17 lut 2018

"Kochaj mnie namiętnie tak, jakby świat się skończyć miał"

Nie było postu walentynkowego, ponieważ od 5 lat nie obchodzę Walentynek. Po co, skoro 3 dni później obchodzimy z chłopakiem rocznicę? :D 
Długo myślałam nad tym, co napisać w dzisiejszym poście. I w sumie postanowiłam improwizować. Rok temu bowiem nie musiałam nad tym myśleć, bo z pomocą przyszło mi Morze Spokoju, które mogłam zrecenzować :D


Poznaliśmy się jako dzieci, chodziliśmy do tych samych szkół od czasu zerówki - z tym, że do innych klas. W 1-3 nawet rozmawialiśmy, w końcu był tam aby jeden korytarz na wszystkich uczniów. Następnie poszliśmy do większej szkoły i kontakt się urwał. 


Potem, bez wnikania w szczegóły, zaczęliśmy ponownie rozmawiać w 2 kl. gimnazjum (choć zabrzmi to, jak tani romans, podpowiem, że maczał w tym palce LoL oraz mój były). I zaczęło się. Całonocne pisanie, gadanie na skype, wspólny serwer na Minecraft (nie pytajcie, czemu mój związek oscyluje wokół gier). Wiecie dziewczyny, kiedy zapalony gamer wychodzi z meczu CS'a, aby wam odpisać - to musi być miłość! Nawet, jeśli zaspał na wasze pierwsze spotkanie po szkole :D (No wstałem, ubrałem się do szkoły, położyłem na 5 minut, a kiedy się obudziłem, była już 12).


Pamiętna rozgrywka w LoLa miała miejsce w grudniu, w okresie przerwy świątecznej. Pod koniec stycznia cały rocznik nieoficjalnie traktował nas już jako parę. Chodziliśmy za ręce, przerwy spędzaliśmy razem. W niedzielę, pocałowaliśmy się po raz pierwszy, we wtorek wspólnie spędziliśmy Walentynki, a w sobotę mieliśmy iść do kina na pierwszą (i ostatnią) komedię romantyczną, jaką obejrzeliśmy. Jednak to piątek przyniósł największe zmiany.


Nic nie zapowiadało niczego niezwykłego. Ot, po szkole, jak zwykle zresztą, poszliśmy do mnie i oglądaliśmy kabarety. Kiedy wrócił mój tata, poszliśmy na spacer. A pod klatką kazał mi się odwrócić. Coś zaszeleściło. I zobaczyłam śliczną czerwoną różę wraz z pytaniem. No przecież, że się zgodziłam. 
Mieliśmy po 14 lat. I niech ktoś mi teraz powie, że takie związki nie mają szans :D


Rok później dostałam 12 wspaniałych róż (jedna za każdy miesiąc), po gimnazjum razem poszliśmy do technikum. Teraz mieszkamy ze sobą i planujemy kupno mieszkania. Jasne, są wzloty i upadki. Obydwoje jesteśmy uparci i ciężko nam uznać swoją winę, więc kłótnie to trzecia wojna światowa. 
Po jakimś czasie dopadła nas także codzienność, tym bardziej, od kiedy razem mieszkamy. Ale nie ma w niej nic złego. Przecież nie chodzi o to, aby każdą wolną chwilę spędzać razem. Czasem wystarczy po prostu być. Pokonywać razem trudności. 


A na koniec BONUS ;D Najlepsze książki o miłości, jakie poleca wam antyfanka romansu! :D Okładki są podlinkowane do recenzji :)








16 lut 2018

'Trup na plaży i inne sekrety rodzinne' A. Jadowska


Opis:
Kiedy Magda Garstka wybierała się do Ustki, by odwiedzić babcię, nie spodziewała się, że czeka ją najbardziej ekscytujące lato w całym jej dotychczasowym życiu. Jest kelnerką. Teraz także znajdywaczką trupów. Dlaczego nie miałaby zostać również detektywem amatorem? Zwłaszcza że policja utknęła w martwym punkcie…

Opinia:

Kojarzycie Nikitę i Dorę? Zapomnijcie, bo teraz nadchodzi Garstka (Madzia), a pani Jadowska zupełnie zmienia styl! Narratorką jest właśnie Madzia, dwudziestotrzyletnia kobieta, która wraca do miejsca swojego dzieciństwa - Ustki. Ma ona zupełnie inną osobowość niż poprzednie wykreowane przez panią Anetę bohaterki, więc i styl narracji musiał być inny. Moje pierwsze spostrzeżenie - sto razy więcej humoru, co przy obranym gatunku wydawałoby się dziwne, gdyby nie to, że został on cudownie wpasowany w realia. Po drugie odniosłam wrażenie, że powieść jest bardziej swobodna.
Bo typy [bibliotekarzy] są dwa: aspołeczny, często ewoluujący w zaborczą smoczycę lub smoka, traktujący księgozbiór jako swoją własność i patrzący na czytelnika jak na zło konieczne. Typ drugi natomiast jest prospołeczny. To miły, wesoły, zaangażowany pasjonat, któremu nawet niskie zarobki i stały kontakt z dziećmi nie przeszkadzają w lubieniu swojej pracy. 
Jak jedna z czołowych polskich autorek fantasy poradziła sobie z kryminałem? Całkiem nieźle. Chociaż mam pewne wątpliwości czy to na pewno kryminał. Osobiście skłaniałabym się ku wersji humorystycznej powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym. Poza sprawą poznajemy rozlegle życie Magdy, jej rozterki, wątpliwości oraz życie jej rodziny. Tak naprawdę odniosłam wrażenie, że znalezienie trupa i dalsze obywatelskie śledztwo wynikało raczej z zainteresowań Mini-Garstki oraz stanowiło dopełnienie wątku związanego z babcią Garstką. Czy to przeszkadza? O dziwo, nie! Nie znoszę obyczajówek, nie zrozumcie mnie źle, ale rodzina Magdy to tak pozytywni i mili ludzie, że chyba każdy z ciekawością śledziłby ich losy. Poza tym w ten cały optymizm autorka wplotła poważny problem, jakim jest przemoc domowa. Akcja ma jeden minus, który mnie niezmiernie irytował - rozumiem, że wcześniej Magda bała się stawić czoło przysłowiowym trupom w szafie babci. Po przyjeździe seniorka rodziny Garstków powiedziała jednak, że będą musiały porozmawiać. I do tej rozmowy przez długi czas nie dochodzi, bo poza domem Madzia myśli sobie: "O zapytam o to babcię, jak wrócę, choć pewnie nie będzie chciała odpowiedzieć", a ostatecznie wraca i nie pyta bez żadnego uzasadnienia. Sama historia złożyła się pod koniec ładnie i spójnie, z całkiem zaskakującym zakończeniem i delikatnym zalążkiem romansu w tle.
Może i Apokalipsa miała Czterech Jeźdźców, ale Wybawienie ma jedną starszą kobietę. W kwiecistym kimonie zarzuconym na białą koszulę nocną do połowy łydki i papciach z króliczymi uszami co prawda  nie wyglądała jak anioł, a może czas skończyć ze stereotypowymi wyobrażeniami na temat aniołów.
Madzia Garstka to metr pięćdziesiąt poczucia humoru oraz żyłki Sherlocka Holmesa. Poznajemy ją na wylot - opowiada nam o sobie, o dzieciństwie, o śmierci ojca oraz wychowaniu przez ciocię Tamarę. Polubiłam ją z marszu - nienawidzi biegać i kocha słodycze! Ponadto potrafi zachować zimną krew. Gdybym musiała zadzwonić po jedną książkową postać, gdybym potrzebowała pocieszenia, optymizmu i pomocy w rozwiązaniu problemu - zdecydowanie byłaby to Mini-Garstka! Co najlepsze, jej rodzina to same pozytywne osoby. Wujek policjant potrafiący oddzielić obowiązki zawodowe od powinności rodzinnych, do tego czuły i troskliwy. Zwariowana kuzynka Monika, która młodo wychodzi za mąż i w trakcie śledztwa przygotowuje się do ślubu. Babcia Garstka to postać nieco tajemnicza, ale zawsze gotowa pomóc wnuczkom. Kolejne wydarzenia pokazują tylko, że to kobieta o wielkim sercu! 
Pani Sabina prychnęła tylko i dźgała powietrze widelczykiem do ciasta, wyrzucając mojej matce, że źle mnie wychowała.
- Moja mama umarła, gdy miałam trzy lata. A co pani ma na swoje usprawiedliwienie?
Będąc przy bohaterach, należałoby także wspomnieć o klimacie małego nadmorskiego miasteczka, gdzie miejscowi się znają, a turyści to oni. Najlepiej pokazuje to śledztwo Magdy, z którą mieszkańcy chętniej dzielą się wiadomościami. 

Mój ulubiony moment? Zdecydowanie ten, gdy Magda przyjmuje rolę obrońcy jednorożców, ale aby zrozumieć ten tytuł, musicie sami sięgnąć po powieść. To pani Aneta w zupełnie innym wydaniu. Czy gorszym? Według mnie nie, choć moją ulubienicą nadal pozostaje Dora. Jeśli macie ochotę na pełną humoru, ale poruszającą trudny temat rodzinną opowieść - koniecznie musicie zapoznać się z Trupem na plaży


15 lut 2018

Jak książkoholik może wykorzystać Mapę Zdrapkę? + KONKURS!



Mapa Zdrapka kojarzy Wam się pewnie z czymś dla podróżników, osób, które podróżują, odwiedzają. Kiedy zobaczyłam zgłoszenie dla recenzentów, pomyślałam sobie, że chciałabym taką mieć, ale w sumie to pewnie się nie uda, bo nie chciałam wykorzystać jej jako podróżniczka, a czytelniczka. Mimo wszystko napisałam. I otrzymałam odpowiedź! 

Mapy przyszły dobrze zabezpieczone i nie mogłam się wprost doczekać, aby je otworzyć! Otrzymałam dwa egzemplarze od Playprint - jeden dla siebie, a drugi dla was w ramach konkursu, o którym na koniec tego postu :)

Wymiarowo Mapy mają 70x50 cm. Na razie więc nie mam gdzie jej powiesić, ale na szczęście mogę ją zawijać w tubkę i łatwo przechowywać :) Kiedy będę już miała własne mieszkanie, na pewno zawiśnie na ścianie!

Dla siebie wybrałam czarną Mapę, ponieważ ma nie tylko całą mapę świata, ale także mniejszą mapę Europy - tę zostawiłam sobie na ewentualne podróże. Z drugiej strony wahałam się, ponieważ jaśniejsza urzekła mnie tymi flagami na dole. 




Ale co ja z nią w sumie robię???


No tak, nad tym pewnie większość z was się zastanawia. Otóż postanowiłam zdrapywać kraje, z których autorów już znam. Okazało się, że miałam dość dużo zdrapywania i kiedy mam weszła do pokoju, myślała, że zdrapuję od razu całą Mapę (Rosja jest dość duża :D). Dodatkowo Mapa VIP ma na dole cuda świata, które oddałam w ręce brata - zdrapywaliśmy tylko te, których kraje już zostały odkryte. Ponadto poznaliśmy sekret Mórz i Oceanów oraz odsłoniliśmy Biegun Północny :)

Pragnęłam tej Mapy, aby widzieć z jakich narodowości autorami powinnam się jeszcze zapoznać, a z jakich już się zapoznałam. Poza tym to doskonała dekoracja pokoju, a widok kolejnych zdrapywanych krajów na pewno sprawi mi satysfakcję!


Do zdrapania wykorzystywałam monety 1 gr i 5 gr. Mniejsza szczególnie przydała mi się w Europie, gdzie znajduje się kraj na kraju. Ameryki oraz Kanady postanowiłam nie dzielić na stany, ponieważ musiałabym od nowa sprawdzać każdego z tamtejszych autorów - zdrapałam więc całe. Po odsłonięciu wszystkich rejonów świata, z których pisarzy znam, powstała powyższa kupka śmieci. Na szczęście łatwo było ją sprzątnąć, a potem przetarłam Mapę ściereczką, aby usunąć resztki. Co do zdrapywania - dziewczyny, uwaga na paznokcie, ja zahaczyłam o wyspę nad Australią :D

Na moja szczęście granice między państwami są dość grube i z moimi talentami manualnymi udało mi się nie zdrapać przy okazji całego innego państwa. Co zostało wydrapane? Australia, Kanada, USA, Rosja, Brazylia, Irlandia, Wielka Brytania, Polska, Norwegia, Szwecja, Czechy, Słowacja, Litwa, Białoruś, Ukraina, Węgry, Włochy (na nich mam jakiś błąd w druku, taką białą plamkę, ale cóż - przeżyję :D), Hiszpania, Izrael (ileż ja się go naszukała, bo napis jest obok!), Niemcy, Francja.


Mój chomik także postanowił udać się w podróż i podziwiać odsłonięte rejony Mapy. Kolorystycznie nieco przeszkadza mi, że cała Europa jest w odcieniach czerwieni i różu (bo tego drugiego koloru nie znoszę), ale z drugiej strony ładnie współgrają one z czarnym tłem. Najbardziej jednak podoba mi się kolor Brazylii, więc muszę poczytać autorów z Ameryki Południowej, aby ją odkryć!


Jak możecie zauważyć (mimo jakości zdjęć, za którą przepraszam, ale coś mi się aparat chrzani i na telefonie te zdjęcia wyglądają lepiej), Mapa nie jest porysowana po zdrapywaniu. Co prawda pojawiały się ślady na tym czarnym tle, ale wystarczyło, abym mocniej przytarła je palcem i znikały :) W drapanie nie trzeba wkładać wiele siły, więc nie ma zagrożenia popsucia Mapki.


Jak widać obszary w Europie są małe, ale udało mi się w miarę ich nie pozdrapywać (teraz omińcie wzrokiem najścia na Chorwację, Mołdawię i Finlandię i nie przyglądajcie się Izraelowi, który ledwo widać po moim zdrapaniu pt. oby o nic nie zawadzić). Na pewno więc polecałabym to zadanie odsunąć spoza łapek dzieci, jeśli chcecie mieć ładnie zdrapaną Mapę (oczywiście tych małych, które drapałyby dla samego drapania). Znaczniki widoczne we Włoszech czy w Wielkiej Brytanii to donośniki do cudów na dole Mapy.


A tutaj widać, jak paznokcie mogą zniszczyć całokształt starania się :D Obok Morza Koralowego zahaczyłam pazurkiem i mam już kreskę :( Trzeba coś stamtąd przeczytać! :) Na zbliżeniu możecie zobaczyć, że obszar wokół Australii nie jest obdrapany dookoła, choć nie bałam się wyjść monetą poza obszar złotka do zdrapania!



Druga Mapa była otwarta tylko po to, abym mogła zastanowić się, którą postanowię przygarnąć. Na Mapie Premium Gold bardzo spodobały mi się flagi na dole. Nie odważyłam się oczywiście nic zdrapać, aby zwycięzca konkursu otrzymał ją w stanie nienaruszonym i sam mógł się nacieszyć drapaniem :) 


Jako że sama jestem usatysfakcjonowana posiadaniem swojej Mapy, będę też mega szczęśliwa mogąc komuś podarować tę drugą! Zachęcam do udziału w konkursie zarówno zapalonych podróżników, jak i książkoholików, którzy chcieliby wykorzystać Mapę w ten sam sposób co ja. A może macie jeszcze inny pomysł? :) Jeśli tak, dajcie znać jaki :)

Regulamin konkursu z Mapą Zdrapką

1. Organizatorką konkursu jest KittyAilla, autorka bloga Biblioteczka ciekawych książek.
2. Sponsorem nagrody - Mapy Zdrapki Premium GOLD - jest PlayPrint.
3. Koszty wysyłki nagrody pokrywa Organizatorka.

4. W konkursie może wziąć udział każdy, kto:
a) ma adres korespondencyjny na terenie RP
b) obserwuje publicznie blog Biblioteczka ciekawych książek
c) udostępni banner konkursowy (blog/fanpage/Facebook/Google+)

5. Zwycięzca zostanie wybrany na zasadzie losowania.
6. Dodatkowe losy można uzyskać za:
a) polubienie fanpage Playprint oraz Biblioteczki
b) odpowiedź na zadanie konkursowe

7. Konkurs trwa od 15 lutego do 20 marca 2017 roku do godziny 23:59.
8. Wyniki zostaną ogłoszone na fanpage Biblioteczki w ciągu 7 dni od daty zakończenia konkursu. Organizatorka skontaktuje się ze zwycięzcą drogą e-mailową lub poprzez Facebooka (do wyboru w formularzu zgłoszeniowym).
9. Aby konkurs się odbył, musi wziąć w nim udział min. 6 osób.
10. Wszelkie sprawy nieregulowane powyższym regulaminem rozstrzyga organizatorka.

Formularz zgłoszenia

Obserwuję bloga jako:
Obserwuję fanpage jako: (opcjonalne)
Udostępniony baner:
Poproszę o kontakt za pomocą: (e-mail/fanpage/profil na FB/skontaktuję się sam)*
Odpowiedź na zadanie konkursowe: (opcjonalne)
Zapoznałam się z regulaminem i akceptuję go.

*W przypadku e-maila, proszę podać e-mail, w przypadku fanpage - nazwę fanpage + link, w przypadku profilu prywatnego link.

Pytanie konkursowe

JAKI KRAJ ZDRPAŁABYŚ/ZDRAPAŁBYŚ JAKO PIERWSZY I DLACZEGO?


A wy co sądzicie o Mapach? Macie taką lub chcielibyście mieć? W jakim celu? :) Zachęcam do komentowania i zgłoszeń w konkursie :)

14 lut 2018

'Narzeczona księcia' W. Goldman + WYNIKI KONKURSU


Opis:
Szermierka. Zapasy. Tortury. Trucizna. Prawdziwa miłość. Nienawiść. Zemsta. Olbrzymi. Myśliwi. Źli ludzie. Dobrzy ludzie. Najpiękniejsze damy. Węże. Pająki. Zwierz wszelkiego gatunku i pochodzenia. Ból. Śmierć. Śmiałkowie. Tchórze. Siłacze. Pościgi. Ucieczki. Kłamstwa. Prawda. Cuda. Namiętność to tylko drobna część tego, co można znaleźć w opowieści o pięknej Buttercup, dzielnym Inigu, mocarnym Fezziku i tajemniczym człowieku w czerni...


Opinia:

Ta książka jest inna od wszystkiego, co do tej pory czytałam. Postanowiłam ocenić ją jedynie za tę część właściwą, czyli historię Buttercup oraz Westley'a, ponieważ pierwszy wstęp przetrwałam do momentu wejścia do muzeum, drugi do decyzji o skracaniu książki, a wyjaśnienie do Dziecka Buttercup naprawdę przekartkowałam. Nie przepadam za takimi częściami książki, które zajmują ponadto tyle kartek. Rozumiem jednak, że teoretycznie także są elementem historii: Goldman wymyśla pisarza Morgesterna i to jemu przypisuje autorstwo Narzeczonej księcia. Opowiada o tym, że on jedynie skraca tę powieść. I tyle by mi wystarczyło. Naprawdę wstawki o synu, żonie czy potem wnuku sprawiły, że wolałam od razu przejść do opowieści, jaką obiecuje opis.

Styl autora przypomina mi takie gawędziarstwo: jest pełen anegdotek, buduje napięcie i przywołuje na myśl balladę. Zdarza się, że uderza w ton humorystyczny lub melodramatyczny. Opowieść bardzo mi się podobała, ale niektóre komentarze naprawdę były zbędne. Cała książka ma też znamiona satyry i celowego przerysowania pewnych elementów. Bardzo odpowiadały mi nawiasy, były głównym źródłem humoru.
Zawsze przypuszczam, że wszystko jest pułapką, póki nie znajdę dowodów, które by temu przeczyły - wyjaśnił Humperdinck. - Dlatego jeszcze żyję.
Klasyczna opowieść o wielkiej miłości i wielkiej przygodzie - z pewnością mamy tutaj i jedno, i drugie. Miłość jest opisana w sposób podniosły, może pokonać wszelkie przeszkody. Przygoda trwa nieprzerwanie, bo gdy wydaje nam się, że wszystko się układa, nagle zostajemy zbici z tropu. Nie oznacza to, że książka jest nieprzewidywalna, ale jej lekka schematyczność nie razi w oczy i nie przeszkadza. To opowieść dla opowieści, wręcz bajka, którą miło się czyta bez względu na drobne wady. Dodatkowym plusem jest narracja. Poznajemy różne perspektywy oraz historie - nie tylko Buttercup i Westley'a, ale także Inigo, Fezzika oraz księcia. Świat został stworzony bardzo prosto, a zarazem nie mamy dokładnie określonego czasu akcji. Dodatkowy pierwszy rozdział Dziecka Buttercup dopełnia historię, choć wprowadza też dodatkowe pytania o losy bohaterów.
Nie chodzi o to, że potrafi wszystko. Po prostu umie to zrobić lepiej niż ktokolwiek inny.
Tym, co od razu rzuciło mi się w oczy, były imiona - Buttercup (kto nazywa dziecko Jaskrem?), Inigo czy Fezzik. Musiałam się do nich przyzwyczaić. Na szczęście charaktery postaci są tak dobrze zbudowane, że nie nastręczało trudności rozpoznawanie ich także po cechach szczególnych. Buttercup to bohaterka, można by powiedzieć, tragiczna. Non stop rozdzielana z ukochanym, podejmując błędne decyzje, sprowadza na siebie oraz nieszczęście. Bywa bardzo naiwna, kolejnym razem stając się bardzo praktyczna. Westley to Pan Idealny - chłodno myślący, potrafiący dopasować się do sytuacji, ponadto przystojny. Wymarzony przyszły mąż! Najbardziej polubiłam jednak Inigo oraz jego historię, motywację do nauki. Ten czarodziej szpady potrafił poruszyć moje serduszko. Uroczy jest także Fezzik oraz jego hobby - uwielbia on rymy. Książę i Hrabia to może nie aż tak czarne charaktery, jakbym sobie tego życzyła, ale pasują do opowieści.

Podsumowując, pomijając kilkudziesięciostronicowe wstępy, bardzo spodobała mi się Narzeczona księcia oraz pierwszy rozdział Dziecka Buttercup. To zdecydowanie awanturnicza opowieść o miłości, wojnie oraz przygodzie. Zawiera w sobie niezwykłe elementy fantasy (np. Cudotwórcę) oraz szybką akcję. Zdecydowanie polecam powieść!

Wyzwania: ABC CzytaniaOlimpiada CzytelniczaKitty's Reading Challenge


WYNIKI KONKURSU


Czyli coś, na co pewnie czekacie :) 


Także Narzeczona księcia od wydawnictwa Jaguar wędruje do bookworm :)

12 lut 2018

PRZEDPREMIEROWO: 'Nieskończone światy Jane' K. Cashore


Opis:
Osiemnastoletnia Jane, na zaproszenie swojej byłej korepetytorki, przybywa do posiadłości rodziny Trashów na coroczną galę. Dom, wypełniony po brzegi cennymi artefaktami i dziełami sztuki, jest kwintesencją luksusu, a przepych wylewa się zeń drzwiami i oknami. W pewnej chwili okazuje się, że dwa dzieła sztuki ‒ obraz Vermeera i rzeźbę Brancusiego ‒ skradziono.
Zaczyna się poszukiwanie, a cała akcja jest uzależniona od decyzji podjętych przez Jane. W zależności od tego, którą decyzję bohaterka podejmie, jej losy (a także losy pozostałych bohaterów) potoczą się inaczej.

Opinia:

Przyznaję bez bicia, że zastanawiałam się nad wzięciem tej pozycji do recenzji, ponieważ pomysł był genialny, ale taki zamysł łatwo zepsuć. Ostatecznie zdecydowałam się i bardzo mnie to cieszy!

Styl pani Cashore mnie zaskoczył, ponieważ okazał się wyjątkowo nieskomplikowany, co pozwalało mi zrozumieć wszystkie zawiłości powieści. W książce pojawia się mała ilość humoru, ale pasuje to do opisywanej historii. 

Na początku się pogubiłam. Kilkoro bohaterów, każdy z inną historią, w tym samym domu. Do tego kilka zagadek kryminalnych - skradziona rzeźba, porywane dzieci, sfałszowany obraz. Czy to wszystko może się łączyć? I dlaczego Jane wydaje się, że dom żyje? Autorka wprowadziła w mojej głowie zamęt. Najlepsze jest jednak to, że w życiu nie przewidziałabym finału tej historii, ponieważ ma ona 5 różnych finałów. Z teorią światów równoległych spotkałam się już kilka razy w literaturze, choć nie mogę sobie przypomnieć w jakich pozycjach dokładnie. Zakłada ona, że kiedy zostajemy postawieniu przed wyborem, na przykład wybrać czerwoną sukienkę czy niebieską, w innej alternatywnej rzeczywistości nasz odpowiednik wybierze tę drugą, a jego losy mogą potoczyć się zupełnie inaczej, niż nasze, ponieważ każdy wybór tworzy inne alternatywy, a każda kolejna sytuacja każąca nam wybierać doprowadza do powstania nieskończonej liczby światów równoległych (ależ zaleciało fizyką i s-f!). Autorka oparła powieść na założeniu, że w zależności od dokonanego przez Jane wyboru, jej życie oraz życie wszystkich osób w Tu Revenis potoczy się zupełnie inaczej, ponieważ one także podejmą inne decyzje. Po wprowadzeniu nas w historię, relację rodzinne oraz podrzuceniu kilku tropów, ani Cashore stawia swoją bohaterkę przed wyborem: za którą osobom podążyć? Najlepsze jest to, że każda z tych alternatywnych historii znajduje swoje odniesienie w pierwszej części książki.
Chodzi o to, że kiedy dowiadujesz się, że ktoś nie był tym, za kogo się podawał - mówi - zaczynasz się zastanawiać, czy w ogóle łączyła cię jakaś więź z tą osobą.
Pierwsza z przedstawionych historii podobała mi się w sumie najbardziej, a nie miała w sobie nic z fantasy. Autorka przedstawia nam po prostu zakończenie sensacyjno-kryminalne, gdzie nasza bohaterka odgrywa ważną rolę jako inteligentna osoba kojarząca fakty. Drugie alternatywne zakończenie opowiada o zaginionych dzieciach, broni biologicznej i siatce szpiegowskiej - duży plus za wątek szpiegowski! Trzecia historia podobała mi się najmniej, była najbardziej zakręcona i niezrozumiała, opierała się raczej na zasadzie interpretacji, a za tym w powieściach nie przepadam. Opowiadała o Charlotte - drugiej żonie pana domu, która wierzyła, że dom to żyjąca istota. Jedynym, co naprawdę polubiłam w tej alternatywie, była biblioteka, choć szkoda, że została przedstawiona jako miejsce, gdzie zło ma moc. Czwarta decyzja wprowadziła naszą bohaterkę w ideę światów równoległych, o których Kiran i Ravi wspominają w pierwszej części książki mimochodem. Tutaj dostajemy porządną dawkę science fiction! Ostatnia opowieść najbardziej igra na emocjach i prowokuje kolejne wybory, które mogą zmienić życie Jane, ale niestety nie poznajemy ani tych decyzji, ani ich ciągu dalszego. W tej alternatywie bardzo ważną rolę odgrywa postać, której na pewno nikt by o to nie posądził. 
[...] Jane stoi przez chwilę i zastanawia się, jak takie drobne, przyziemne pytanie jak to, z kim się całować, może być równie zagmatwane, co międzywymiarowe welicaptory.
To, co urzekło mnie w opowieści, była precyzja. Ani razu nie zdarzyło się tak, aby Jane w któreś alternatywie wiedziała coś, co poznała w innej. Dodatkowo spójność każdej  z wersji przyszłości z pierwszą częścią historii sprawia, że nie da się nie odczuwać przyjemności z czytania tak dobrze rozplanowanej książki.

Jane to bohaterka złożona, podejmująca ciekawe decyzje (nie zawsze oczywiste). Na wspomnienie w recenzji na pewno zasługuje jej niestandardowe hobby - robienie parasolek. Nie kupuję za to relacji, którą autorka próbuje nam wmówić - przyjaźni między Kiran a Jane, bo między dziewczynami tego w ogóle nie da się odczuć. Kiran ogólnie pozostaje zagadką w większości alternatyw. Jedynie w jednej udaje nam się ją lepiej zrozumieć. Bohaterką, którą polubiłam najbardziej pozostaje Ivy, która za każdym razem odgrywa w życiu Jane jakąś ważną rolę. Autorka przedstawia nam wiele postaci niektóre kreując bardzo wyraziście, inne mniej, ale ciężko o nich pisać, ponieważ chociaż mają jeden charakter to ocena ich wyborów zależy od alternatywy.

Podsumowując, książka to prawdziwy miks gatunkowy - od kryminału poprzez sensację i fantasy, a kończąc na science fiction. Naprawdę podziwiam autorkę, że mimo drobnych wad, udało jej się poruszyć z sukcesem różne gatunki oraz nie pogubić się w historiach alternatywnych. Naprawdę polecam tę książkę, ponieważ stanowi wciągającą i intrygującą lekturę!

Wyzwania: ABC CzytaniaOlimpiada CzytelniczaKitty's Reading Challenge

Za egzemplarz dziękuję



11 lut 2018

'Świt po bitwie' M. Mortka




Opis:
Po latach spokojnej posługi u nowego konunga Nordveghru słynny islandzki skald Vidar postanawia wrócić w rodzinne strony. Jeszcze nie wie, że król Trygve Ivarson, zwany Surowym, zamierza podjąć wojenną wyprawę w celu podbicia Islandii.
Do brzegów Nidaros docierają jednak statki jamborskiego jarla Thorkila, który, żądny zemsty, chce podbić i zawłaszczyć kraj. Wśród jego wojów jest młody Viglund, zwany Wilczym Pyskiem, syn jarla Vidara. Siłą wcielony w oddziały wroga będzie musiał stawić czoła przeszłości i własnemu ojcu.


Opinia:

Moje modły zostały wysłuchane i na końcu książki pojawił się słowniczek! Zdecydowanie umiliło to czytanie!

Dwadzieścia lat po wydarzeniach z pierwszego tomu powracamy do życia naszych bohaterów - Vidara, Trygvego, Arnula oraz Sveina. Każdy z nich na swój sposób wspomina dawne czasy i radzi sobie ze zmianami. Nadciąga jednak nowy wróg, a konflikt religijny nadal spędza sen z powiek konunga Nidaros. Nadszedł zmierzch bogów, po cichu przemknął Ragnarok. Tym razem śledzimy losy młodego Sveina, następcy konunga, który wolałby na zawsze pozostać jedynie dowódcą hirdu, poznajemy rozterki Vidara, którego życie nie rozpieszczało oraz mierzymy się z gniewem jego syna Vidlunga. Ponownie wierzenia nordyckie ścierają się z chrześcijaństwem, ale nie tylko na Północy. Autor zabiera nas także na Islandię, gdzie sprawy przybierają naprawdę zły obrót. Akcja pędzi, nie dając czytelnikowi chwili wytchnienia, nie pozwalając się oderwać.
- Nie ma takiej wojny, co ją bezpieczną zwać można, jeno coś mi mówi, że bogowie i tym razem uchronią starego, zrzędliwego konunga Nordveghr.- Bogowie nie żyją [...].
Żałuję, że w tym tomie nie spotykamy już Haralda, a Arnul stanowi raczej tło i nie jest już tym bohaterem, którego poznaliśmy w Ostatniej sadze. Vidar również się zmienił - dręczony nienawiścią własnego syna, próbuje uciec na rodzimą ziemię od trosk, ale te dopadają go nawet tam. Jego syn Viglund to bohater porywczy, pełen gniewu i urażonej dumy. Bałam się, że taka kreacja będzie mnie irytowała, ale bardzo polubiłam tego młodego berserka. Irytował mnie za to biskup Helmghart przekładający zdrowy rozsądek nad wiarę. Miałam nadzieję, że w końcu szlag go trafi! Kreacja czarnego charakteru wyszła Mortce niezwykle ujmująco - to człowiek wywyższający się ponad wszystkich, przekonany o swojej nieomylności i pewny zwycięstwa, a ponadto przebiegły.

Nie wiedziałam, czego spodziewać się po drugim tomie. Autor totalnie mnie zaskoczył losami Vidara oraz przemianą Arnula. Nie udało mu się jedynie ukryć tożsamości opiekuna niewolnicy Vilgunda. Książka jest krwawa, pełna grozy i starć międzywyznaniowych, przepełniona akcją oraz magią. Nie mogę się doczekać, co otrzymam w tomie trzecim, a wam zdecydowanie polecam zapoznać się z Trylogią Nordycką! Świt po bitwie zdecydowanie stawia opór klątwie drugiego tomu i pokazuje kunszt pisarski autora!

9 lut 2018

Za co kochamy fantasy? [Justyśka]


Jedyna seria, którą ostatecznie postanowiłam reaktywować z tych, w których bierzecie czynny udział. Pojawi się także jakoś w lutym jedna Bitwa okładkowa, ale nie mam na nią zbytnio pomysłów, więc na razie sobie odpuszczę.

Do Za co kochamy fantasy? możecie się za to zgłaszać, klikając w nazwę serii po lewej pod nagłówkiem :) Zapraszam wszystkich chętnych, z każdym z ochotą porozmawiam :) Nie musicie mieć bloga, aby się zgłosić :)

Na pierwszy ogień we wznowieniu poszła Justysia <3 A o czym rozmawiałyśmy? Przekonajcie się sami! :)


Za co lubisz opowiadania o Sookie Stackhouse i ile książek z tej serii czytałaś?
Czytałam na razie tylko wspomniane opowiadania, ale mam w planach więcej części. Za co je kocham? Za humor, który bije na każdym kroku. Sookie jest odważna i nie jest lalunią która potrafi wkurzyć. Jest prosta dziewczyna, którą bez problemu można polubić.

Czy chciałabyś posiadać jakąś konkretną rasę smoka?
W sumie to nie. Z każdego ucieszyłabym się tak samo mocno. No wiesz takie małe jajo masz i potem malusiego smoka wychowujesz. Wiesz jaka to radocha? A potem latasz na smoku i wszystko widzisz z góry no ja chce xd

Nawet żaden konkretny kolor nie przychodzi ci na myśl? I pomyślałaś o foteliku dziecięcym na smoka dla Dziecka? :D
No jasne że różowy! Faza na ten kolor jest ogromna! Hej a mógłby to być smok jednorożec? :D no pewnie mam z Ferrari i tylko czeka aż zamontuje go na smoku xd bezpieczeństwo przede wszystkim

Oczywiście, choć chyba nie wyobrażam sobie smoka jednorożca - jak ty to widzisz? :D
No wiesz smok i jednorożec są zbliżone: oba mają skrzydła i ogony :D łeb smoka z rogiem jednorożca xd takim złotym. Widzisz smokorożec jak się patrzy <3

Zdecydowanie xD To teraz trudniejsze pytanie, natury egzystencjalnej: Zostajesz zamieniona w wampira (takiego typowego, z uczuleniem na słońce). Czy powiedziałabyś swojej rodzinie, mężowi? Czy starałabyś się nadal żyć normalnie? I jak rozwiązujesz kwestię pożywienia?
O kurde to trudne pytanie. Myślę, że mąż by zrozumiał więc tak, mówię mu. Wydaje mi się, że nawet by mi pomógł z pożywieniem. Wiesz wykradałby krew ze szpitali albo z masarni, bo wiesz lepiej by brzmiało jakbym piła krew zwierząt, wtedy by się mnie nie bał. I żyłabym normalnie.

To rozumiem, że w związaniu do wcześniejszego wspomnienia Sookie, nie żywiłabyś się krwią ludzką wcale, nawet w momentach uniesienia czy zagrożenia?
Wiesz może podczas zbliżeń z mężem tak, do pogłębienia więzi, ale tylko za wcześniejszą zgoda i to świadoma. Nie wywoływałabym wpływu na ludzi chyba że byłoby to konieczne. A w stanie zagrożenia jak najbardziej mogłabym wyssać z delikwenta krew i to do końca, tak by już nie zagroził mi czy mojej rodzinie.

To dobrze, że mnie lubisz :DJaka jest twoja ulubiona książka/seria o wampirach? Powiedz, dlaczego akurat ta. Co ją wyróżnia?
No masz szczęście xd kocham pamiętniki wampirów. To pierwsza seria od której zaczęłam interesować się wampirami. Co mi się w niej podoba? Zagrożenia z jakimi w każdym tomie walczą bohaterowie. To że mamy różnorodnych bohaterów jak wampiry, czarownice, wilkołaki itp. Oraz cudowny Damon Salvatore <3

To skoro jesteśmy przy różnorodnych bohaterach (bo AW jeszcze niestety nie czytałam, więc nie podyskutujemy tym razem), to zadam ci najważniejsze pytanie wóch pierwszych tomów Szklanego tronu: Dorian CZY Chaol? I dlaczego akurat ten?
Toś teraz pojechała :( wiesz że nie umiem wybrać? Chaol w drugim tomie okazał się być bucem. No a że buców nie lubię to zdecydowanie Dorian.

Ale czy Chaol ma jakieś szanse jeszcze w twoich oczach czy wydarzenia z drugiego tomu skreślają go zupełnie?
Nie mówię, że go skreśla bo każdy ma prawo do drugiej szansy i naprawienia swoich błędów dlatego muszę zabrać się za 3 Tom i wtedy rozwieją się myślę moje wątpliwości.

Ostatnie pytanie: Cały czas ci powtarzam "Poczekaj, aż poznasz Aediona", bo w kolejnych częściach pojawiają się on oraz Rowan. Czy uważasz, że coś może zachwiać twoją miłością do Doriana na tyle, abyś przerzuciła się na zupełnie innego bohatera męskiego? :)
Moje serce jest Kochliwe a Harem może być większy. Więc powiem Ci tak nie wiem co zdarzy się w kolejnych Tomach, wiem jednak ze gdy pojawi się taka możliwość a raczej odpowiedni mężczyzna to mogę go pokochać xd

To tylko nie podkradnij mi Aediona, to będziemy razem na randki chodzić, porywając z Haremu naszych wybranków <3 Bardzo dziękuję ci za rozmowę <3 <3
Damy radę będziemy się dzielić w parzyste dni ty dół w nieparzyste ja albo na odwrót <3 dziękuję <3


A wy znacie jakąś z serii? A może też chcielibyście smokorożca (w pakiecie z fotelikiem dziecięcym)? :D

7 lut 2018

'Brudna robota' C. Moore




Opis:
Brudna robota oszałamia pomysłami, hipnotyzuje i wciąga. Jest na przemian przezabawna i bardzo smutna, zawsze dynamiczna i pełna zwrotów akcji, a przy tym nie przypomina żadnej innej książki. Obecne pokolenie doczekało się swojego Vonneguta, Robbinsa i Swifta w jednym. Amen.


Opinia:

Na początku książki nie mogłam się zupełnie wciągnąć, także poprzez styl. Autor w tym tomie zdecydował się na mnóstwo opisów. Dodatkowo nie jest to tak zabawna pozycja, jak dwie poprzednie, które czytałam.

Celtyckie potwory, buddyjskie wierzenia i Handlarze Śmierci? Dla Charliego Ashera taki świat staje się codziennością w dniu, gdy rodzi się jego córeczka Sophie, a umiera żona - Rachel. Póki główny bohater nie ogarniał, co się wokół niego dzieje, książka zupełnie nie potrafiła mnie wciągnąć. Kiedy jednak zaczęła się walka z Siłami Ciemności, nie mogłam się oderwać! Mimo wszystko nie uważam pozycji za zbytnio nieprzewidywalną - ślepiec domyśliłby się, co się dzieje z Sophie. Dodatkowo powieść jest nieco makabryczna (słowo kotek nabiera zupełnie nowego znaczenia :D). Autor podjął trudny temat, ale ostatecznie udało mu się stworzyć opowieść może trochę porąbaną (ale to w końcu Moore), ale niezniesmaczającą :)

Kiedy człowiek ma sekretną tożsamość, siłą rzeczy napawa się choćby odrobiną publicznej uwagi.
Główny bohater, Charlie Asher, to typowy przykład samca beta. Przynajmniej to próbuje wmówić nam autor, jednocześnie zaprzeczając czynami Handlarza Śmierci. Co ciekawe, bohater zdaje się zdawać sobie sprawę, że zachowuje się inaczej, niż zachowałby się w normalnych okolicznościach.To bardzo rozbudowana postać i nawet po zakończeniu książki nie wiem czy bardziej go lubiłam, czy jednak bardziej mnie wkurzał. Pokochałam za to Sophie - rezolutną dziewczynkę, której towarzyszymy od dnia narodzin aż do momentu, w którym ma sześć lat. Jej ciotka Jane to także kawał niezłego ziółka i dodaje książce humoru. W książce poznajemy mnóstwo postaci, ale każda wyróżnia się swoim charakterem - a że żadna nie jest do końca normalna, naprawdę nie da się pogubić!

Moglibyście odnieść wrażenie, że książka mi się nie podobała. Faktycznie do pewnego momentu tak było. Potem akcja się rozkręciła i jak zwykle przepadałam w tym nieco chorym, nieco zboczonym i na pewno nienormalnym świecie. Polecam fanom autora oraz osobom, które lubią tego typu książki :) Ale ostrzegam - 18+ :D

6 lut 2018

'Zakon Achawy' Robert P.


Opis:
Jest to świat pełen okrucieństwa, jak i piękna, świat, w którym realizm miesza się z magią. Świat, w którym Achawici toczą nieustanne boje i potyczki. Walczą w obronie Arystokracji królestw i zwykłych jej mieszkańców. Ścierają się z hordami demonów, wiecznie knujących wampirów, nekromantów, czy to bestii różnego rodzaju.


Opinia:

Recenzja ta będzie litanią wad tej książki, zawierającą dodatkowo spoilery, ale na samym wstępie chciałabym zaznaczyć, że NIE POLECAM. Tak się kończy wydawanie książki poprzez self-publishing, bo tego tworu nie chciałabym nawet nazywać książką.

Pierwszy raz potrzebowałam kartki, aby wypisywać sobie wady podczas czytania. Odnośnie języka i stylu autora, proponuję lekcje z gramatyki oraz ortografii, bo pozwoliłoby to uniknąć takich kwiatków jak miał zostać się oraz (szlag mnie trafiał za każdym razem, jak to widziałam!) tu taj. Ponadto stosowanie he he jako wyraz śmiechu w dialogach - dajcie mi siłę, abym nie spaliła tej powieści! Śmiech na sali stanowią również same konwersacje między bohaterami. Dawno nie spotkałam się z tak sztywnymi i sztucznymi dialogami! Poza królem dodatkowo wszyscy pozostają na ty bez względu na status społeczny, co w teoretycznie wykreowanej rzeczywistości byłoby niewykonalne. Z uwag technicznych mam także taką: podczas rozmowy dwóch postaci ich kwestie powinny być od siebie chociażby akapitami, a są umieszczone w jednym, ciągiem, bez choćby myślników. Tak samo bywa z opisami - bohater coś mówi i nagle ni stąd, ni zowąd w tym samym akapicie, bez myślnika, pojawia się opis czynności lub miejsca. Przykład poniżej.
- Morner, jesteś niesamowity. Teraz ta pani zaśnie, a jak się obudzi, to wszystko nam powie. Kobieta spojrzała na nich, uśmiechnęła się, obcierając usta z krwi.
Poznajcie książkę, w której dobro wygrywa zawsze, nie ponosząc przy tym prawie żadnych ofiar. Gdzie po jednym dniu znajomości proponuje się wspólne mieszkanie i seks, a gdy ta osoba po jakichś czterech dniach umiera, wystarczy się przespać, aby ból po tej wielkiej miłości przygasł, a potem zupełnie wyparował. Mam wrażenie, że wszystko, co stało się na kartach książki, trwało maksymalnie 10 dni, ale w sumie nie odczuwałam upływu czasu - wyznaczał go bowiem sen głównego bohatera. W tak krótkim czasie nasz bohater od dziecka mieszkającego na wsi przeszedł do statusu hrabi własnego terytorium, stracił miłość swojego życia, o której pisałam wcześniej i poznał kolejną. Po jednym dniu nauki zdał wszystkie egzaminy i został pełnoprawnym Achawitą. Na drugi dzień opieki nad stanicą odkrywa wielki spisek oraz wszystkie uczestniczące w nim osoby. Następnie jest tylko lepiej - co i rusz Mornera i Nimfa spotykają przygody oraz misje, które wypełniają jeszcze tego samego lub następnego dnia (nawet, jeśli dotyczy to zwiadów, infiltracji etc., co zawsze zajmuje więcej czasu). Na 222 stronach powieści mamy tak dużo wydarzeń, ale opisanych beznamiętnie i sztucznie, że ostatecznie odniosłam wrażenie, że nie dzieje się zupełnie nic. Same zasady rządzące światem także pozostawiają wiele do życzenia. Nie wspominam nawet o kulejącej polityce, ale Achawici zabijają pierw króla, potem jego syna i nikt, zupełnie NIKT nie sprzeciwia się temu, nie ma żadnego ale. W sumie zakon robi sobie co chce, nie jest przez nikogo kontrolowany, wszystko wie, wygrywa każdą walkę i ze wszystkim sobie poradzi.
- Jakoś tak pogodniej i ładnie kwiatami pachnie. /- Jutro zajmę się ogródkiem i wprowadzę zioła i krzewy./ - Wspaniale, kochanie. Muszę przyznać, że masz smak i gust.
Myślicie, że w akapicie o bohaterach znajdą się jakieś plusy? Błąd. Postaci mamy mnóstwo - Achawici, Magowie, Anioły, Eowici, zwykli ludzie, Nekromanci, demony i potwory. Są oni jednak tak papierowi, tak bezcechowi i tak bezemocjonalni, że mogłoby ich nie być wcale. O głównym bohaterze wiemy tyle, że wszystko idealnie mu się udaje, za rodziców ma Czarodziejkę i Maga oraz szybko się zakochuje. Koniec. Inni bohaterowie? No cóż, na pewno prawie każdy w tej książce lubi alkohol, bo przy każdym spotkaniu coś trzeba opić lub zaprosić kogoś na coś mocniejszego

Dlaczego tak się rozpisuję o tak złej książce? Aby was przed nią ostrzec. Dawno nie spotkałam się z pozycją, w której nie znalazłabym NIC, ZUPEŁNIE NIC dobrego! Zaczynając od stylu, a kończąc na bohaterach, zastanawiam się jakim cudem to w ogóle zostało wydane. Męczyłam się podczas czytania okrutnie. Jednak pomijając stronę, możecie stracić całe wydarzenie, jak np. wybicie 20 wiedźm, bo potem od razu zaczyna się jakaś inna misja. Wszystko przypominało mi kiepską grę komputerową, gdzie skaczemy od misji do misji i nie mamy możliwości rozwoju postaci, bo dostaliśmy taką, która poradzi sobie ze wszystkim - a takie gry nudzą nawet dzieci. Szkoda, że ta śliczna okładka kryje w sobie to coś.




Za egzemplarz dziękuję



5 lut 2018

PRZEDPREMIEROWO: 'Słowo i miecz' A. Harmon




Opis:
Mała Lady Lark odziedziczyła po swojej matce Dar — potrafiła bowiem używać Słów. W świecie, w którym nawet najszlachetniejsza magia była grzechem karanym śmiercią, był to niezwykle niebezpieczny sekret. Matka Lark, szlachetna Lady Meshara, starała się ze wszystkich sił chronić córkę i utrzymywać jej moce w tajemnicy. Niestety któregoś dnia, podczas odwiedzin samego króla, przypadkowo wyszły na jaw. Lady Meshara zginęła od karzącego miecza króla. Łapiąc ostatnie tchnienie, użyła Słów. Aby zapewnić córce ochronę, związała jej losy z losem ojca — Lorda Corvyna.
Od tej pory Lark dorastała pilnie strzeżona, niczym w złotej klatce. Nie rozmawiała z nikim, jak przykazała jej umierająca matka, porozumiewała się gestami. Uważnie słuchała i rozwijała w sobie mądrość, cierpliwość i ostrożność — pilnie obserwowała, co dzieje się w posiadłościach ojca i w całym kraju. Tymczasem do granic kraju zbliżała się wojna. Bezlitosne, skrzydlate Volgary mordowały wszystkich, szukając krwi i wysysając życie. W ciszy zamkniętej komnaty Lark urosła w siłę i zrozumiała, że nie może w nieskończoność ukrywać swoich mocy...


Opinia:

O autorce było głośno przy okazji Prawa Mojżesza. Przyznam szczerze, że byłam nią zaciekawiona, ale nie lubię romansów, więc odpuściłam. Pojawiało się coraz więcej pozytywnych recenzji jej książek... Intrygowała mnie coraz bardziej, więc kiedy napisała fantasy, nie mogłam przejść obok tego faktu obojętnie. Miałam jednak pewne obawy.

Zupełnie niepotrzebnie! Na 42 stronie książki przepadłam niczym kamień w wodę - od czytania oderwałam się na zabawę z chomikiem i jedzenie. Styl autorki wciąga od pierwszych stron. Jest jednocześnie prosty i treściwy; opisowy, a nie nużący. Słowo ma wielką moc w powieści, ale także w zręcznych zdaniach autorki. Przeżywamy z bohaterami emocje, mamy ochotę płakać i śmiać się z Lark i czujemy bezsilność Tirasa.
Masz niski głos. Ciepły. Kobiecy. Ale nie przesadnie. I mówisz wolno, jakbyś szukała właściwych słów.
Pomysł od początku wydawał mi się świetny i bardzo cieszę się, że autorka nie zmarnowała jego potencjału! Poznajemy Lark, na której oczach ginie matka i której ojciec nienawidzi. Przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności dziewczyna trafia na dwór króla. Jako niemowa jest ignorowana przez służbę, ale Tiras uznaje ją za przydatną... I tak rodzi się burzliwy, pełen sprzecznych emocji romans, który fascynował mnie na równi z akcją. Książka nie jest co prawda nieprzewidywalna, wielu rzeczy byłam w stanie się domyślić, ale to dlatego, że czytałam uważnie i pochłaniałam każde słowo oraz Słowo. Czytelnik płynie z wydarzeniami, które nawet w chwilach pozornego spokoju zajmują jego uwagę.

Pomysł na Obdarzonych w pewien sposób skojarzył mi się z Niepowszednimi. Ludzie obdarzeni darami, kilka rodzajów oraz możliwość łączenia się ich. To na mocy Powiadaczki skupiamy się najbardziej, ponieważ nią dysponuje Lark. Autorka jednak nie pomija innych - Prządki, Zmieniacza oraz Uzdrowiciela. Możemy poznać przynajmniej po jednym bohaterze posiadającym dane zdolności i je zrozumieć. 
Kjell ma rację. Jesteś niebezpiecznym ptaszkiem. Ale chyba cię zatrzymam.
Lark to bohaterka zadziwiająca i pełna energii. Jedyne czego pragnie to wolność, ponieważ we własnym domu jest więźniem. Dodatkowo czuje się nieco wyobcowana i sfrustrowana tym, że nie jest w stanie się porozumieć z ludźmi, ponieważ ci nie wiedzą, czego do nich chce. W trakcie powieści przechodzi ogromną metamorfozę, jednocześnie nadal pozostając sobą. Zdecydowanie ją polubiłam! Tiras z początku wydawał mi się bezwzględnym, podłym władcą, którego interesuje tylko tron i pokonanie wrogiej armii. On również przy Lark zaczyna się zmieniać, więcej rozumieć. W ogóle w tej książce większość bohaterów dotykają zmiany wiążące się ze zmieniającym się porządkiem w królestwie. Ciekawym przykład jest Kjell - wierny przyjaciel Tirasa, który nie przepada za naszą główną bohaterką. Postaci są niezwykle realne, żywe i ludzkie.

Podsumowując, ta recenzja i tak nie oddaje wspaniałości tej książki. Nie mogę się już doczekać kolejnego fascynującego tomu!

Wyzwania: ABC CzytaniaOlimpiada CzytelniczaKitty's Reading Challenge


Za egzemplarz dziękuję


3 lut 2018

'Ostatnia saga' M. Mortka

Tytuł: Ostatnia saga (oryginalnie:  -)
Autor: M. Mortka (tłumacz: -)
Cykl: Trylogia Nordycka
Ilość stron: 494
Wydawnictwo: Uroboros (w roku: 2015)

Opis:
Starzy bogowie powoli mogą odejść w zapomnienie. Chcąc odzyskać tron, do kraju wraca bowiem Eryk Halvdanson, a wraz z nim krzewiciele nowej wiary. Przy pomocy misjonarzy Chrystusa król wypowiada wojnę zastanemu porządkowi i grozi każdemu, kto nie będzie chciał się nawrócić. W wojowniku Haraldzie płynie jednak gorąca krew wikingów, a jego niewyparzona gęba sprawia, że trafia do niewoli. W myśl nowej wiary niewygodny staje się też karzeł Arnul. W walce o wolność wspólnie wypowiadają wojnę królowi i kapłanom, na czele których stoi bezwzględny biskup Hieronim.


Opinia:

Ponownie przepadłam w świecie Marcina Mortki! Tym razem autor zachwycił mnie również przepiękną i solidną stylizacją językową. Szkoda tylko, że mam sklerozę i niestety nie zawsze pamiętałam, co oznaczały słowa z islandzkiego - chyba muszę spisać sobie słowniczek :D

Ostatnia saga to opowieść o mroźnej, nieugiętej Północy, o mitologii nordyckiej oraz chrześcijaństwie. Ocalony kaprysem bogów Eirik trafia na biskupa chrześcijańskiego, który zabiera go do kraju swej wiary. Dorosły już Eryk powraca do Nidaros, aby przejąć tron odebrany jego ojcu. Przynosi ze sobą także chrześcijaństwo. Ostatnia saga to ciągła bitwa - między upartością wyznawców Odyna, a okrutnikiem, który próbuje tę wiarę wykorzenić i zastąpić tą w Chrystusa. Jednocześnie to książka pełna magii, która mrozi krew w żyłach. Przeznaczenie warunkuje życie bohaterów, prowadząc do nieuniknionego końca, a gdy Ragnarok nadejdzie, możemy się tylko zastanawiać, co zaserwuje nam autor. 
Trzy razy cios będzie padał,; Za czwartym padnie umiłowany,; Na próżno troll się skradał
Jak większość z was wie, lub nie, jestem ateistką. Dlatego pewnie nie sięgnęłabym po tę powieść, gdyby nie jedno - autor. Stwierdziłam jednak, że skoro Marcin Mortka napisał tę trylogię, to ja muszę ją przeczytać. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ poza przywoływaniem wierzeń nordyckich, polski pisarz dużo opowiada także o chrześcijaństwie. Jednak robi to w sposób, powiedziałabym, nieprzewidywalny - pod koniec książki wręcz łączy te dwie religie i w życiu nie odgadlibyście w jaki sposób. Poza tym spodobało mi się przedstawienie wiary w Chrystusa - nie jest ona zła, mówi o dobroci i miłosierdziu, ale ludzie tacy, jak biskup Hieronim oraz król Eryk przeinaczają jej znacznie oraz wolę Boga i czynią ją religią krwawą. W ten sposób książka niesie ze sobą przesłanie: to ludzie są źli, nie wiara. Po drugie bardzo cenię wyrażony na stronach powieści pogląd jednego z bohaterów - wojny o religię są po prostu bez sensu, bo każdy powinien mieć wybór i wierzyć w to, co chce.
[...] jak wyruszysz do tej swojej Valhalii, pamiętaj, że ja się nigdzie nie wybieram. A łańcuchem skuciśmy jednym!
Na kartach powieści poznajemy cały szereg bohaterów. Najczęściej towarzyszymy Haraldowi oraz Arnulowi. Jeden z nich to wojownik, zwolennik starych tradycji i obyczajów. Imponuje hardością ducha, ale chwilami można posądzić go o szaleństwo. Arnul za to jest karłem, w sumie wyrzutkiem poza swoją małą społecznością, choć wychował się wśród ludzi. Możemy śledzić proces jego mężnienia oraz poznawania świata, co nie zawsze okazuje się dla niego pozytywne. Kolejną postacią, którą bardzo dobrze poznajemy, jest król Eryk. Chociaż został wykreowany jako postać negatywna, fascynował mnie - autor przedstawił nam tego bohatera jako dziecko, aby potem pokazać krwawy szlak, który wyznaczył młodzieniec na Północy. Jego fanatyczna wiara była potęgowana przez biskupa Hieronima, z którego postacią zdecydowanie się nie polubiłam, choć został genialnie wykreowany. Po prawdzie to on, a nie Eryk jest głównym antagonistą w książce przeciwko starej religii. O bohaterach mogłabym jeszcze mówić długo i treściwie, ponieważ autor nie dość, że dobrze ich wykreował, to często pozwalał nam patrzeć oczami przeróżnych osób. Jednak po raz pierwszy spotkałam się z bohaterką noszącą moje imię <3 Okazała się wredną karlicą, która nie daje sobie w kaszę dmuchać - jestem usatysfakcjonowana! 

Jeśli fascynuje wam mitologia nordycka lub wiara chrześcijańska, jeśli lubicie bitwy oraz doskonale wykreowane postaci oraz jeśli nie boicie się zagłębić w okrutną, mroczną sagę pełną śmierci, bólu i rozpaczy, która mimo wszystko pokazuje światełko na końcu tej drogi - musicie poznać pierwszy tom Trylogii Nordyckiej. Polecam zwłaszcza niedowiarkom, którzy nie wierzą, że polski autor potrafi stworzyć coś cudownego, ponieważ muszę przyznać, że choć kocham Madsa, Rolanda i Edwarda Love'a - Ostatnia saga to coś zupełnie innego, znacznie poważniejszego i zdecydowanie uważam, że od tej pory to w moim osobistym rankingu najlepsza książka Marcina Mortki!

Wyzwania: ABC CzytaniaOlimpiada CzytelniczaKitty's Reading ChallengeCzytam, bo polskie

Za egzemplarz dziękuję

1 lut 2018

Podsumowanie stycznia


Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami :) Jak wam minął? :)
Mi pod względem czytelniczym średnio, ale jakoś udało mi się przeczytać dwie książki, które oceniłam 10/10 - w tym jedna była prawdziwym zaskoczeniem :)
Od tego roku postanowiłam też pisać ocenę książki, abyście się mniej więcej orientowali, co mi się podobało, a co nie :D

Przeczytane książki:
  • Wyspa Skarbów (304) *7/10*
  • Niektóre dziewczyny gryzą (362) *6/10*
  • Kaldera (400) *6/10*
  • Pustułka (331) *9/10*
  • Diablo (488) *8/10*
  • Buntowniczka z pustyni (361) *5/10*
  • Szeptucha (415) *7/10*
  • Po złej stronie lustra (461) [BT] *4/10*
  • Brudna robota (528) *8/10*
  • Ostatnia saga (494) [Uroboros] *10/10*
  • Słowo i miecz (289) [Helion] *10/10*
Ilość przeczytanych książek: 11
Ilość przeczytanych stron: 4433 (ok. 143 str/dzień)
Najlepsza książka: Ostatnia saga oraz Słowo i miecz, nie da się tego rozstrzygnąć!
Najgorsza książka: Po złej stronie lustra

Ogółem w planach na luty mam książki z biblioteki i egzemplarze recenzenckie (taaaak, Kitty i wyczytywanie zasobów własnych). Na pewno więc pochłonę Córkę szklarki, Diabolikę oraz Szklany miecz, a od wydawnictwo - książki Sculla (Ponura drużyna) oraz dalszy ciąg Trylogii Nordyckiej Mortki. W planach również pojedyncze egzemplarze od Psychoskoku i SQN. 

10 lutego idę też na bal walentynkowy w Borodino i mam nadzieję dobrze się bawić :) 17tego lutego mija mi 6 lat związku i planuję z tej okazji jakiś tematyczny post, ale niekoniecznie jeszcze wiem jaki - może wy macie jakąś propozycję lub chcielibyście się czegoś dowiedzieć? :)

Macie konkretne plany na luty? :)