało mi serce. Stojąc u progu wojny, możemy poznać także przenikliwy umysł Owena. Nie znam się totalnie na polityce, więc tym bardziej powieść okazała się dla mnie mega zaskakująca.
Zrozumiesz, jakie to uczucie być znienawidzonym. Pogardzanym. Poznasz cenę lojalności, tak jak ja ą poznałem. [...] Teraz ludzie cię kochają. Ale cię znienawidzą. 
Owen z lękliwego chłopca wyrósł na dzielnego wojownika wiernego swojemu królowi. Czasem możemy się jednak przekonać, że nie w każdej sytuacji czuje się tak swobodnie, jakby chciał. Zakochałam się w nim jako dorosłym młodzieńcu od pierwszego wejrzenia. Evie natomiast nie straciła nic ze swojej ciekawości, ale zdecydowanie potrafiła ją bardziej stonować i wykorzystać. Wyrosła na damę, która nie boi się stawić czoła wrogom. Ciekawą bohaterką jest Etayne, choć nie chcę zdradzać jej roli. Polubiłam ją za lojalność okazywaną Owenowi, ale było mi też niezwykle żal, gdy poznałam jej historię. U wielu znanych nam postaci możemy zaobserwować zmianę związaną z wiekiem, choć niektórzy się nie zmieniają - np. Dominic. Moim zdaniem autor bardzo dobrze poradził sobie z tak dużym przeskokiem w czasie. 

Córka Złodzieja to opowieść o lojalności, o wyborach i o poświęceniu. Jednocześnie nie ma ona nic wspólnego z sielanką, a na sam koniec powieści mamy ochotę rzucić książką o ścianę - dlaczego potoczyło się to w taki sposób! Wynika to głównie z tego, że autor bardzo mocno związuje nas z postaciami, więc ich krzywda boli tym bardziej. Zdecydowanie nie mogę doczekać się kolejnego tomu, a wy musicie poznać Królewskie Źródło!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

8 sie 2018

'Triskel. Gwardia' K. Chodorowska


Opis:

Nikt nie wie, że za maską Mayday kryje się niepozorna studentka, Sinead Clarke. Z pochodzenia Sidheanka, marzy, by jej ojczyzna wreszcie przestała kojarzyć się tylko z terroryzmem. W wolnym czasie angażuje się w działalność na rzecz swoich rodaków. Oczywiście wtedy, kiedy akurat nie walczy z przestępczością.
Ostatnio Gwardia ma pełne ręce roboty. W napadzie na Muzeum Historii Naturalnej użyto dziwnej broni. Technologia przeczy prawom fizyki, zupełnie jakby nie pochodziła z tego świata...
W dodatku w mieście pojawia się Duncan, przyjaciel Sinead z dzieciństwa, bojownik o wyzwolenie Sidheanii spod jarzma imperium. I wygląda na to, że nie jest to towarzyska wizyta.

Opinia:

Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czego spodziewałam się po tej powieści. Na pewno jednak nie tego, co dostałam. Styl autorki jest prosty i zrozumiały, jednak pewnych kwestii nie potrafiłam zrozumieć. Dodatkowo podczas czytania poza napięciem nie odczuwałam innych emocji.

Książka zaczyna się wątkiem Duncana, którego poznajemy jako najlepszego zabójcę buntowników w Sidheanii. Towarzyszy nam on chwilę, po czym autorka skupia się na Sinead (czy tylko mi jej imię skojarzyło się z nazwą jej kraju?). Sam pomysł nie był zły, a akcja jest zdecydowanie dynamiczna, ale czułam się przytłoczona tym wszystkim - najpierw buntownicy, potem okazuje się, że to w ogóle jakaś międzywymiarowa afera i nikt nic nie wie, a interesuje się tym zarówno rząd, jak i pewna korporacja. W międzyczasie jakieś zamieszki, porwania, niby wszystko się łączy, ale autorka nic nie zdradza. Zakończenie natomiast śmierdzi mi wątkiem miłosnym w drugim tomie. Pewne wątki natomiast zostały rozpoczęte i dziwnie urwane w międzyczasie...
Ten ładunek [...] podłożyło dziecko. Ci skurwiele wysłali dzieci do tunelu, bo są małe. Jeśli przeżyło to piekło, to mam nadzieję, że wciąż żyje i założyło rodzinę.
Natomiast powieść czyta się bardzo dobrze dzięki bohaterom. Sinead to zwykła dziewczyna o wielkim sercu i niezwykłych zdolnościach. Próbuje pogodzić bycie heroską z byciem studentką i członkinią organizacji wspierającej jej rodaków. Ma zarówno wady, jak i zalety, dzięki czemu łatwiej nam się z nią zaznajomić. Burza natomiast wydaje się być urodzonym strategiem i nawet nie domyślilibyście się, co jest w stanie ją przerazić. Polubiłam ją za wygadanie i umiejętność dostosowania się do sytuacji. Moim faworytem pozostaje jednak Kret, facet wymiata! Samym spojrzeniem potrafi powiedzieć, że będzie siedział na tyle długo, że wszystko mu powiesz. Dodatkowo na pewno skrywa jakąś mroczną tajemnicę, która strasznie mnie intryguje! Polubiłam też Duncana, choć autorka nie dałam nam dobrze go poznać. Generalnie przy członkach Gwardii reszta bohaterów raczej ginie nieco w tle.

Podsumowując, gdyby nie natłok informacji i wydarzeń wyrzucanych w naszą stronę niczym seria z karabinu maszynowego, powieść byłaby genialna. Tak czyta się ją dobrze, ale musiałam się niezwykle skupiać, aby połapać się w akcji i wydarzeniach. Na pewno jestem ciekawa kolejnego tomu, a ten poleciłabym osobom, które lubią skomplikowane, międzywymiarowe historie z herosami w tle!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

6 sie 2018

TOP 10 PIERWSZEGO PÓŁROCZA 2018

Z racji, że nie mam żadnych recenzji i skończonych postów roboczych, postanowiłam zrobić eksperyment. Dzisiaj będziecie mogli poczytać o książkach, które zachwyciły mnie od stycznia do czerwca br. Na początku roku zawsze robię TOPkę roczną. Ciekawa jestem, ile tytułów się powieli, a które zostaną pobite :) Dodatkowo przypomnę wam o wspaniałych książkach! :)


Na 42 stronie książki przepadłam niczym kamień w wodę - od czytania oderwałam się na zabawę z chomikiem i jedzenie. Styl autorki wciąga od pierwszych stron. Jest jednocześnie prosty i treściwy; opisowy, a nie nużący. Słowo ma wielką moc w powieści, ale także w zręcznych zdaniach autorki. Przeżywamy z bohaterami emocje, mamy ochotę płakać i śmiać się z Lark i czujemy bezsilność Tirasa.
Jeśli fascynuje wam mitologia nordycka lub wiara chrześcijańska, jeśli lubicie bitwy oraz doskonale wykreowane postaci oraz jeśli nie boicie się zagłębić w okrutną, mroczną sagę pełną śmierci, bólu i rozpaczy, która mimo wszystko pokazuje światełko na końcu tej drogi - musicie poznać pierwszy tom Trylogii Nordyckiej.
Książka jest krwawa, pełna grozy i starć międzywyznaniowych, przepełniona akcją oraz magią. Nie mogę się doczekać, co otrzymam w tomie trzecim, a wam zdecydowanie polecam zapoznać się z Trylogią Nordycką! Świt po bitwie zdecydowanie stawia opór klątwie drugiego tomu i pokazuje kunszt pisarski autora!
Te trzy historie, choć dzielą je lata, opowiadają o podobnych chłopcach - obdarzonych potężnym talentem, ale dotkniętych jakimś rodzajem kalectwa lub mutacji, które stanowią zapłatę za dar. To także opowieści o dojrzewaniu i poznawaniu świata, wyjściu z poprzedniej sytuacji i próbie odnalezienia się w nowej. To historia dla młodzieży o młodzieży - o stawiającym czoła wrogowi Białym Rogu, który chroni swojego brata, o Śpiewaku doświadczonym przez los, ale wreszcie znajdującym ludzi, którym może zaufać, o Kamyku znajdującym prawdziwego przyjaciela w stworzeniu, po którym na pewno by się tego nie spodziewał.
Ta książka to ciągła akcja, bo nawet pozornie spokojne chwile nie pozwalają czytelnikowi się oderwać. Towarzyszymy Kamykowi w pobycie na Jaszczurze oraz w powrocie do Kręgu. Poznajemy z nim nowych uczniów oraz wracamy do historii Śpiewaka, a nawet Białego Rogu. Niezwykle spodobało mi się to, że w książkach pani Ewy nic, co się pojawia, nie ginie w eterze, a ma znaczenie dla tego czy innego wątku.
Z tomu na tom Kroniki Drugiego Kręgu robią się coraz poważniejsze. Tempo akcji oraz wydarzenia są dostosowane do wieku bohaterów, więc można powiedzieć, że dorastamy razem z nimi. Widać to także po stylu, jakim pisany jest pamiętnik Kamyka - na niektóre sprawy patrzy inaczej, używa donioślejszych określeń.
Każdy, kto zna Alicję, wie, że nie może się to skończyć dobrze. Pytaniem pozostaje jedynie, co pójdzie nie tak i jaki wstrząs zafunduje nam autorka. Książka jest pełna humoru oraz emocji, któe nie pozwolą wam się oderwać. Koniecznie musicie poznać Bez serca! 
Może zabrzmi to naprawdę źle, ale książka mnie zaintrygowała. Otworzyła oczy. Pomimo towarzyszącej non stop pogardy i lekkiego obrzydzenia na myśl o opisanych zbrodniach, nie mogłam się od niej oderwać. Na pewno sięgnę również po Czerwony parasol tego autora, aby dowiedzieć się więcej o innych aferach tego typu. Ta książka nie jest dla osób wrażliwych. Aby poznać tę historię, prawdziwą historię, trzeba jednak wyjść z pewnej strefy komfortu, którą oferuje nam niewiedza. 
Historia uciekającej panny młodej z trójkątem w tle mogłaby być beznadziejnie schematyczna, ale na szczęście okazała się genialna! Trójkąt między Lią, Kadenem, a Rafe'em nie przyćmiewał głównej fabuły, więc nie mam się do czego przyczepić. Akcja odpowiednio gnała i spowalniała, a motywy bohaterów wcale nie były sztuczne czy naciągane. Autorka nie boi się także poświęcać bohaterów, o czym boleśnie się przekonałam (i nie mam na myśli wcale zabijania ich). Zakończenie za to pozostawia niedosyt i chciałabym poznać już ciąg dalszy tej historii!
#7 Wieża Świtu S. J. Maas
Chaol zdecydowanie zyskuje w tym tomie. Jest jednym z trzech głównych narratorów, więc możemy zrozumieć lepiej jego zachowanie w poprzednich częściach. Osobiście znów go polubiłam i szczerze mu kibicuję! Nesryn za to okazała się indywidualistką, która rozdarta pomiędzy rodzinnym miastem, a lojalnością wobec Doriana i Aelin, stara się pomóc. Najciekawszą bohaterką tego tomu została jednak Yrene, uzdrowicielka z bolesną przeszłością oraz ciętym językiem.
#8 Ostatni Namsara  K. Ciccarelli
Pierwszy tom Iskarai to nie tylko książka o opowieściach. To także brutalny świat polityki, gdzie śmierć czy tortury są na porządku dziennym - zwłaszcza wobec niewolników czy zdrajców. Jeśli chodzi o samą ideę wątku miłosnego, pisząc recenzję, uświadomiłam się, do czego był podobny - do relacji Kestrel i Arina z Pojedynku.
#9 Marzyciel L. Taylor
Każdy z nas marzy - jedni o rzeczach realnych, a inni o zupełnie niestworzonych. Lazlo wierzy, że to marzenie wybiera marzyciela. Jest również zdania, że jego marzenie wybrało źle, ponieważ obawia się, że nigdy nie uda się go spełnić. Kiedy jednak wyrusza w podróż do wymarzonego miasta Szloch, skrywającego swą tajemnicę przed całym światem, rozpoczyna nowy etap życia. Od tej chwili nic nie będzie już takie samo. Równolegle do losów Lazlo śledzimy także poczynania Sarai oraz jej rodzeństwa. Dwa wątki przeplatają się ze sobą, tworząc złożoną, pełną tajemnic historię, której zakończenie nie wbiło mnie co prawda w fotel, ponieważ łatwo było przewidzieć zachowanie Minyi, ale zaostrzyło mój apetyt na tom kolejny!
Mordercą musi być ktoś na wyspie. Napięcie oczekiwania i grozy pobudza wszystkie nerwy czytelnika. Wysnułam swoje domysły, choć wydawały mi się nieco zbyt oczywiste, ale poza tą jedną postacią nie miałam pojęcia, kto mógłby dokonać tego wszystkiego. Miałam rację - myliłam się. Pod koniec książki co prawda jedna scena dała mi do myślenia, ale zaraz znów autorka zmąciła mi obraz. Wyjaśnienia pod koniec rzucają na całą historię zupełnie nowe światło.
Czytaliście coś? A jaka jest najlepsza książka, jaką wy czytaliście w pierwszym półroczu 2018? :) Osobiście miałam problem już z wyborem do tej TOPki (za dużo wspaniałych książek w tym roku czytam xD), także obawiam się o podsumowanie roku xD 

2 sie 2018

'Klan Czerwonego Lisa' J. Flanagan


Opis:

(zawiera spoilery do poprzednich części)
Maddie większość swojego czasu poświęca szkoleniu się na zwiadowcę – pod okiem legendarnego Willa Treaty’ego uczy się łucznictwa, rzucania nożem, sztuki podchodów oraz walki wręcz.
Na jeden miesiąc w roku musi jednak wrócić do domu i stać się księżniczką Madelyn. Maddie, zmuszona zachować swoje powiązania ze zwiadowcami w tajemnicy, nudzi się w zamku, szczególnie kiedy dowódca zwiadowców, Gilan, oraz sir Horace wyjeżdżają, by zbadać sprawę niepokojów na północy kraju.
Gdy jednak Maddie odkrywa wskazówki świadczące o tym, że Zamkowi Araluen może zagrażać niebezpieczny spisek, wie, że jej rodzina znajduje się w niebezpieczeństwie. Czy uda się pokrzyżować plany zdrajców, zanim dostaną się do Zamku Araluen? Kim jest mężczyzna w lisiej masce?

Opinia:

Przyznam, że po Kalderze nieco bałam się sięgnąć znów po Flanagana. A co, jeśli znów się rozczaruję? Na szczęście obyło się bez niemiłej niespodzianki, a Klan Czerwonego Lisa trzyma poziom poprzednich tomów! Co prawda jest może nieco mniej humoru, ale to chyba głównie dlatego, że jest również mniej Halta.

W związku ze zmianą prawa w Araulenie (o dziedziczeniu tronu także przez kobietę) powstaje Klan Czerwonego Lisa. Jego członkowie chcieliby powrotu do starych zasad i wyłącznie męskiej sukcesji. Horace i Gilan wyruszają więc, aby rozproszyć tę zgraję buntowników. Jednocześnie Maddie jest zmuszona wrócić na miesiąc do domu, aby ze zwiadowczyni znów stać się księżniczką. Flanagan wplata też w obecne wydarzenia bohaterów z Drużyny, i choć w tym tomie wiedza na ich temat nie była niezbędna, podejrzewam, że w czternastym zdecydowanie się przyda! 
Wy, Skandianie, fascynujecie mnie. Bez większych problemów potrafcie spacerować po statku kołyszącym się na czterometrowych falach, wystarczy jednak, że koń kichnie, a już obawiacie się upadku.
W dwunastym tomie mieliśmy okazję śledzić szkolenie Maddie. W tym patrzymy już jak staje się prawie pełnoprawną zwiadowczynią, na czwartym roku szkolenia. Dodatkowo sama musi sobie poradzić z pewnymi trudnościami, ucząc się na własnych błędach. Poza Maddie znów możemy towarzyszyć Evanlyn, kiedy jest zmuszona podejmować decyzje wpływające na los wielu osób. Te dwie kobiety są silne, niezależne i idealnie pokazują, że nie tylko mężczyźni potrafią sobie radzić z rządzeniem. 
Will jak zwykle po prostu wrzucił ubrania na zmianę i potrzebny sprzęt do torby przy siodle, upychając wszystko, byle się zmieściło. Maddie bez słowa wypakowała jego torbę, poskłądała rzeczy i powkładała je z powrotem tak, że zajmowały o połowę mniej miejsca niż poprzednio.
Jednocześnie towarzyszymy Gilanowi oraz Horace'owi w wyprawie na północ, gdzie zdolność zwiadowcy do elastycznego myślenia może im się bardzo przydać. To w tych fragmentach humoru było najwięcej, ale raczej nie można powiedzieć, aby któraś część powieści wypadała lepiej - obydwie doskonale się uzupełniają!

John Flanagan w trzynastym już tomie kultowych Zwiadowców zabiera nas w podróż pełną zagadek, intryg oraz zdrady. Jednocześnie kończy powieść w taki sposób, że nie potrafię nie myśleć o tym, co wydarzy się dalej, ale na szczęście czternasty tom jeszcze w tym roku! Osobiście nie mogę się doczekać, a jeśli wy jeszcze nie zaczęliście tej przygody... to na co jeszcze czekacie?

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

1 sie 2018

Trochę się działo, czyli o lipcu



Przeczytane:
  • Zniewolony książę (311) [Studio JG] *5//10*
  • Bratobójca (653) [Uroboros] *9/10*
  • Piołun i miód (382) [Jaguar] *10/10*
  • Głosząca Kres (608) [Uroboros] *8/10*
  • Więź Płomienia (451) [Kalina Bobras] *5/10*
  • Przeklęci Święci (302) [Uroboros] *10/10*
  • Wrota (439) [Jaguar] *9/10*
  • Klan Czerwonego Lisa (400) [Jaguar] *10/10*
Ilość przeczytanych książek: 8
Ilość przeczytanych stron: 3546 (ok. 114 str./dzień)
Najlepsza książka: -
Najgorsza książka: niby Zniewolony książę, ale na dobrą sprawę, to to nie była żniw taka zła książka

Poza książkami, w lipcu miało miejsce kilka wydarzeń :) Po pierwsze zwiedziłam Gdańsk i muszę przyznać, że jestem rozczarowana. Tak, jak po Krakowie i Wrocławiu spacerowaliśmy z chęcią, podziwiając widoki, tak w Gdańsku... Nic nas nie zachwyciło. Mieliśmy też straszny problem ze znalezieniem jakiejś taniej restauracji, a nie takiej, gdzie za kotlet płacisz 30 zł i jeszcze sobie dokup frytki do tego... Jedyne co, to mogę polecić śniadaniownię Marmolada Chleb i Kawa - pyszne kanapki!
Jednak do Gdańska nie pojechaliśmy na zwiedzanie. Dwudniowy wypad spowodowany był tym, o czym pisałam już w maju. SKOK NA BUNGEE. I w tym miejscu uczciwie ostrzegę - jeśli zamierzacie kiedyś skoczyć, szerokim łukiem omijajcie Kielce. Wykupiłam skok tam, ponieważ mieliśmy najbliżej. Skończyło się na tym, że ze strony organizatora było zero odpowiedzi i głuchy telefon, a na informację, że zgłoszę sprawę do PrezentuMarzeń i wystawię negatywną opinię, usłyszałam, że im grożę (polecam im sprawdzić definicję tego słowa w słowniku -.-). Sam PrezentMarzeń zachował się bardzo odpowiednio i zmieniliśmy po prostu lokalizację skoku na Gdańsk, gdzie polecam profesjonalną załogę instruktorów! Jak jednak przeżyłam sok z moim lękiem wysokości?
Pierw podpisujesz oświadczenie i czytasz regulamin. Wszystko zostawiasz - łańcuszki, pierścionki, jeśli są luźno, wszelkie rzeczy z kieszeni, zegarki. Buty musisz mieć mocno zawiązane. Zapinają cię w uprząż i każą stanąć na platformie z czubkami stóp już na krawędzi! Podpinają linę. I platforma zaczyna wjeżdżać na górę. Moja rada? NIE PATRZ W DÓŁ! :D Ja nie spojrzałam. W międzyczasie instruktor tłumaczy ci, co będzie dalej - odepnie cię i zabezpieczenie przed tobą. Musisz się przechylić, nie skoczyć. Ręka do przodu. Masz dwie próby. Kiedy platforma osiąga najwyższy punkt (u nas było to 90 m), czujesz lekkie szarpnięcie. Na górze wieje straszny wiatr, masz wrażenie, że to on zepchnie cię z platformy. Instruktor odpina zabezpieczenie przed tobą i każe ci wyciągnąć rękę. Masz ją połączyć z ręką partnera. Kiedy to robicie, odpina was od platformy. Odlicza do trzech. (Nie bez dumy przyznam, że to ja szarpnęłam za sobą swojego faceta. I stąd moja rada w związku z niepatrzeniem w dół - on patrzył i się zawahał). Przechylasz się. Lecisz w dół, widzisz umykające kilometry. Szczerze mówiąc, ani przez chwilę nie miałam obawy, że coś pójdzie nie tak. Na samym końcu czujesz szarpnięcie i lecisz znów do góry, i tak jeszcze kilka razy, obracasz się. A dookoła ciebie miga, przesuwa się krajobraz. Jednym słowem - coś niezwykłego. I robisz to z najważniejszą osobą w swoim życiu, której prawie miażdżysz rękę i nie ma mowy, abyście się puścili.

Następnie miała miejsce impreza, typowo babska, w moim mieszkaniu i powiem wam, że bawiłam się świetnie! Pomijając, że na drugi dzień ledwo mówiłam i nie przespałam tej nocy ani godziny, na pewno polecam taką zabawę jedynie w damskim gronie! Przyjechała Oluś, zaprosiłam przyjaciółki i koleżanki, zrobiłyśmy jedzenie (bo zawsze robione lepsze niż kupne) i balowałyśmy do rana <3

Ponadto zapisałam się na studia, więc od października (a dokładniej ostatniego weekendu września) rozpoczynam rok akademicki na WSEIZ na kierunku Media społecznościowe i grafika komputerowa witają :D

A co u was w lipcu? :)