20 sie 2018

PRZEDPREMIEROWO: 'Żelazny Kruk. Wyprawa' R. Dębski


Opis:

Czternastoletni Evah mieszka z rodzicami i siostrą w małej osadzie, położonej we włościach niezbyt zamożnego barona. Chłopiec wiedzie skromne, ale spokojne życie, urozmaicone utarczkami z wrednym synem miejscowego kowala. Emocji przysparzają też Evahowi pogawędki z Verillą, dobrą przyjaciółką i towarzyszką przygód.
Pewnej nocy na wioskę napadają pancerni z bandy Żelaznego Kruka. Młodzieniec zostaje na świecie sam 
z maleńką siostrzyczką ‒ z całej wioski ocaleli tylko oni.
Evah pragnie dokonać zemsty na krwawej bestii, dlatego wyrusza w długą i niebezpieczną podróż, 
aby zgładzić Żelaznego Kruka i uwolnić bliskich. Po drodze mierzy się z wieloma niebezpieczeństwami, spotyka okrutnego Władcę piorunów i całą hordę niebezpiecznych stworów. W trakcie wyprawy do gniazda Kruka do Evaha dołączają kolejno nowi wędrowcy. W kilkuosobowej drużynie zawiązują się trwałe przyjaźnie. A jak wiadomo, tylko wtedy, gdy ludzie mogą na sobie polegać, mogą osiągnąć cel.

Opinia:

Rafała Dębskiego planowałam poznać już od jakiegoś czasu ze względu na jego serię Wilkozacy. Po lekturze Żelaznego Kruka nabrałam pewności, że zdecydowanie nie było to ostatnie moje spotkanie z autorem! Ma on lekki i swobodny styl, a dodatkowo potrafi oddać emocje towarzyszące postaciom.

Historia Evaha to opowieść drogi, ukazująca kolejne etapy podróży. Po tragedii chłopiec wyrusza po zemstę, a my towarzyszymy mu i razem poznajemy świat poza wioską, w której mieszkał. Autor ciekawie wplótł w czasy a la średniowieczne fakty, które w czasach współczesnych są powszechnie znane (choćby to, że ziemia jest kulą, a nie płaska). Postać Żelaznego Kruka  pozostaje raczej w sferze mitów i tajemnic, niedopowiedzeń i ogólnego strachu. Ta powieść stanowiła dobre wprowadzenie w zasady panujące w świecie stworzonym przez pana Rafała. Nie wrzuca nas on z marszu w wir wydarzeń, a w dynamicznej opowieści o stracie i podróży do celu opowiada o ludziach, miastach, polityce, nauce oraz grozie padającej na wioski.
- Zapomni o mnie szybko, a tęsknić można tylko za kimś, o kim się pamięta.- Może i tak - zgodził się Kellan. - Ale ty o niej pamiętasz i jeśli wrócisz, przypomnisz jej o sobie.
Evah to czternastoletni chłopak, który w związku z tragicznymi wydarzeniami musiał szybko wydorośleć. Uważam, że ta postać została bardzo dobrze zbudowana - nie stał się nagle dorosłym mężczyzną, który poradzi sobie z każdą trudnością. Jako wioskowy chłopak nieswojo czuł się w mieście, ale potrafił obserwować. Evaha nie da się nie polubić - to otwarty i pełen życzliwości młody człowiek doświadczony przez los. Grzywa natomiast bywa nieco szorstki w obyciu, ale i tak zdobył moją sympatię, choć nie zaufanie. Bywał bohaterem porywczym, choć patrząc na jego wiek - to nic dziwnego. Reszta postaci również jest dobrze przedstawiona, ale nie zostają z nami na dłużej. Evah już na początku swojej wędrówki poznaje ludzi zarówno życzliwych, jak i chciwych i odkrywa, że miejskie życie zupełnie różni się od tego na wsi.

Powieść Żelazny Kruk przeznaczona jest dla młodzieży - nie użyczycie tu scen brutalnych, przekleństw czy erotyki. Nasi bohaterowie mają po czternaście lat i niektóre rzeczy, które mi zdały się oczywiste, dla nich jednak pozostawały zagadką. Być może dlatego książkę oceniłam nieco niżej, ponieważ nie zaskoczyła mnie, choć bardzo mi się podobała. Polecam ją młodzieży oraz osobom, które - jak ja - lubię powieści przeznaczone dla młodszej grupy wiekowej.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

10 sie 2018

'Córka Złodzieja' J. Wheeler


Opis:

Pretendent do tronu Severna przysiągł, że odbierze mu koronę Królewskiego Źródła. Severn zamierza jednak uporać się z tą groźbą wykorzystując Elysabeth jako przynętę, by usidlić uzurpatora i zmuszając Owena – który w tej niebezpiecznej grze staje się pionkiem – do wyboru pomiędzy wypełnieniem obowiązku a oddaniem. Gdy truciciele i szpiedzy złowrogo krążą wokół, a na horyzoncie czai się wojna, Owen musi zdecydować się na bolesne poświęcenia, by odeprzeć napierające cienie wojny i klęski. Czy rozdarte serce Owena podąży ścieżką króla, czy też zaryzykuje wszystko dla miłości?

Opinia:

Autor doskonale dopasowuje swój styl do wieku bohaterów. Kiedy Owen był dzieckiem, poznawaliśmy Królewskie Źródło oczami dziecka. Teraz dorósł, a jednocześnie z nim spoważniał także styl powieści. Bardzo mocno możemy odczuć tę różnicę dziewięciu lat, co moim zdaniem bardzo dobrze świadczy o warsztacie autora.

Książka zachwyciła mnie intrygami, zagadkami, ale chyba najbardziej wątkiem miłosnym. Nie chcę nic zdradzić, więc napiszę, że osobiście nie tego się spodziewałam. Ogromny plus dla autora za to, że nie podążył ścieżką, jaką obiera wielu, choć to rozwiązanie trochę złamało mi serce. Stojąc u progu wojny, możemy poznać także przenikliwy umysł Owena. Nie znam się totalnie na polityce, więc tym bardziej powieść okazała się dla mnie mega zaskakująca.
Zrozumiesz, jakie to uczucie być znienawidzonym. Pogardzanym. Poznasz cenę lojalności, tak jak ja ą poznałem. [...] Teraz ludzie cię kochają. Ale cię znienawidzą. 
Owen z lękliwego chłopca wyrósł na dzielnego wojownika wiernego swojemu królowi. Czasem możemy się jednak przekonać, że nie w każdej sytuacji czuje się tak swobodnie, jakby chciał. Zakochałam się w nim jako dorosłym młodzieńcu od pierwszego wejrzenia. Evie natomiast nie straciła nic ze swojej ciekawości, ale zdecydowanie potrafiła ją bardziej stonować i wykorzystać. Wyrosła na damę, która nie boi się stawić czoła wrogom. Ciekawą bohaterką jest Etayne, choć nie chcę zdradzać jej roli. Polubiłam ją za lojalność okazywaną Owenowi, ale było mi też niezwykle żal, gdy poznałam jej historię. U wielu znanych nam postaci możemy zaobserwować zmianę związaną z wiekiem, choć niektórzy się nie zmieniają - np. Dominic. Moim zdaniem autor bardzo dobrze poradził sobie z tak dużym przeskokiem w czasie. 

Córka Złodzieja to opowieść o lojalności, o wyborach i o poświęceniu. Jednocześnie nie ma ona nic wspólnego z sielanką, a na sam koniec powieści mamy ochotę rzucić książką o ścianę - dlaczego potoczyło się to w taki sposób! Wynika to głównie z tego, że autor bardzo mocno związuje nas z postaciami, więc ich krzywda boli tym bardziej. Zdecydowanie nie mogę doczekać się kolejnego tomu, a wy musicie poznać Królewskie Źródło!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

8 sie 2018

'Triskel. Gwardia' K. Chodorowska


Opis:

Nikt nie wie, że za maską Mayday kryje się niepozorna studentka, Sinead Clarke. Z pochodzenia Sidheanka, marzy, by jej ojczyzna wreszcie przestała kojarzyć się tylko z terroryzmem. W wolnym czasie angażuje się w działalność na rzecz swoich rodaków. Oczywiście wtedy, kiedy akurat nie walczy z przestępczością.
Ostatnio Gwardia ma pełne ręce roboty. W napadzie na Muzeum Historii Naturalnej użyto dziwnej broni. Technologia przeczy prawom fizyki, zupełnie jakby nie pochodziła z tego świata...
W dodatku w mieście pojawia się Duncan, przyjaciel Sinead z dzieciństwa, bojownik o wyzwolenie Sidheanii spod jarzma imperium. I wygląda na to, że nie jest to towarzyska wizyta.

Opinia:

Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czego spodziewałam się po tej powieści. Na pewno jednak nie tego, co dostałam. Styl autorki jest prosty i zrozumiały, jednak pewnych kwestii nie potrafiłam zrozumieć. Dodatkowo podczas czytania poza napięciem nie odczuwałam innych emocji.

Książka zaczyna się wątkiem Duncana, którego poznajemy jako najlepszego zabójcę buntowników w Sidheanii. Towarzyszy nam on chwilę, po czym autorka skupia się na Sinead (czy tylko mi jej imię skojarzyło się z nazwą jej kraju?). Sam pomysł nie był zły, a akcja jest zdecydowanie dynamiczna, ale czułam się przytłoczona tym wszystkim - najpierw buntownicy, potem okazuje się, że to w ogóle jakaś międzywymiarowa afera i nikt nic nie wie, a interesuje się tym zarówno rząd, jak i pewna korporacja. W międzyczasie jakieś zamieszki, porwania, niby wszystko się łączy, ale autorka nic nie zdradza. Zakończenie natomiast śmierdzi mi wątkiem miłosnym w drugim tomie. Pewne wątki natomiast zostały rozpoczęte i dziwnie urwane w międzyczasie...
Ten ładunek [...] podłożyło dziecko. Ci skurwiele wysłali dzieci do tunelu, bo są małe. Jeśli przeżyło to piekło, to mam nadzieję, że wciąż żyje i założyło rodzinę.
Natomiast powieść czyta się bardzo dobrze dzięki bohaterom. Sinead to zwykła dziewczyna o wielkim sercu i niezwykłych zdolnościach. Próbuje pogodzić bycie heroską z byciem studentką i członkinią organizacji wspierającej jej rodaków. Ma zarówno wady, jak i zalety, dzięki czemu łatwiej nam się z nią zaznajomić. Burza natomiast wydaje się być urodzonym strategiem i nawet nie domyślilibyście się, co jest w stanie ją przerazić. Polubiłam ją za wygadanie i umiejętność dostosowania się do sytuacji. Moim faworytem pozostaje jednak Kret, facet wymiata! Samym spojrzeniem potrafi powiedzieć, że będzie siedział na tyle długo, że wszystko mu powiesz. Dodatkowo na pewno skrywa jakąś mroczną tajemnicę, która strasznie mnie intryguje! Polubiłam też Duncana, choć autorka nie dałam nam dobrze go poznać. Generalnie przy członkach Gwardii reszta bohaterów raczej ginie nieco w tle.

Podsumowując, gdyby nie natłok informacji i wydarzeń wyrzucanych w naszą stronę niczym seria z karabinu maszynowego, powieść byłaby genialna. Tak czyta się ją dobrze, ale musiałam się niezwykle skupiać, aby połapać się w akcji i wydarzeniach. Na pewno jestem ciekawa kolejnego tomu, a ten poleciłabym osobom, które lubią skomplikowane, międzywymiarowe historie z herosami w tle!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

6 sie 2018

TOP 10 PIERWSZEGO PÓŁROCZA 2018

Z racji, że nie mam żadnych recenzji i skończonych postów roboczych, postanowiłam zrobić eksperyment. Dzisiaj będziecie mogli poczytać o książkach, które zachwyciły mnie od stycznia do czerwca br. Na początku roku zawsze robię TOPkę roczną. Ciekawa jestem, ile tytułów się powieli, a które zostaną pobite :) Dodatkowo przypomnę wam o wspaniałych książkach! :)


Na 42 stronie książki przepadłam niczym kamień w wodę - od czytania oderwałam się na zabawę z chomikiem i jedzenie. Styl autorki wciąga od pierwszych stron. Jest jednocześnie prosty i treściwy; opisowy, a nie nużący. Słowo ma wielką moc w powieści, ale także w zręcznych zdaniach autorki. Przeżywamy z bohaterami emocje, mamy ochotę płakać i śmiać się z Lark i czujemy bezsilność Tirasa.
Jeśli fascynuje wam mitologia nordycka lub wiara chrześcijańska, jeśli lubicie bitwy oraz doskonale wykreowane postaci oraz jeśli nie boicie się zagłębić w okrutną, mroczną sagę pełną śmierci, bólu i rozpaczy, która mimo wszystko pokazuje światełko na końcu tej drogi - musicie poznać pierwszy tom Trylogii Nordyckiej.
Książka jest krwawa, pełna grozy i starć międzywyznaniowych, przepełniona akcją oraz magią. Nie mogę się doczekać, co otrzymam w tomie trzecim, a wam zdecydowanie polecam zapoznać się z Trylogią Nordycką! Świt po bitwie zdecydowanie stawia opór klątwie drugiego tomu i pokazuje kunszt pisarski autora!
Te trzy historie, choć dzielą je lata, opowiadają o podobnych chłopcach - obdarzonych potężnym talentem, ale dotkniętych jakimś rodzajem kalectwa lub mutacji, które stanowią zapłatę za dar. To także opowieści o dojrzewaniu i poznawaniu świata, wyjściu z poprzedniej sytuacji i próbie odnalezienia się w nowej. To historia dla młodzieży o młodzieży - o stawiającym czoła wrogowi Białym Rogu, który chroni swojego brata, o Śpiewaku doświadczonym przez los, ale wreszcie znajdującym ludzi, którym może zaufać, o Kamyku znajdującym prawdziwego przyjaciela w stworzeniu, po którym na pewno by się tego nie spodziewał.
Ta książka to ciągła akcja, bo nawet pozornie spokojne chwile nie pozwalają czytelnikowi się oderwać. Towarzyszymy Kamykowi w pobycie na Jaszczurze oraz w powrocie do Kręgu. Poznajemy z nim nowych uczniów oraz wracamy do historii Śpiewaka, a nawet Białego Rogu. Niezwykle spodobało mi się to, że w książkach pani Ewy nic, co się pojawia, nie ginie w eterze, a ma znaczenie dla tego czy innego wątku.
Z tomu na tom Kroniki Drugiego Kręgu robią się coraz poważniejsze. Tempo akcji oraz wydarzenia są dostosowane do wieku bohaterów, więc można powiedzieć, że dorastamy razem z nimi. Widać to także po stylu, jakim pisany jest pamiętnik Kamyka - na niektóre sprawy patrzy inaczej, używa donioślejszych określeń.
Każdy, kto zna Alicję, wie, że nie może się to skończyć dobrze. Pytaniem pozostaje jedynie, co pójdzie nie tak i jaki wstrząs zafunduje nam autorka. Książka jest pełna humoru oraz emocji, któe nie pozwolą wam się oderwać. Koniecznie musicie poznać Bez serca! 
Może zabrzmi to naprawdę źle, ale książka mnie zaintrygowała. Otworzyła oczy. Pomimo towarzyszącej non stop pogardy i lekkiego obrzydzenia na myśl o opisanych zbrodniach, nie mogłam się od niej oderwać. Na pewno sięgnę również po Czerwony parasol tego autora, aby dowiedzieć się więcej o innych aferach tego typu. Ta książka nie jest dla osób wrażliwych. Aby poznać tę historię, prawdziwą historię, trzeba jednak wyjść z pewnej strefy komfortu, którą oferuje nam niewiedza. 
Historia uciekającej panny młodej z trójkątem w tle mogłaby być beznadziejnie schematyczna, ale na szczęście okazała się genialna! Trójkąt między Lią, Kadenem, a Rafe'em nie przyćmiewał głównej fabuły, więc nie mam się do czego przyczepić. Akcja odpowiednio gnała i spowalniała, a motywy bohaterów wcale nie były sztuczne czy naciągane. Autorka nie boi się także poświęcać bohaterów, o czym boleśnie się przekonałam (i nie mam na myśli wcale zabijania ich). Zakończenie za to pozostawia niedosyt i chciałabym poznać już ciąg dalszy tej historii!
#7 Wieża Świtu S. J. Maas
Chaol zdecydowanie zyskuje w tym tomie. Jest jednym z trzech głównych narratorów, więc możemy zrozumieć lepiej jego zachowanie w poprzednich częściach. Osobiście znów go polubiłam i szczerze mu kibicuję! Nesryn za to okazała się indywidualistką, która rozdarta pomiędzy rodzinnym miastem, a lojalnością wobec Doriana i Aelin, stara się pomóc. Najciekawszą bohaterką tego tomu została jednak Yrene, uzdrowicielka z bolesną przeszłością oraz ciętym językiem.
#8 Ostatni Namsara  K. Ciccarelli
Pierwszy tom Iskarai to nie tylko książka o opowieściach. To także brutalny świat polityki, gdzie śmierć czy tortury są na porządku dziennym - zwłaszcza wobec niewolników czy zdrajców. Jeśli chodzi o samą ideę wątku miłosnego, pisząc recenzję, uświadomiłam się, do czego był podobny - do relacji Kestrel i Arina z Pojedynku.
#9 Marzyciel L. Taylor
Każdy z nas marzy - jedni o rzeczach realnych, a inni o zupełnie niestworzonych. Lazlo wierzy, że to marzenie wybiera marzyciela. Jest również zdania, że jego marzenie wybrało źle, ponieważ obawia się, że nigdy nie uda się go spełnić. Kiedy jednak wyrusza w podróż do wymarzonego miasta Szloch, skrywającego swą tajemnicę przed całym światem, rozpoczyna nowy etap życia. Od tej chwili nic nie będzie już takie samo. Równolegle do losów Lazlo śledzimy także poczynania Sarai oraz jej rodzeństwa. Dwa wątki przeplatają się ze sobą, tworząc złożoną, pełną tajemnic historię, której zakończenie nie wbiło mnie co prawda w fotel, ponieważ łatwo było przewidzieć zachowanie Minyi, ale zaostrzyło mój apetyt na tom kolejny!
Mordercą musi być ktoś na wyspie. Napięcie oczekiwania i grozy pobudza wszystkie nerwy czytelnika. Wysnułam swoje domysły, choć wydawały mi się nieco zbyt oczywiste, ale poza tą jedną postacią nie miałam pojęcia, kto mógłby dokonać tego wszystkiego. Miałam rację - myliłam się. Pod koniec książki co prawda jedna scena dała mi do myślenia, ale zaraz znów autorka zmąciła mi obraz. Wyjaśnienia pod koniec rzucają na całą historię zupełnie nowe światło.
Czytaliście coś? A jaka jest najlepsza książka, jaką wy czytaliście w pierwszym półroczu 2018? :) Osobiście miałam problem już z wyborem do tej TOPki (za dużo wspaniałych książek w tym roku czytam xD), także obawiam się o podsumowanie roku xD 

2 sie 2018

'Klan Czerwonego Lisa' J. Flanagan


Opis:

(zawiera spoilery do poprzednich części)
Maddie większość swojego czasu poświęca szkoleniu się na zwiadowcę – pod okiem legendarnego Willa Treaty’ego uczy się łucznictwa, rzucania nożem, sztuki podchodów oraz walki wręcz.
Na jeden miesiąc w roku musi jednak wrócić do domu i stać się księżniczką Madelyn. Maddie, zmuszona zachować swoje powiązania ze zwiadowcami w tajemnicy, nudzi się w zamku, szczególnie kiedy dowódca zwiadowców, Gilan, oraz sir Horace wyjeżdżają, by zbadać sprawę niepokojów na północy kraju.
Gdy jednak Maddie odkrywa wskazówki świadczące o tym, że Zamkowi Araluen może zagrażać niebezpieczny spisek, wie, że jej rodzina znajduje się w niebezpieczeństwie. Czy uda się pokrzyżować plany zdrajców, zanim dostaną się do Zamku Araluen? Kim jest mężczyzna w lisiej masce?

Opinia:

Przyznam, że po Kalderze nieco bałam się sięgnąć znów po Flanagana. A co, jeśli znów się rozczaruję? Na szczęście obyło się bez niemiłej niespodzianki, a Klan Czerwonego Lisa trzyma poziom poprzednich tomów! Co prawda jest może nieco mniej humoru, ale to chyba głównie dlatego, że jest również mniej Halta.

W związku ze zmianą prawa w Araulenie (o dziedziczeniu tronu także przez kobietę) powstaje Klan Czerwonego Lisa. Jego członkowie chcieliby powrotu do starych zasad i wyłącznie męskiej sukcesji. Horace i Gilan wyruszają więc, aby rozproszyć tę zgraję buntowników. Jednocześnie Maddie jest zmuszona wrócić na miesiąc do domu, aby ze zwiadowczyni znów stać się księżniczką. Flanagan wplata też w obecne wydarzenia bohaterów z Drużyny, i choć w tym tomie wiedza na ich temat nie była niezbędna, podejrzewam, że w czternastym zdecydowanie się przyda! 
Wy, Skandianie, fascynujecie mnie. Bez większych problemów potrafcie spacerować po statku kołyszącym się na czterometrowych falach, wystarczy jednak, że koń kichnie, a już obawiacie się upadku.
W dwunastym tomie mieliśmy okazję śledzić szkolenie Maddie. W tym patrzymy już jak staje się prawie pełnoprawną zwiadowczynią, na czwartym roku szkolenia. Dodatkowo sama musi sobie poradzić z pewnymi trudnościami, ucząc się na własnych błędach. Poza Maddie znów możemy towarzyszyć Evanlyn, kiedy jest zmuszona podejmować decyzje wpływające na los wielu osób. Te dwie kobiety są silne, niezależne i idealnie pokazują, że nie tylko mężczyźni potrafią sobie radzić z rządzeniem. 
Will jak zwykle po prostu wrzucił ubrania na zmianę i potrzebny sprzęt do torby przy siodle, upychając wszystko, byle się zmieściło. Maddie bez słowa wypakowała jego torbę, poskłądała rzeczy i powkładała je z powrotem tak, że zajmowały o połowę mniej miejsca niż poprzednio.
Jednocześnie towarzyszymy Gilanowi oraz Horace'owi w wyprawie na północ, gdzie zdolność zwiadowcy do elastycznego myślenia może im się bardzo przydać. To w tych fragmentach humoru było najwięcej, ale raczej nie można powiedzieć, aby któraś część powieści wypadała lepiej - obydwie doskonale się uzupełniają!

John Flanagan w trzynastym już tomie kultowych Zwiadowców zabiera nas w podróż pełną zagadek, intryg oraz zdrady. Jednocześnie kończy powieść w taki sposób, że nie potrafię nie myśleć o tym, co wydarzy się dalej, ale na szczęście czternasty tom jeszcze w tym roku! Osobiście nie mogę się doczekać, a jeśli wy jeszcze nie zaczęliście tej przygody... to na co jeszcze czekacie?

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

1 sie 2018

Trochę się działo, czyli o lipcu



Przeczytane:
  • Zniewolony książę (311) [Studio JG] *5//10*
  • Bratobójca (653) [Uroboros] *9/10*
  • Piołun i miód (382) [Jaguar] *10/10*
  • Głosząca Kres (608) [Uroboros] *8/10*
  • Więź Płomienia (451) [Kalina Bobras] *5/10*
  • Przeklęci Święci (302) [Uroboros] *10/10*
  • Wrota (439) [Jaguar] *9/10*
  • Klan Czerwonego Lisa (400) [Jaguar] *10/10*
Ilość przeczytanych książek: 8
Ilość przeczytanych stron: 3546 (ok. 114 str./dzień)
Najlepsza książka: -
Najgorsza książka: niby Zniewolony książę, ale na dobrą sprawę, to to nie była żniw taka zła książka

Poza książkami, w lipcu miało miejsce kilka wydarzeń :) Po pierwsze zwiedziłam Gdańsk i muszę przyznać, że jestem rozczarowana. Tak, jak po Krakowie i Wrocławiu spacerowaliśmy z chęcią, podziwiając widoki, tak w Gdańsku... Nic nas nie zachwyciło. Mieliśmy też straszny problem ze znalezieniem jakiejś taniej restauracji, a nie takiej, gdzie za kotlet płacisz 30 zł i jeszcze sobie dokup frytki do tego... Jedyne co, to mogę polecić śniadaniownię Marmolada Chleb i Kawa - pyszne kanapki!
Jednak do Gdańska nie pojechaliśmy na zwiedzanie. Dwudniowy wypad spowodowany był tym, o czym pisałam już w maju. SKOK NA BUNGEE. I w tym miejscu uczciwie ostrzegę - jeśli zamierzacie kiedyś skoczyć, szerokim łukiem omijajcie Kielce. Wykupiłam skok tam, ponieważ mieliśmy najbliżej. Skończyło się na tym, że ze strony organizatora było zero odpowiedzi i głuchy telefon, a na informację, że zgłoszę sprawę do PrezentuMarzeń i wystawię negatywną opinię, usłyszałam, że im grożę (polecam im sprawdzić definicję tego słowa w słowniku -.-). Sam PrezentMarzeń zachował się bardzo odpowiednio i zmieniliśmy po prostu lokalizację skoku na Gdańsk, gdzie polecam profesjonalną załogę instruktorów! Jak jednak przeżyłam sok z moim lękiem wysokości?
Pierw podpisujesz oświadczenie i czytasz regulamin. Wszystko zostawiasz - łańcuszki, pierścionki, jeśli są luźno, wszelkie rzeczy z kieszeni, zegarki. Buty musisz mieć mocno zawiązane. Zapinają cię w uprząż i każą stanąć na platformie z czubkami stóp już na krawędzi! Podpinają linę. I platforma zaczyna wjeżdżać na górę. Moja rada? NIE PATRZ W DÓŁ! :D Ja nie spojrzałam. W międzyczasie instruktor tłumaczy ci, co będzie dalej - odepnie cię i zabezpieczenie przed tobą. Musisz się przechylić, nie skoczyć. Ręka do przodu. Masz dwie próby. Kiedy platforma osiąga najwyższy punkt (u nas było to 90 m), czujesz lekkie szarpnięcie. Na górze wieje straszny wiatr, masz wrażenie, że to on zepchnie cię z platformy. Instruktor odpina zabezpieczenie przed tobą i każe ci wyciągnąć rękę. Masz ją połączyć z ręką partnera. Kiedy to robicie, odpina was od platformy. Odlicza do trzech. (Nie bez dumy przyznam, że to ja szarpnęłam za sobą swojego faceta. I stąd moja rada w związku z niepatrzeniem w dół - on patrzył i się zawahał). Przechylasz się. Lecisz w dół, widzisz umykające kilometry. Szczerze mówiąc, ani przez chwilę nie miałam obawy, że coś pójdzie nie tak. Na samym końcu czujesz szarpnięcie i lecisz znów do góry, i tak jeszcze kilka razy, obracasz się. A dookoła ciebie miga, przesuwa się krajobraz. Jednym słowem - coś niezwykłego. I robisz to z najważniejszą osobą w swoim życiu, której prawie miażdżysz rękę i nie ma mowy, abyście się puścili.

Następnie miała miejsce impreza, typowo babska, w moim mieszkaniu i powiem wam, że bawiłam się świetnie! Pomijając, że na drugi dzień ledwo mówiłam i nie przespałam tej nocy ani godziny, na pewno polecam taką zabawę jedynie w damskim gronie! Przyjechała Oluś, zaprosiłam przyjaciółki i koleżanki, zrobiłyśmy jedzenie (bo zawsze robione lepsze niż kupne) i balowałyśmy do rana <3

Ponadto zapisałam się na studia, więc od października (a dokładniej ostatniego weekendu września) rozpoczynam rok akademicki na WSEIZ na kierunku Media społecznościowe i grafika komputerowa witają :D

A co u was w lipcu? :)


31 lip 2018

'Wrota' M. Wójtowicz


Opis:

Gawarek, książę z Dolin, bardzo chciał zostać bohaterem. A bohaterowie, jak powszechnie wiadomo, całymi dniami nic, tylko ratują białogłowy z rąk łupieżców, łotrów i niegodziwców.
Pech, jemu akurat do uratowania trafiła się białogłowa nie dość, że niewdzięczna i niezadowolona z ratunku, ale jeszcze zła do szpiku kości, jak na Czarownicę z Twierdzy przystało.
Salianka, ocalona od bezpiecznej i nudnej egzystencji królewna, nie zamierzała nigdy zapuszczać się w obce krainy, ale skoro już do nich trafiła, to nie po to, żeby zamiatać podłogi w czyimś pałacu!
Przewrotna bajka o zadufanych w sobie książętach, wkurzonych na cały świat królewnach i Wrotach
do Piekieł, marzących o wolności.

Opinia:

Przyznam szczerze, że po Wrotach spodziewałam się czegoś zbliżonego stylem do Post Scriptum, ale pani Milena zupełnie mnie zaskoczyła. Dodatkowo stosuje w powieści zupełni inny typ humoru i naprawdę nie polecam czytać jej w miejscach publicznych - zabawne momenty pojawiają się zupełnie bez ostrzeżenia!

Bajka, która nie jest bajką? A owszem, dokładnie tak można opisać Wrota. Nieco do góry nogami została też wywrócona kwestia walki dobra ze złem, więc tym bardziej nie przypomina to klasycznej bajki. Jednak motywy są - królewna, rycerz w lśniącej zbroi, budząca trwogę twierdza... Na samym początku miałam wrażenie, że czytam Shreka w nieco innym wydaniu (i nie jest to zarzut negatywny). Generalnie uważam, że aby napisać tak komiczną powieść i zawrzeć w niej tyle życiowych prawd, trzeba mieć naprawdę talent. Pojawiają się tutaj wątki władzy, zdrady czy nawet miłosne, ale wszystko jest przedstawione jakby w krzywym zwierciadle. Tak naprawdę, przynajmniej według mnie, nie jest to historia o władzy czy bohaterach. To opowieść Salianki, która przede wszystkim chciałaby być tylko sobą, a nie jest jej to dane.
Niech ci będzie, nie jesteś bękartem, tylko... dzieckiem namiętności! Chwilowej, co prawda, i będącej skutkiem obustronnego zidiocenia, ale zawsze [...].
Główna bohaterka nie potrafi wpisać się do końca w żadną z wyznaczonych jej ról. Jako Zła Czarownica wykazuje zbyt dobre serce i miewa nawet skrupuły! Jako służka na królewskim dworze cechuje się mimo wszystko zbyt dużą niezależnością i buńczucznością. Marzy o wielkiej miłości, chociaż w nią nie wierzy i często pada ofiarą własnych pragnień i uczuć, które są nie do końca zgodne z przyjętą konwencją. Wrota do Piekieł w głowie wcale nie ułatwiają sprawy, tym bardziej, że chciałyby być wolne i poznać świat. Cokolwiek komiczne jest to, że Wrota również nie są złe, choć prowadzą do domu demonów. Jeszcze lepiej - demony jako takie bywają bardzo różne, a jeden z nich nawet został moim ulubionym bohaterem! Gawarek natomiast chciałby być bohaterem, aby kontynuować rodzinną tradycję, jednak jakoś mu to nie wychodzi - sam z siebie jest zbyt leniwy, no i jeszcze ta sprawa z mieczem! Spotkanie zdesperowanego księcia oraz szukającej siebie księżniczki stanie się momentem zapalnym dla kilku katastrof oraz jeszcze większej ilości zabawnych sytuacji! Generalnie bardzo podobało mi się przedstawienie bohaterów, bo nawet ci z dalszych planów mieli okazję przedstawić nam chwilami swoje myśli i odczucia.

Jestem tą powieścią zauroczona i z niecierpliwością wyczekuję tomu kolejnego! Zdecydowanie polecam wam tę komiczną, wartościową książkę. Nie każda bajka kończy się wielkim happy endem, a nie każdy królewicz to spełnienie marzeń. To także historia o pozorach, które wrzucają nas w pewne ramy i o tym, że warto próbować z tym walczyć.

Za egzemplarz dziękuje wydawnictwu Jaguar.

29 lip 2018

'Trucicielka królowej' J. Wheeler


Opis:

Króla Severna Argentine’a wyprzedza jego straszliwa reputacja: uzurpator, morderca prawowitych następców tronu, który bezwzględnie karze zdrajców. Próbując go obalić diuk Kiskaddon podejmuje ryzyko… i przegrywa. Teraz diuk musi za to zapłacić, oddając swego najmłodszego syna Owena, jako zakładnika króla. I jeśli znów okaże się nielojalny, chłopiec zapłaci za to życiem.
Poszukując sojuszników i unikając szpiegów Severna, Owen uczy się przetrwania na dworze w Królewskim Źródle. Gdy pojawiają się nowe dowody zdrady jego ojca, które mogą przypieczętować los chłopca, Owen musi wkraść się w łaski mściwego króla, udowadniając ile jest wart – i to nie w zwykły sposób. Istnieje też tylko jedna osoba, która może mu dopomóc w tej rozpaczliwej próbie: tajemnicza kobieta, działająca w ukryciu, która dzierży prawdziwą władzę nad życiem, śmiercią i przeznaczeniem.

Opinia:

Styl może się momentami wydawać infantylny, ale należy zwrócić uwagę na fakt, że historię śledzimy oczami ośmiolatka. Moim zdaniem to dobrze, że autor nie zrobił z dziecka dorosłego. Wypowiedzi bohaterów starszych są odpowiednio bardziej dojrzałe, więc książkę czyta się z przyjemnością wynikającą z dostosowania pewnych sytuacji czy zachowania do wieku postaci.

Początkowo miałam problem z wbiciem się w powieść, tym bardziej, że nieco zraził mnie pierwszy dialog z Ankarette (ileż razy w jednej rozmowie można powiedzieć Jesteś bystry???). Jednak od kiedy pojawiła się Evie, a wydarzenia nabrały tempa, nie potrafiłam się oderwać! Niesamowicie splecione intrygi, dziecięce wybryki oraz momenty grozy to coś, czego w tej historii nie brakuje z pewnością. Bardzo trafionym pomysłem było dodanie dziennika Dominica, ponieważ mogliśmy poznać grubaska nie tylko poprzez dialogi czy zdanie Owena. Mimo, że narratorem jest dziecko, powieść bywa drastyczna i okrutna, a młodszy czytelnik mógłby mieć problem ze zrozumieniem pewnych zawiłości. Zakończenie natomiast niesamowicie wzrusza!

Odwaga to nie brak lęku, Owenie. Odwaga to parcie naprzód, nawet kiedy się boisz.
Owen to chłopiec, można by powiedzieć, odcięty od pępowiny. Wychowywany w cieniu strasznego rodzeństwa jako delikatny chłopiec swojej mamusi, nagle zostaje wrzucony w wir intryg na królewskim dworze. Został on wykreowany bardzo realistycznie! Postacią mniej realną okazała się Ankarette, ale mamy w końcu do czynienia z powieścią fantasy. Kobieta-szpieg, doskonała w knuciu i przechytrzaniu przeciwnika, zawsze znajdowała się tam, gdzie powinna. Pewną przeciwwagę dla niej stanowił Dominic - sprytny, lecz nieco leniwy szpieg z ambicjami szpiegmistrza. Jednak moją ulubienicą została Evie! To chyba dlatego, że w pewien sposób jesteśmy podobne - gadulstwo to nasza cecha rozpoznawcza, a poza tym ani ja, ani ona nie boimy się stawiać czoła przeciwnościom.


Podsumowując, mimo nieco nudnawego początku, powieść wciągnęła mnie w pełną intryg opowieść. Ośmiolatek jako główny bohater daje pewne pole do popisu i autorowi ta sztuczka zdecydowanie się udała. Uważam, że jeśli szukacie dobrej fantastyki z młodszym bohaterem, ta książka będzie dla was idealna!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

27 lip 2018

O poezji słów kilka na Biblioteczce


Z racji, że jeszcze nie dokończyłam Trucicielki królowej, a naprawdę nie chciałabym, aby między postami były mega duże odstępy, bo wtedy mam wrażenie, że bardzo was zaniedbuję... Także oto siedzę i piszę post o poezji, ponieważ ten temat w sumie nigdy nie był poruszany na Biblioteczce. 

Swego czasu również tworzyłam, ale... Do tamtych czasów nie wracajmy :D Dzisiaj chciałam wam raczej opowiedzieć o moich ulubionych poetach i wierszach. Będę cytowała fragmenty i linkowała do całości :) A w komentarzach czekam na waszą opinię o nich oraz informację, jaką poezję wy lubicie :)

Ulubiony wiersz Kitty od zawsze i na zawsze

No, może od momentu przeczytania, a nie od zawsze, ale na pewno na zawsze, bo przez tyle lat nie znalazłam nic, co zachwyciłoby mnie bardziej.

Kochałbym cię (psiakrew, cholera!),
gdyby nie ta niepewność,
gdyby nie to, że serce zżera
złość, tęsknota i rzewność.

[...]

z fotografią, jak kto głupi, się witam,
z fotografią (psiakrew!) się liczę,
pójdę spać i nie zasnę przed świtem,
póki z grzechów się jej nie wyliczę,

a te grzechy (psiakrew!) malutkie,
więc (cholera) złości się grzesznik:
że na przykład, wczoraj piłem wódkę
lub że pani Iks - niekoniecznie.


Polska poetką, którą znają chyba wszyscy

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków, pisków na początek.


Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzieścia.
Teraz mamy dopiero trzynastą szesnaście.
Niektórzy zdążą jeszcze wejść.
Niektórzy wyjść.

[...]

Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund.
Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach.
Tylko że ten autobus nagle ją zasłania.

Trzynasta osiemnaście.
Już nie ma dziewczyny.
Czy była taka głupia i weszła, czy nie,
to się zobaczy, jak będą wynosić.


Kochałam ich.
Ale kochałam z wysoka.
Sponad życia.
Z przyszłości. Gdzie zawsze jest pusto
i skąd cóż łatwiejszego jak zobaczyć śmierć.
Żałuję, że mój głos był twardy.
Spójrzcie na siebie z gwiazd - wołałam -
spójrzcie na siebie z gwiazd.
Słyszeli i spuszczali oczy.

Żyli w życiu.
Podszyci wielkim wiatrem.
Przesądzeni.
Od urodzenia w pożegnalnych ciałach.
Ale była w nich jakaś wilgotna nadzieja,
własną migotliwością sycący się płomyk.
Oni wiedzieli, co to takiego jest chwila,
och bodaj jedna jakakolwiek
zanim -
Wyszło na moje.
tylko że z tego nie wynika nic.


Musi być do wyboru,
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.


Wiersze wybrane z innych poetów

Tak, jak pani Wisławy uwielbiam chyba wszystko, tak teraz dam wam kilka wierszy, które lubię, ale inne tych poetów niekoniecznie mi pasują. I nie umiem wam wyjaśnić, czemu lubię tylko polską poezję, nie pytajcie xD Ale może wy podrzucicie coś z zagranicznej? :)

Między nami nic nie było!
Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,
Nic nas z sobą nie łączyło
Prócz wiosennych marzeń zdradnych;

Prócz tych woni, barw i blasków
Unoszących się w przestrzeni,
Prócz szumiących śpiewem lasków
I tej świeżej łąk zieleni;


Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.


Jestem Julią
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły


O luba! niech twe oczy przyznać się nie boją,
Jeśli cię mym spojrzeniem, jeśli głosem wzruszę;
Nie dbam, że los i ludzie przeciwko nam stoją,

Że uciekać i kochać bez nadziei muszę.
Niech ślub ziemski innego darzy ręką twoją,
Tylko wyznaj, że Bóg mi poślubił twą duszę.


Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy,
Król wielki, samowładnik świata połowicy;
Zmarszczył brwi, - i tysiące kibitek wnet leci;
Podpisał, - tysiąc matek opłakuje dzieci;
Skinął, - padają knuty od Niemna do Chiwy.
Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy,
Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,
Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, -
Warszawa jedna twojej mocy się urąga,
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!


Ciekawostka dotycząca powyższego wiersza - w ostatniej klasie gimnazjum mieliśmy recytację Reduty na ocenę. Oczywiście fragmentów. Ja nauczyłam się wtedy całego wiersza na pamięć i wyrecytowałam :D

Precz z moich oczu!... posłucham od razu,
Precz z mego serca!... i serce posłucha,
Precz z mej pamięci!... nie tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.

Czy grają w szachy, gdy pierwszymi ściegi
Śmiertelna złowi króla twego matnia,
Pomyślisz sobie: tak stały szeregi,
Gdy się skończyła nasza gra ostatnia.


Wciąż rozmyślasz. Uparcie i skrycie.
Patrzysz w okno i smutek masz w oku...
Przecież mnie kochasz nad życie?
Sam mówiłeś przeszłego roku...

Śmiejesz się, lecz coś tkwi poza tym.
Patrzysz w niebo, na rzeźby obłoków...
Przecież ja jestem niebem i światem?
Sam mówiłeś przeszłego roku...


Oczywiście, nie są to jedyne wiersze, jakie lubię, ale to te, które najbardziej :)

24 lip 2018

'Przeklęci Święci' M. Stiefvater


Opis:

Olbrzym, pastor z głową kojota, mężczyzna porośnięty mchem i kobieta, na którą zawsze pada deszcz – wszyscy przybyli do sennego i tajemniczego miasteczka Bicho Raro w oczekiwaniu na cud. Zamieszkuje je rodzina Soria, wśród której od wieków rodzą się święci, a pątnicy zmierzają do nich z najdalszych zakątków kraju. 
Beatriz, Joaquin i Daniel są kuzynami i postanawiają zawalczyć o swoją przyszłość. Chcą zmierzyć się z rodzinną legendą oraz przekleństwem. Pozornie niedostępna i zimna Beatriz uważa, że nie dotyczą jej porywy serca. Joaquin jako tajemniczy Diablo Diablo oddaje się pasji prowadzenia nielegalnej rozgłośni radiowej. Daniel – mianowany przez rodzinę świętym z Bicho Raro – zdaje się czynić cuda dla wszystkich poza sobą. 
Nad pustynne Kolorado nadciąga mrok, który można pokonać tylko wtedy, jeśli ma się odwagę spojrzeć w głąb siebie i zmierzyć się z własnymi uczuciami. Jak cuda odmieniają los pątników, tak los rodziny Soria odmieni się wraz z przybyciem do miasteczka Pete'a Wyatta i historią pewnej miłości.

Opinia:

Styl autorki jest dość unikalny i bardzo przyjemny w odbiorze. Potrafi ona zaskoczyć nawet nie samą akcją, co pewnymi zestawieniami słownymi czy opisami. Osobiście uważam, że w życiu nie odgadłabym, że to ta sama kobieta, która napisała Drżenie. Język jest jednocześnie na tyle prosty, że nie czujemy się nim przytłoczeni, a z drugiej na tyle pełen metafor i mądrości życiowych, że książkę czytamy z rozmysłem.

To powieść, o której zdecydowanie można powiedzieć, że ma drugie dno. Z jednej strony mamy historię rodziny Soria - jej przeszłość oraz teraźniejszość, trzy pokolenia pod jednym dachem z pątnikami. Członkowie tej familii są bowiem Świętymi i potrafią sprowadzać cuda. Pierwszym zaskoczeniem okazała się właśnie sama forma cudu, który nie ulecza człowieka, a ukazuje jego mrok, urzeczywistnia go, aby cierpiącemu łatwiej było stawić mu czoło. Drugim - ilość wartościowych rzeczy przekazanych w powieści młodzieżowej na 302 stronach. Dosłownie co chwilę potykamy się o życiowe cytaty czy wręcz porady, o sytuacje, które widujemy na co dzień i nie wiemy, jak sobie z nimi poradzić. Ta książka nie opowiada tak naprawdę o Bicho Raro czy Świętych, a o rodzinie, o małżeństwie, o poświęceniu i jego granicach, o miłości w wielu formach - między kochankami, rodzeństwem, kuzynostwem, żoną i mężem. To także historia o zmianach, jakich dokonujemy: w sobie oraz w naszym otoczeniu, o związanych z tym decyzjach i o poszukiwaniu siebie.

Niemal zawsze potrafimy wskazać ten setny cios, ale nie zawsze dostrzegamy dziewięćdziesiąt dziewięć innych rzeczy, które zdarzają się, zanim się zmienimy
Wydarzenia przedstawione w powieści bywają wręcz absurdalne, ale tym bardziej zwraca to na nie naszą uwagę. Tak samo absurdalne bywają postaci oraz sposób przedstawienia ich. Otóż przy każdym bohaterze autorka wspomina, czego ten pragnie oraz czego się boi. Na początku poznajemy troje kuzynostwa: Beatriz, której każdy wmawia, że nie ma uczuć, więc we wszystkim kieruje się logiką, Daniela, który chciałby być najlepszym Świętym w rodzinie Soria, ale nie jest przekonany czy to wszystko powinno tak przebiegać oraz Joaquina, który najbardziej chciałby być kimś, ale na środku pustyni raczej trudno zdobyć sławę. Najczęściej mamy okazję poznać przemyślenia Beatriz, która wszystko stara się rozłożyć na czynniki pierwsze, co w zetknięciu z niespodziewaną strzałą Amora okazuje się wręcz komiczne. Następnie towarzyszymy Pete'owi, który zawsze chciał wstąpić do wojska, ale nie może ze względu na dziurę w sercu, a także Tony'ego, który jest sławny, ale zdecydowanie go to już przytłacza. Większość postaci możemy poznać naprawdę dobrze, bo chociaż jeden rozdział prowadzony jest z ich perspektywy. Jednak największym szokiem było chyba poznanie pątników - bo co byście pomyśleli o kobiecie w sukni ślubnej z motylami, na którą non stop pada deszcz? Lub o księdzu z głową kojota? I jest jeszcze coś w związku z bohaterami: nawet, jeśli przeważają u nich negatywne cechy, nie można ich nie polubić.

Za historią o rodzinie Soria kryje się głębokie drugie dno. Samą opowieść o Sorii, który postąpił tak, jak nie powinien i związanych z tym konsekwencjami śledzimy z wielkim zainteresowaniem, ale zawarte w powieści mądrości życiowe skłaniają nas także do refleksji. Książka najpierw urzekła mnie stylem, a potem ciężko powiedzieć - chyba wszystkim po kolei. Uważam, że to wartościowa pozycja i zdecydowanie powinniście ją przeczytać!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

21 lip 2018

'Więź Płomienia' K. Bobras


Opis:

Wiele miliardów lat temu władca wszystkich Dusz Natury zwany Duszą Słońca na wieki zapieczętował swojego brata – Duszę Mroku – aby uratować oba światy. Według legendy Wybraniec o mieszanej krwi – powiernik mocy Duszy Słońca – pewnego dnia stanie do walki z Duszą Mroku o wolność wszystkich Wymiarów. Żaden z mieszkańców Ybrezmaru nie spodziewa się, że przepowiednia właśnie się wypełnia, a ostateczne starcie z Duszą Mroku jest coraz bliżej. Nikt też nie przypuszcza, kto okaże się Reinkaanyiuki – następcą i reinkarnacją Duszy Słońca, mającym pokierować misją ocalenia świata.

Opinia:

Tym, co męczyło mnie w książce najbardziej, był styl autorki. Momentami używa ona takich określeń, że musiałam je czytać po kilka razy, aby upewnić się, że rzeczywiście zostały one użyte w powieści, skoro wcześniej dany styl nie był wykorzystywany. Na przykład pół książki mamy do czynienia raczej z przeciętnym, współczesnym językiem z pewną nieudolną stylizacją, a nagle wkraczają słowa ze slangu. Dodatkowo męczą powtórzenia i dziwne konstrukcje zdań. Czasem nie mogłam się połapać, o kim mowa, jeśli chodzi o wykonywanie czynności.

Sam pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy i oryginalny. Czasem autorka potrafi nas także zaskoczyć bądź rozśmieszyć. Niestety, całą książkę miałam wrażenie, że gramy w grę komputerową - misja po misji. Na 450 stronach mamy opisany cały rok, a czasem dwa tygodnie są po prostu wspomniane jako minęły dwa tygodnie. W książce panuje też mała niekonsekwencja. W jednym momencie najbardziej rzuciło mi się to w oczy: kiedy jeden z bohaterów zostaje ranny, jest zmiana rozdziału i nagle przez (chyba) pięć stron jego wątek zostaje pominięty, choć nadal znajdujemy się w tym samym miejscu i z bohaterami, którzy mu towarzyszyli. Miłym rozwiązaniem była narracja kilkutorowa, przez co mogliśmy spojrzeć na pewne wydarzenia z kilku perspektyw. 
Poszukiwany przez Władcę Ecastila. Napisano, że masz być żywy i jesteś wart... [...]. Pół miliona naairów? Coś ty takiego zrobił?!
Bohaterów mogę raczej określić zestawem cech niż całym charakterem. Autorka też średnio poradziła sobie z budowaniem relacji między nimi i czasami naprawdę ich zachowania strasznie kłóciły się z wcześniejszą kreacją. Najbardziej polubiłam małą piratkę, ponieważ wnosiła najwięcej humoru do powieści.

Przyznam, że po stu stronach chciałam odpuścić, ale postanowiłam czytać dalej. Gdyby poprawić styl i kreację bohaterów, przeżyłabym nawet prędkość akcji. W tej chwili uważam, że Więź Płomienia to książka przeciętna - z bardzo fajnym i rozpracowanym pomysłem na fabułę, ale niestety z gorszym wykonaniem.

Za egzemplarz dziękuję autorce.

20 lip 2018

'Głosząca Kres' J. Kristoff


Opis:

Trylogia Wojna lotosowa to wzruszająca i tragiczna opowieść o przyjaźni, miłości, wierności i zdradzie. W tym świecie zaawansowana technologia przeplata się z japońską mitologią. Wyspy Shim a rządzone przez okrutnego szoguna, są na granicy przetrwania: toksyczny przemysł wyniszcza państwo, a władca dba wyłącznie o własne interesy. Tajemnicza, wszechmocna Gildia surowo każe każdego, kogo podejrzewa o Nieczystość.

Opinia:

Mam wrażenie, że trylogia Wojny Lotosowej ma jednak tendencję spadkową. W pierwszym tomie się zakochałam, drugi już tylko uwielbiałam, a trzeci... Czy dorównał poprzedniczkom?
W moim odczuciu byłaby nawet lepsza, gdyby autor pod sam  koniec nie zaczął na raz rozwiązywać wszystkich wątków. Dosłownie - książkę czyta się świetnie przez około 3/5 książki. Następnie miałam wrażenie, że nagle do głowy wpadło mu tysiąc pięćset pomysłów i trzeba to zrealizować natychmiast, bo zaraz w sumie główna historia się kończy... I tak oto powstało około stu stron wątków pobocznych znajdujących rozwiązanie zaraz przed końcem. Samo zakończenie natomiast prawie wywołało łzy w moich oczach, a epilog przedstawił wydarzenia po wielkiej bitwie, choć może nie do końca... treściwie.

Podobało mi się to, że znów mogliśmy poznać akcję z kilku perspektyw, więc niektóre rzeczy wiemy przed innymi bohaterami. Zwłaszcza na koniec jest to mocno ekscytujące, gdy znamy niektóre fakty, ale ciężko stwierdzić, jak zostaną wykorzystane. 
Poznałam prawdę. [...] Ale nie powiedziałam nic. Moja zdrada mogła go kosztować jego życie. Twoje życie. Nas wszystkich [...] Wybacz mi. Nie wiedziałam... 
Kilka perspektyw pozwala nam także lepiej poznać bohaterów, ale jednocześnie autor ich nie szczędzi i kilka śmierci naprawdę mną wstrząsnęło. Yukiko w tym tomie wydała mi się nieco nierealna. Strasznie dobrze znosi swój odmienny stan i gdyby nie przypominanie o tym wątku, moglibyśmy zapomnieć, że cokolwiek się zmieniło. Z drugiej strony Kin, któremu trudno zaufać ponownie, ale mimo wszystko postanowiłam spróbować - z jakim skutkiem, dowiecie się, czytając. Na szczęście bohaterowie nie tracą osobowości poprzednich tomów, więc strata kilkorga naprawdę boli.

Koniec Wojny Lotosowej to satysfakcjonujące zakończenie trylogii, ale w pewnym momencie, przez nawał akcji, rzeczywiście robi się mały bałagan. Mimo wszystko uważam, że to wartościowa steampunkowa opowieść o rządach dla własnego interesu, o równości między kobietami a mężczyznami, a także o rodzinie, miłości, stracie i walce. Autor doskonale pokazuje ideę buntu: jeśli choć jedna osoba nie wierzy w to, że warto walczyć, to cały protest na nic.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

15 lip 2018

DZIEŃ Z ŻYCIA KSIĘGARZA

Po pierwsze przepraszam, że was zaniedbuję, ale... Ostatnio mam niekoniecznie dobry okres, ponadto wolę poświęcać czas wolny na czytanie niż pisanie, a nie mam go znów aż tak dużo... Nawet teraz, gdy szykuje mi się 5 dni urlopu, mam już prawie każdy dzień czy wieczór zaplanowany. Boli mnie, gdy widzę, że pięć dni na Biblioteczce nie wisi nowy post. Boli mnie, że nie mam czasu na ogarnianie waszych blogów tak, jak kiedyś. Boję się, że od października będzie jeszcze gorzej, ponieważ zamierzam iść na studia. Dzisiaj jednak mam dla was post, który obiecałam już jakiś czas temu. 

Jak wiecie, od lutego pracuję w księgarni Świat Książki. Postanowiłam z tym postem moment poczekać, aby jednak pisać go na podstawie doświadczenia, a nie chwilowej fascynacji. Może ktoś też rozważa pracę w tym zawodzie? A może po prostu jesteście ciekawi, co księgarz robi? Zainteresowanych zapraszam do lektury!

Udało mi się nawet znaleźć w Googlu zdj. dokładnie mojej księgarni :)


Zadania i obowiązki, czyli dekalog księgarza

1. Książki na półkach stać będą równo i w spójnych rzędach, koniecznie alfabetycznie, a książki na stołach leżeć mają w stosach równych i schludnych.
2.  Oferował będziesz  swą pomoc każdemu klientowi, którego uprzednio powitasz.
3.  Śledził będziesz nowości i zaznajamiał się z obecnym katalogiem, aby dobrze służyć radą.
4. Pilnował będziesz promocji i zmian w cenach, aby naklejki i przeceny były zawsze aktualne.
5. Poznasz ofertę artykułów papierniczych i biurowych, aby doradzać jak najlepiej.
6. Utrzymywał będziesz porządek na sali w zakresie ekspozycji oraz czystości półek i podłogi.
7. Poznasz gry oferowane w księgarni, aby służyć pomocą, gdy ktoś zapyta.
8. Składał będziesz zamówienia dla klientów, gdy poproszą lub gdy nie masz książki na stanie, a jest na magazynie.
9. Zmieniał będziesz wystawy oraz ekspozycje.
10. Oferował będziesz ofertę promocyjną przy każdej transakcji.

A tak szczerze - to tylko brzmi tak strasznie. Oczywiście pominęłam otwieranie/zamykanie sklepu czy papierkową robotę typu zwroty/faktury. Co do punktu drugiego - każdy z nas chyba zna irytujące W czym mogę pomóc? Otóż my raczej pytamy czy na przykład nie jest potrzebny konkretny tytuł, kartka na konkretną okazję. I powiem wam, że wtedy klienci znacznie lepiej reagują, a nie od razu mówią nie. Osobiście najbardziej lubię zmieniać wystawy i ekspozycje, ale układanie stołów to moja zmora :D

Wiedza szczególna

Otóż - gdy ktoś zapyta mnie o książki dla dzieci, proszę bardzo! Fantastyka, kryminał czy literatura obyczajowa lub młodzieżowa? Pędzę! Za to mam dwie kategorie, których nienawidzę: muzyka oraz historia. Już nawet biografie czy reportaże łatwiej mi ogarnąć niż coś, czym totalnie się nie interesuję. Pal licho muzyka - wystarczy sprawdzić w systemie czy ma się płytę zazwyczaj. Jednak doradztwo historyczne, brrr. 
Co do gier, stosuję raczej prostą taktykę: wypytuję dotąd, aż coś wpadnie mi do głowy. Mam też kilka gier, które po prostu wiem, że się sprzedają i podobają, więc wtedy łatwiej je polecać. Oczywiście mowa o grach planszowych czy karciankach. Świat Książki nie oferuje gier komputerowych i chwała im za to!



Poproszę przyprawnik

A to jedynie jeden z przykładów tego, co klienci wymyślą. Czasami zastanawiam się czy widząc książki dookoła, oni na pewno zdają sobie sprawę z tego, że weszli do księgarni. Przyprawnik, rękaw do pieczenia, księgi kondolencyjne, coś bliżej nieokreślonego do pakowania ciastek, balony z helem, folia aluminiowa... Jak to ujęła moja koleżanka: A może frytki do tego? :D

To to nie jest Empik?

Ugh, nienawidzę. Podchodzi klient do kasy. Ja ubrana na czerwono, z logiem na koszulce. Podliczam zakupy, klient mówi, że ma naszą kartę... Po czym wyciąga kartę Empika. ALBO teksty w stylu A w Empiku już to mają, gdy zwykli szarzy klienci nie zdają sobie sprawy z tego, że Empik często wykupuje wyłączność na książki i w innych księgarniach dostępne są później. 

A czemu tak drogo/ To bezcenne chyba

Dwa moje znienawidzone teksty. Po pierwsze uwielbiam kiedy klient pyta czemu tak drogo. Zawsze odpowiadam, że nie my ustalamy ceny i powinien spytać wydawcę. Wyobraźcie sobie tę chwilę jego konsternacji. Tym bardziej, że oczywiście cały czas jestem miła i uśmiechnięta. Po drugie w tak dużym sklepie nie jesteśmy w stanie wynaleźć wszystkich rzeczy, na których nie ma cen. Na książkach z reguły są przy kodach. Jednak zdarzają się takie, które tych cen nie mają. Naprawdę nie bawi nas już żart, że coś jest bezcenne, bo nie ma na tym ceny...

Sklep papierniczy a dział papierniczy

I tutaj dochodzimy do tego, że to jest ZNACZĄCA różnica... U nas jest dział papierniczy. Znaczy trochę notesów, jakieś plasteliny dla dzieci, długopisy, mazaki czy zakreślacze. Klientom jednak trudno zrozumieć ten niuans i wymagają od nas posiadania wkładów do długopisów, długopisów o różnych grubościach, notesów takich a takich, adresowników, okładek na dokumenty (ale no przecież nie na legitymację, na dowód!)... Zacznijmy od tego, że Świat Książki powinien im nieco dać do myślenia i może jestem ciut wredna, ale naprawdę nie lubię, gdy ktoś ma do mnie pretensje, że nie mam czegoś, co tak naprawdę mogłoby się u nas znajdować przy okazji, ale tak stricte to sprzedajemy jednak książki, a nie głównie artykuły papiernicze i biurowe.

I proszę mi to zapakować

Cóż, większość klientów przyjmuje informację o tym, że nie pakujemy książek na prezent z lekkim rozczarowaniem, ale spokojnie. Pomijając fakt, że niektórzy oburzają się, że nie mamy zwykłych, darmowych torebek plastikowych (a w końcu to nie zależy od nas, a od polityki firmy), to są też klienci kategorii specjalnej. Miałam taką jedną panią, która na informację, że nie pakujemy książek powiedziała, że jestem bezczelna, że tego wymaga zwykła ludzka kultura, że w Rosji nawet w gazety, ale pakują i jak to nie mamy rzeczy do pakowania - musimy kupić, jak to nie uczyli nas pakować - ją nawet flaszkę uczyli pakować. Och tak, klienci żyjący mentalnie w PRL rządzą ^^  Pomińmy, że gdy zapytałam ją czy ucieszyłaby się z prezentu zapakowanego w gazetę, to zamilkła, po czym udała, że nic nie powiedziałam :D

Koniec tych problemów

Bo praca księgarza to nie są wyłącznie powyższe niemiłe sytuacje. Przedstawiłam je jedynie po to, aby pokazać, że jednak jest to praca z ludźmi, a ta - wiadomo - bywa trudna. A jednak chętnie chodzę do księgarni. Ponieważ są także ludzie, którzy doceniają. Po pięciu miesiącach pracy usłyszałam od trzech klientek, że one przychodzą tu tylko dlatego, że ja pracuję; że kiedy mnie nie ma, wolą przyjść innego dnia, bo ja zawsze jestem taka miła, uśmiechnięta i potrafię im pomóc i doradzić. Bo kiedyś klientka stwierdziła, że to miło w końcu przyjść do księgarni, gdzie księgarz w końcu wie, co sprzedaje, a nie - jak w Empiku - musi czytać opisy na okładkach. Nawet nie wiecie, jakie to miłe, gdy wychodzicie z pracy, a na korytarzu galerii (gdy nie jesteście w koszulce firmowej) jedna ze stałych klientek z córeczką, której polecasz książki dziecięce, uśmiecha się do ciebie i mówi dzień dobry. Tak, bywają trudne sytuacje, ale w końcu trzeba sobie z nimi tylko poradzić, zachować uprzejmość, a wtedy uwierzcie, że awanturniczy klient się przygasi. Że w takiej pracy uprzejmość potrafi rozwiązać wiele problemów. 


Plusy bycia księgarzem

O tak, to jest najlepsze. Otóż - przynajmniej u mnie w sieci - na dwa tygodnie mogę wypożyczyć dowolną pozycję z księgarni. Także mam prywatną bibliotekę! Obowiązuje mnie również rabat pracowniczy. A ostatnio zdobyłam ładną galerię pudełek na pierdoły. Otóż do niektórych pozycji przychodzą nam na wystawę big booki (duża kartonowa wersja książki pusta w środku). Mam w tej wersji już Zrób mi jakąś krzywdę, Wielką samotność oraz Kirke <3 Nawet nie wiecie, jak genialnie to wygląda na półce! Dodatkowo jestem na bieżąco z nowościami :)

A może wy macie jeszcze jakieś pytania? :)

12 lip 2018

'Piołun i miód' E. Białołęcka


Opis:

Magowie z Drugiego Kręgu rozdzielają się. Ci, którzy postanowili podjąć dalszą wędrówkę, trafiają do niezwykłego świata puszcz Ogorantu - kraju pełnego dworskich intryg ale i przesyconego magią oraz obfitującego w przygody.

Opinia:

Dawno nie pochłonęłam książki w jeden dzień, ale wczorajsza premiera książkowa dosłownie pochłonęła mnie i nie wypuściła do ostatniej strony! Autorka w tym tomie Pokazuje bardzo dużo z perspektywy Iskry, więc tym ciekawsze stało się odkrywanie tajemnic. Oczywiście poza dozą grozy, podczas lektury nie da się nie parsknąć śmiechem. Bitwa na śnieżki z gwardią? A czemu by nie! :)

Nadal podtrzymuję swoje zdanie - czytelnik z książką może spokojnie dorastać. Piołun i miód choć poważniejsza od poprzedniczek i bardziej chyląca się w stronę polityki, nadal utrzymuje młodzieńczy klimat dzięki wiekowi bohaterów. Ponadto autorka porusza w tym tomie ważne kwestie, jak wojna, lojalność i zaufanie. Pokazuje, że kiedy stykają się dwie wrogi armie, cierpią ludzie. Dodatkowo zagłębiamy się w kwestie dziedziczenia magii i tutaj także czeka nas zaskoczenie! Boli mnie tylko pokierowanie relacji Jagody i Kamyka w tę stronę. 
Piękny flecista skierował na lorda rozmarzone, brązowe oczy i Arn-Kallan w nagłym napięciu oczekiwał, kiedy się odezwie. Czy jego usta będą sentencją, cytatem poezji czy może pozdrowieniem? Usta chłopca uchyliły się... - Czy takie wąsy kłują?
Mam wrażenie, że głównym narratorem tej części wcale nie był Kamyk, którego wpisy pojawiały się od czasu do czasu. Nie, tym razem przez większość czasu towarzyszymy najmniej lubianemu członkowi Kręgu, a mianowicie Iskrze. Początkowo nieco się tego obawiałam, ale niepotrzebnie. Dzięki temu zabiegowi możemy lepiej poznać chłopca i może trochę zrozumieć jego zachowanie. Poza znanymi nam już (a może nie? autorka skrywa wiele ich sekretów) postaciami, pojawiają się również nowe. Najbardziej intrygującą z nich wszystkich była królowa. Mogłabym ją określić jako wzór osoby u władzy! Jej mąż za to nie wzbudził we mnie pozytywnych emocji. Natomiast ich dzieci - och, jak ja się cieszę, że na pewno pojawią się w tomie piątym! Królewicz i królewna to starannie zbudowane postaci, których nie da się nie polubić!

Ten tom jest zdecydowanie bardziej brutalny niż poprzednie. Śmierć pojawia się częściej, a bohaterowie muszą podejmować trudne decyzje i mierzyć się z okrucieństwem. Temat wojny także został potraktowany poważnie. To już nie słodkie lenistwo na Jaszczurze, a ciężka praca. Nie mogę się doczekać zakończenia tej wspaniałej serii, ponieważ jestem ciekawa, jak w jednym tomie autorka zamierza rozwiązać tyle zagadek i kwestii rozpoczętych w czterech poprzednich. Koniecznie musicie przeczytać te niesamowite powieści Ewy Białołęckiej!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

7 lip 2018

'Bratobójca' J. Kristoff


Opis:

Mroczne dziedzictwo
Yukiko i potężny tygrys gromu Buruu zostają okrzyknięci bohaterami. Ale sama Yukiko jest zaślepiona rozpaczą z powodu śmierci ojca. Wściekłość i jej zdolność słyszenia myśli powoli doprowadzają ją na skraju szaleństwa.
Nadchodząca burza
Rebelianci Kagé czają się w komnatach pałacu szoguna. Planują spisek w celu obalenia szoguna przed jego wstąpieniem na tron. Nowy wróg zbiera siły. Tymczasem po drugiej stronie oceanu Yukiko i Burru zmierzą się z wrogami, których nie pokona ani katana, ani tygrysi pazur.

Opinia:

Usłyszałam od koleżanki, że Bratobójca będzie gorszy do połowy od pierwszego tomu, więc do lektury podeszłam bardzo sceptycznie. Zupełnie niepotrzebnie! Książka wciąga od pierwszych stron, autor znakomicie buduje napięcie i miesza nam w głowach, aby doprowadzić do wydarzeń, które mocno mną wstrząsnęły i sprawiły, że nie mogę się doczekać poznania odpowiedzi na dręczące mnie pytania.

Ten tom jest zdecydowanie smutniejszy i bardziej nostalgiczny niż poprzedni. Pokazuje podziały - traktowanie Kina przez Kage, życie bezklanowców na ulicach Shimy. Pokazuje też rozpacz Yukiko po stracie, smutną i krwawą przeszłość Michi oraz wstrząsające traktowanie przez Gildię ludzi, którzy mogą im się przydać. To nieustający ciąg akcji, wydarzeń wpływających na losy całego kraju oraz zaskoczeń, które zwalą was z nóg. Dosłownie. Ja dwie informacje czytałam po trzy razy, aby się upewnić, że są prawdziwe, a nie, że je sobie wymyśliłam lub coś źle zrozumiałam.

Między, pod i poza wszystkim innym, czym mogę być, przede wszystkim jestem twój. Nigdy cię nie opuszczę, nigdy cię nie porzucę. Możesz na mnie polegać, tak jak polegasz na słońcu, że wzejdzie, czy na księżycu, że zniknie o poranku. Ty bowiem jesteś moim sercem.
Yukiko się zmienia, jednak czyż trudno się jej dziwić? Straciła wiele, w zamian zyskując sławę tancerza burzy, co wiążę się z odpowiedzialnością. Ponadto dar Przenikania staje się nieprzewidywalny, a wyjaśnienie tej zagadki to jedno z większych zaskoczeń w tej powieści. Nie tylko główna bohaterka przechodzi metamorfozę. Kin, były gildiarz także ma znaczący wpływ na wydarzenia. I tak, jak lubiłam go przez całą powieść, pod koniec nie jestem w stanie stwierdzić czy nie wolałabym go zadźgać. Mam jednak nadzieję, że on ma plan! :D Ciekawym aspektem było także pokazanie przeszłości i osobowości Michi, która została jedną z naszych narratorek. To dziewczyna, której szczerze współczuję. W ogóle w tym tomie mamy okazję poznać kilkoro nowych bohaterów, równie wspaniale zbudowanych, co ci już nam znani.


Bratobójca ukazuje nam rozwiązania kilku zagadek i tajemnic, ale mnoży również pytania. To powieść pełna akcji, bólu i straty, ale także promyczków nadziei. Wojna Lotosowa ma unikalny klimat dzięki stylizacji na kulturę Japonii. Jestem niesamowicie ciekawa, w jaki sposób potoczą się dalsze losy naszych bohaterów, a wam koniecznie radzę zapoznać się z tomem pierwszym!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

2 lip 2018

'Zniewolony książę' C. S. Pacat



Opis:
Po śmierci króla Akielos prawowity następca tronu, książę Damen, zostaje zostaje pojmany i wtrącony do lochu. Jego przyrodni brat pozbawia go tożsamości i wysyła jako niewolnika do haremu księcia wrogiego kraju. Od tego momentu Damen musi znaleźć sposób, aby przeżyć na dworze, za którego kulisami toczy się podstępna walka o tron, w którą mimowolnie zostaje wplątany.

Opinia:

Styl autora jest raczej nieco beznamiętny. Nie potrafiłam wyczuć w nim emocji. Z drugiej strony może to nawet lepiej, ponieważ jakoś przełknęłam tę gorzką pigułkę, którą mi zafundował w powieści, która mogłaby być genialna, gdyby nie jej tło obyczajowe.

Akcja zaczyna się od razu, z marszu. Zostajemy wrzuceni w wir zdarzeń. Początkowo mi się podobało, jednak w momencie, gdy trafiliśmy wraz z głównym bohaterem do Vere... Ugh, miałam ochotę to odłożyć. Jakie jest główne widowisko w tym chorym kraju? Otóż, PUBLICZNY GWAŁT! Nawet nie będę wspominać, czego dotyczą prywatne pokazy w ogrodach. Lubię erotyki, jednak to było za dużo, zbyt niesmacznie. I to nawet nie kwestia tego, że aspekty seksualne dotyczą w dużej mierze gejów, ponieważ na to przygotował mnie opis. Po prostu uważam, że istnieją pewne granice dobrego smaku, których nie powinno się przekraczać.
- Czy powinienem krzywić się groźnie do tych, których nie lubisz, czy wystarczy, że będę wyglądać barbarzyńsko?- Zamknij się - odparł spokojnie Laurent.
Jeśli jednak przetrwamy ten niesmaczny początek, czeka nas niesamowita polityczna rozgrywka, gdzie nikomu nie będziemy mogli ufać, a kolejne wydarzenia będą wprawiały w jeszcze większy szok. Pod koniec naprawdę żałowałam, że powieść już się skończyła. Autor odszedł też od niesmacznych scen, a seks pozostał gdzieś w tle jako wspominki czy aluzje. Z uwagą i niedowierzaniem śledziłam tok rozumowania Laurenta oraz zmagania Damena z niewolą. 

- Ciasteczko? - zaproponował Laurent. Trzymał przysmak delikatnie pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym, akurat w takiej odległości, by Damen musiał podnieść się na kolana, by zjeść ciastko Laurentowi z dłoni. Damen odwrócił gwałtownie głowę. - Uparciuch - zauważył łagodnie Laurent, po czym podniósł smakołyk do własnych ust i zjadł go.
Damen to postać dość prosta. Momentami przypominał mi Cala z Czerwonej Królowej. Zależało mu na szczęściu i bezpieczeństwie swojego ludu, a w zamian był w stanie poświęcić nawet własne. Myślał, jak strateg, więc gubił się w pokrętnych gierkach Vere. Laurent natomiast to sam diabeł - przebiegły, niesamowicie urzekający i przystojny, o zepsutym sercu. Przyznam, że jego kreacja spodobała mi się w książce najbardziej. Był bohaterem oceniającym sytuację na chłodno, ale nadal nie rozumiem jego postępowania wobec Damena, co strasznie intryguje. Resztę postaci poznajemy raczej słabo. To zniewolony książę ocenia i przedstawia nam innych, a jednak jego myśli w większości pochłania rozmyślanie o zepsuciu Vere oraz próbach ucieczki.

Odradzanie czy polecanie tej powieści jest według mnie zupełnie bezsensowne, ponieważ aby książka wam się spodobała, musicie pierw przebrnąć przez fragmenty, które na 99% wam się nie spodobają. Dodatkowym plusem jest pewien dodatek na końcu książki, po podziękowaniach. Osobiście nie zostałam super fanką książki, ale uważam, że ma ona pewien potencjał, który został zagłuszony przez próbę zbudowania zbyt obscenicznego i zepsutego społeczeństwa.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Studio JG.

30 cze 2018

Podsumowanie czerwca


Wyjątkowo ostatniego dnia miesiąca, ponieważ nie mam postów roboczych :D Na dniach recenzja Zniewolonego księcia. Wybaczcie, ale po prostu mam tak zakręcony okres, że nie wyrabiam z niczym. Książkę recenzuję zaraz po przeczytaniu i wrzucam na bloga, aby coś tu się działo. Jutro wieczorem natomiast zabiorę się za bloga i przeniosę to pewnie na niedzielę, bo trochę się uzbierało :)

Przeczytane książki:
  • Kamień na szczycie (310) [Jaguar] *10/10*
  • Mała baletnica (587) [Initium] *9/10*
  • Jesteś dla mnie wszystkim (71)  *5/10*
  • Wybraniec (502) [BT] *3/10*
  • Bez serca (507) [BT] *10/10*
  • Murder Park (423) [Initium] *4/10*
  • Freja (335) [Jaguar] *6/10*
Ilość przeczytanych książek: 7
Ilość przeczytanych stron: 2735 (ok. 91 str/dzień)
Najlepsza książka: Kamień na szczycie/ Bez serca
Najgorsza książka: Wybraniec
Średnia przeczytanych książek:  6,71

Jak widzicie, niby czytelniczo nie jest źle, ale ja te książki czytam po kilka dni, gdzie normalnie zajmowały mi max dwa. Trafiły się też dwa gorsze tytuły, ale jednocześnie 3 wspaniałe i jedna całkiem przyjemna. Opowiadanie Lee pozostawiam bez komentarza :D 

Czytany obecnie Zniewolony książę na razie mnie porwał, więc na pewno szybko go skończę. Potem biorę się za mój stos wstydu, a w nim: 2 i 3 tom Wojny lotosowej, Przepowiednia Reinkaanyiuki, Wrota, 1 i 2 tom Królewskiego Źródła, 13 księga Zwiadowców (taaak, to moja nagroda za przeczytanie poprzednich :D), Triskel, Przeklęci Święci. Kiedy ja to ogarnę? Nie pytajcie nawet! :D Co prawda w lipcu kilka dni urlopu, ale i tak przyjeżdża wtedy Oluś, więc na czytaniu się nie skończy :D

A co tam u was? Jak minął wam czerwiec, jak zaczęły się wakacje? Wyjeżdżacie gdzieś? :)

26 cze 2018

'Freja' M. Laurence


Opis:


Freja jest mitem. Jest legendą.
W okresie swojej świetności była nordycką boginią miłości, seksualności, magii, piękna, wojny i śmierci. Dowodziła armiami i podbijała królestwa. Była kochana, szanowana i czczona.
Lecz czasy się zmieniły i stała się historią. Teraz zamieszkuje w szpitalu psychiatrycznym na Florydzie i czeka, aż ktoś znowu w nią uwierzy. Czy Freja XXI wieku znów znajdzie wyznawców, okazję do zaistnienia i zdobycia sławy?

Opinia:

Styl autora jest bardzo młodzieżowy. Było to coś, co od razu rzuciło mi się w oczy. Freja, będąca naszą narratorką, zachowuje się niczym dwudziestolatka pomimo wielu dekad na karku. Dzięki temu powieść jest niesamowicie zabawna i czyta się ją błyskawicznie.

Wyobrażacie sobie boginię w naszych czasach? Oczywiście, Ćwiek zafundował nam już Lokiego, ale Leurence skupia się na zupełnie innym aspekcie. Aby bóg czy bóstwo istniało, musi mieć wierzących. A kto w dzisiejszych czasach wierzy we Freję, nordycką boginię miłości i wojny? Przyznam, że temat został dopracowany - kwestie wiary i wyznawców wyjaśnione, ukazano też na jakiej zasadzie bogini tak sprzecznych dziedzin przeżywa konflikt wewnętrzny. Jedynym minusem powieści jest absurdalna szybkość wydarzeń. Dopiero co poznajemy naszą boginię, a już ucieka, już kombinuje. Ledwo zaczyna nowe życie, coś idzie nie tak. Moim zdaniem autor mógł zostawić nieco więcej miejsca na przedstawienie nam zwyczajnego dnia Frei, a nie skupiać się tylko i wyłącznie na wydarzeniach pełnych akcji. 
Zostałem stworzony, Frejo, zrobiony, tak jak ty, w tym konkretnym celu. Żyję, oddycham, kocham i zabijam w imię tego. Pozwolić, by zostało mi to odebrane? Nie ma okrutniejszego losu.
Momentami ciężko uwierzyć, że Freja to antyczna bogini, ponieważ zachowuje się niczym - jak już wspomniałam - dwudziestolatka. Niby nie jest już nastolatką, ale nadal pewne kwestie rozważa w takich kategoriach. I wiecie co? Zupełnie nie irytuje jako postać! Dlaczego? Ponieważ jest boginią! To się akurat autorowi niesamowicie udało. Niby stworzył bohaterkę, która powinna czytelnika wkurzać, a tak naprawdę jej sposób bycia jedynie bawi i zyskuje naszą sympatię dla Frei. Dodatkowo jej relacja z Natem był urocza, choć ciężko tu mówić o stricte wątku miłosnym. Nathan to chłopak, który nastawił się na nudne życie, a został wplątany w wielką, fantastyczną przygodę. Jego entuzjazm bywał rozbrajający! Reszta postaci jest raczej tajemnicza i mam nadzieję, że uda nam się poznać część z nich lepiej w kolejnym tomie.

Autor prezentuje nam przeróżne panteony i wiary, cofa się do samej istoty bóstwa i tworzy z tego międzynarodowy spisek. Stosuje tu niejako schemat jednostki wybitnej, która musi stawić czoła problemowi, ale także się z niego wybija - Freja myśli strasznie spontanicznie i jednowątkowo, więc bez pomocy przyjaciół nie zdołałaby sama dokonać tego, co zostało dla niej przewidziane. Osobiście uważam, że gdyby nieco spowolnić akcję, książka byłaby genialna! Ale i tak warto po nią sięgnąć, ponieważ można miło spędzić przy jej lekturze wieczór :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.