19 cze 2018

Mini recenzje: 'Jesteś dla mnie wszystkich' E. Lee oraz 'Wybraniec' M. Marków


Opis:

Jak se dobrze pomyśleć, to wszystkie chłopy są po jednych piniądzach. Nie umiejo kochać, jeno chcieliby dupczyć. Nie kontrolujo sie, ciężki żywot z nimi. I Easter zdążyła się już o tym przekonać. Ale już wie, jak wyprostować sprawy między nią a mężem. A Noot już niebawem przekona się na własnej skórze, jak bardzo kocha go jego żona. Albowiem dziadek Easter miał swoje tajemnice. Antyczne już strony steranego notatnika, przekazanego ukochanej wnuczce, kryją w sobie sekret najmroczniejszej magii, jaką widział świat - magii, dzięki której Noot przekona się, że Easter zrobi wszystko, by ocalić ich miłość. Biedny, stary Noot... już niebawem zobaczy, co naprawdę ma na myśli jego żona mówiąc JESTEŚ DLA MNIE WSZYSTKIM.

Opinia:

Sukkub był co prawda chory, ale miał także jakąś konkretną, ciekawą fabułę. Tutaj tej fabuły mi brakowało, ale to chyba z racji mojego średniego zamiłowania do form krótkich.Generalnie książka jedynie dla ludzi o mocnych nerwach. Odrażające seksualne sceny, nieprzyzwoite słownictwo i kazirodztwo. To znaczy Edward Lee w formie, choć jak dla mnie mógłby bardziej rozwinąć wątek magiczny, a nie sprowadzić go do kilku manuskryptów. Jesteś dla mnie wszystkim to opowieść o zdradzie i psychopatycznej miłości do drugiej osoby. W Sukkubie było jednak więcej dobrego smaku, a tutaj zjawisko header po prostu zwaliło mnie z nóg.
Na początku ciężko było mi się także przyzwyczaić do sposobu mówienia Easter, ale po kilku stronach stało się to raczej swojskie. Jako główna bohaterka dała się nam poznać jako wiejska baba z wieloma sekretami i umiejętnością do manipulowania ludźmi. W sumie jest ona jedyną wykreowaną bohaterką, ponieważ cała pozostała czwórka - tj. pisarz, córka Easter, Nott oraz niedorozwinięty sąsiad Easter wydają się raczej określeni przez pewien wąski zakres cech, a nie osobowość.
Seks w Sukkubie został przedstawiony hardcorowo, ale nie odrażająco. Tutaj autor poszedł o krok dalej i zafundował nam szok. Chyba tylko - wybaczcie wyrażenie - pojebaniec byłby w stanie dokonać tego, co tutaj zdawało się normalnością. Poza tym w tej krótkiej powieści aspekt seksualny gra niejako rolę główną, przyćmiewając inne wydarzenia. Jesteś dla mnie wszystkim mogłaby być dopracowana lepiej i zdecydowanie daleko jej do Sukkuba, ale czyta się ją szybko, zmierzając do najbardziej chorego zakończenia, jakie kiedykolwiek czytałam.



Opis:

Drasan jest księciem i jedynym dziedzicem tronu królestwa Sheardon. Korzystając ze swojego tytułu i pozycji wiedzie beztroskie życie… jednak do czasu. Pewnej nocy zostaje schwytany w zasadzkę, przy okazji objawiona zostaje mu prawda o tym kim jest naprawdę. Okazuje się iż ci, którym ufał okłamywali go przez całe życie.

Opinia:

Książkę miałam okazję poznać dzięki cudownej Dominice, która zorganizowała >BOOK TOUR< :)
Szkoda tylko, że książka nie była już tak wspaniała, jak organizatorka tego wydarzenia.
Pomysł na Wybrańca  ma potencjał, którego autorka nie potrafiła zupełnie wykorzystać. Pomijając stronę fabularną, osoby czytające książkę po mnie, będą miały okazję zobaczyć mnie w roli korektora. Brak przecinków, dwie kropki zamiast jednej, powtórzenia (jednak było wręcz nadużywane), dziwne składnie, pozjadane zaimki i inne części zadania... O, myślałam, że coś mnie trafi! A w podziękowaniach... za pomoc we wstawianiu piekielnych przecinków. Radzę więc zmienić osobę, która w tym pomaga, bo ta się na tym ewidentnie nie zna (brak przecinka przed gdy przeżyłam najmocniej, a najlepsze, że nie zdarzyło się to aby raz, a kilkakrotnie). Co do rozdziału (bodajże) 10 to nawet nie mam słów komentarza - marnotrawstwo papieru, ponieważ rozdział został wydrukowany dwukrotnie z identyczną treścią...
O samej książce natomiast nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Dłużyła mi się, nie miałam ochoty wracać do tej przewidywalnej opowieści. Główny bohater przyprawiał mnie o ataki migreny swoją głupotą. Zupełnie nie potrafił słuchać rad innych, wszystko robił po swojemu... Jego zachowanie wobec Neili okazało się ostatecznym gwoździem do przysłowiowej trumny. Takiego dupka już dawno w książce nie spotkałam. Postaci w ogóle są raczej płaski i kreowane niekonsekwentnie.
Cała książka natomiast drwi z praw logiki! Mam wrażenie, że momentami autorka sama zapominała, jaką wiedzę posiadają jej bohaterowie, bo fakt, który Drasana nie zaskakuje na 39 stronie, kilkanaście kartek później wywołuje szok. A słyszy dokładnie tę samą informację! Dodatkowo niektóre wiadomości są powtarzane po co najmniej dwa razy i to w identycznej formie.
Mam nadzieję, że moje komentarze umilą czas osobie, która dostanie książkę w łapki po mnie. Jedynymi odczuciami, jakie wyniosłam z tej lektury było załamanie nerwowe na tle przecinków (i ogólnych błędów, które powinien wyłapać korektor) oraz irytacja na beznadziejnie wykreowanych bohaterów podejmujących dziwne, i w większości głupie, decyzje.

13 cze 2018

'Ostatni Namsara' K. Ciccarelli


Opis:

Asha walczy ze smokami i przynosi ich głowy królowi, lecz żadne z tych trofeów nie jest w stanie jej uwolnić od więzów obowiązku: ślubu z okrutnym komendantem, człowiekiem, który zna prawdę o jej naturze. Gdy Asha dostaje szansę uwolnienia się w zamian za zabicie najpotężniejszego smoka w Firgaardzie, odkrywa, że stare opowieści mają w sobie więcej prawdy, niż mogła się spodziewać. Z pomocą przyjaciela – niewolnika służącego jej narzeczonemu – Asha musi zrzucić z siebie pancerz iskari i otworzyć serce na miłość, światło i prawdę, którą przed nią zawsze ukrywano.

Opinia:

Styl autorki jest niezwykle plastyczny i opisowy, możemy poczuć się tak, jakbyśmy razem z Ashą podróżowali po wymyślonym świecie starych opowieści pomieszanych z losem naszych bohaterów. Bardzo podobał mi się także sposób przedstawienia historii: przez większość czasu poznajemy wydarzenia z życia Ashy, ale przeplata się to z pradawnymi opowieściami, które są podstawą dawnej wiary. 

Życie Ashy natomiast pędzi na pełnych obrotach. Poznajemy całą niezwykłą powieść z jej perspektywy, więc jest ona także bardzo emocjonalna. Autorka w powieści fantasy ukazała również problem odrzucenia przez społeczeństwo. Cała historia kręci się dookoła smoków oraz pradawnych opowieści, ale także przedstawia współczesną sytuację polityczną i społeczną w Firgaardzie. Asha jako córka księcia i narzeczona komendanta nie ma łatwego życia. Tym bardziej więc komplikuje je fakt poznania krnąbrnego służącego swego przyszłego męża. Przyznam, że wątek miłosny w tej powieści zupełnie mi nie przeszkadzał, ponieważ zupełnie nie przyćmiewa głównej akcji, a wręcz idealnie ją uzupełnia. 
Pradawny zapewnił smoczej królowej zwycięstwo nad skralami [...]. Obronił ją przed atakami. A co ona zrobiła? Znieważyła go.
Ostatni Namsara to powieść o zdradzie, o manipulacji oraz sekretach. Nie raz i nie dwa zostałam kompletnie zaskoczona i zbita z tropu. Zwłaszcza zachowanie brata Ashy oraz jej przeszłość pozostawiały więcej pytań niż odpowiedzi. Nadal nie zostało wyjaśnione wszystko, więc coś czuję, że tom drugi też niejednym mnie zaskoczy.
Gdybym to ja całe życie wierzył w kłamstwa, nie byłbym pewien, czy umiem rozpoznać prawdę, mając ją przed sobą.
Asha to bohaterka silna i pragnąca niezależności, ale także akceptacji. Polubiłam ją z marszu za siłę oraz zachowanie wobec kuzynki - Szafiry. Ta druga natomiast z pozoru wydawała mi się kobietą bardzo delikatną, ale ostatecznie potwierdza tezę, aby nie oceniać po pierwszym wrażeniu. Bohaterem, którego polubiłam najmniej, był komendant Jarek. Tak wrednego i cynicznego faceta w książce nie spotkałam dawno. Nie dziwię się Ashy, że wcale nie chciała za niego wychodzić! Torwin natomiast - och, chciałabym zobaczyć ten jego łobuzerski uśmieszek! Generalnie postaci są bardzo dobrze i realnie zbudowane; z przyjemnością śledziłam ich losy (nawet, jeśli niektórym życzyłam zdecydowanie źle :D).

Pierwszy tom Iskarai to nie tylko książka o opowieściach. To także brutalny świat polityki, gdzie śmierć czy tortury są na porządku dziennym - zwłaszcza wobec niewolników czy zdrajców. Jeśli chodzi o samą ideę wątku miłosnego, pisząc recenzję, uświadomiłam się, do czego był podobny - do relacji Kestrel i Arina z Pojedynku. Także zdecydowanie polecam wam tę magiczną, niesamowitą powieść!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu IUVI.

9 cze 2018

'Mała baletnica' W. Mrok


Opis:
Akcja Małej baletnicy toczy się dwutorowo. Z jednej strony autor przedstawia pracę grupy śledczej, z drugiej – środowisko ludzi zamieszanych w pornograficzny biznes. Mrok w szczegółowy i ciekawy sposób opisuje mechanizmy, które doprowadziły do tego, że kilka osób, począwszy od 1997 roku, wyprodukowało na masową skalę dziecięcą pornografię z udziałem ponad półtora tysiąca dziewczynek w wieku od pięciu do szesnastu lat. Do 2004 roku, kiedy przerwano proceder, przestępcy wprowadzili do internetowej sprzedaży terabajty materiałów.

Opinia:

Bałam się, że książka będzie bardzo nasycona emocjonalnie. W końcu przy takich sprawach ciężko utrzymać dystans i nie wyrazić przy okazji swojej pogardy dla zwyrodnialców wykorzystujących dzieci. Nie czytałam jeszcze Czerwonego parasola, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Na szczęście pan Wiktor mimo trudnego tematu zdołał ten dystans zachować. Jego styl jest bezemocjonalny i niemoralizujący. Opisuje on przebieg procesu oraz drugą stronę medalu - działania osób zamieszanych w pornobiznes - z chłodną precyzją, bez zbędnych komentarzy czy własnych opinii. Moim zdaniem to bardzo dobrze, ponieważ literatura faktu powinna ukazywać pewne wydarzenia, a nie przekazywać nam na każdej stronie odczucia autora wobec nich.

Biznes opisany przez Wiktora Mroka zajmował się zagadnieniem, można powiedzieć, niszowym. Myśląc o pedofilii dziecięcej nasuwały mi się przed oczy raczej sceny z dorosłymi obleśnymi facetami i dziećmi. Sprawa małej baletnicy kręci się natomiast wokół lolitek (dziewczynki w wieku ok. 5-13 lat) zmuszanych do zachowań lesbijskich. Przyznam, że czytając, starałam sobie w ogóle nie wyobrażać opisanych sytuacji, ponieważ na samą myśl o macających się czy masturbujących dziewczynkach w tym wieku przechodzą mnie ciarki. Tym, co najbardziej mnie zaszokowało podczas czytania, był mechanizm psychologiczny. Jak zmusić dziecko, aby zrobiło to, czego się od niego oczekuje? Okazuje się, że niezwykle łatwo, o ile zna się kilka psychologicznych sztuczek. 
Najgorsze jest to, że zwykle wyobrażamy sobie pedofila jako faceta, który czai się pod szkołą z lizakami i porywa dzieci. A potem je bije, głodzi, poi wódką, szprycuje narkotykami i brutalnie wykorzystuje.[...] Więc spodziewamy się zobaczyć na zdjęciach umorusane, przerażone twarze [...]. Większość z nas nie jest w stanie pojąć, że dzieciakowi wystarczy obiecać nową komórkę i już tryska entuzjazmem.
Autor pokazał nie tylko mechanizmy działania rosyjskiej policji (w obrębie kraju i procedur międzynarodowych), ale także dziecięcego pornobiznesu. Musicie wiedzieć, że osobiście bardzo lubię dzieci i na myśl o tym, jak ludzie potrafią krzywdzić je dla własnego zysku czy wręcz przyjemności, aż we mnie wrzało! Nie pojmuję też, jak chorym trzeba być zwyrodnialcem, aby opisane w książce rzeczy kogokolwiek podniecały, a z drugiej strony wiem, że takich obleśnych typów jest bardzo dużo. Podobało mi się także to, że pomimo nie narzucania swojej opinii, autor wyraża jednak naganę dla takiego postępowania poprzez dialogi bohaterów, a także pokazuje konsekwencje prawne (lub ich brak).

Sprawa była bardzo ciężka, zagmatwana i wielowątkowa. Jednak to nie był typowy kryminał, gdzie musimy znaleźć mordercę. W końcu taka sprawa naprawdę miała miejsce. Zastanawia mnie natomiast, na ile postaci biorące udział w tej aferze zostały odwzorowane. Poznajemy bowiem cały wachlarz bohaterów - od policjantów prowadzących sprawę po osoby odpowiedzialne za całą aferę. Ostatecznie mamy też niejako przedstawioną postać Anastazji, choć jedynie w kilku fragmentach. Ona intrygowała mnie całą książkę najbardziej, ponieważ - jak głosi prolog - to od niej wszystko się zaczęło. 

Może zabrzmi to naprawdę źle, ale książka mnie zaintrygowała. Otworzyła oczy. Pomimo towarzyszącej non stop pogardy i lekkiego obrzydzenia na myśl o opisanych zbrodniach, nie mogłam się od niej oderwać. Na pewno sięgnę również po Czerwony parasol tego autora, aby dowiedzieć się więcej o innych aferach tego typu. Ta książka nie jest dla osób wrażliwych. Aby poznać tę historię, prawdziwą historię, trzeba jednak wyjść z pewnej strefy komfortu, którą oferuje nam niewiedza. Jednak, jeśli jesteście na to gotowi - zdecydowanie polecam wam Małą baletnicę

7 cze 2018

'Kamień na szczycie' E. Białołęcka


Opis:


Po ucieczce od starych mistrzów, którzy próbowali nimi zawładnąć, grupa chłopców obdarzonych potężnymi zdolnościami magicznymi osiada na Jaszczurze, jednej z wysp Smoczego Archipelagu. Ukrywają się w krainie fantastycznych stworów, smoków, lamii i syren, tworząc Drugi Krąg, konfraternię magów związanych przyjaźnią i niechęcią do nauczycieli, którzy sprzeniewierzyli się powołaniu. Ich towarzyszką i młodzieńczą miłością staje się Jagoda, dziewczyna o równie dużym talencie magicznym, która jak oni musi ukrywać się przed wysłannikami Zamku Magów. Przyjaciele dorastają jednak i z czasem izolacja zaczyna im ciążyć, bezpieczeństwo zmienia się w nudę, pojawiają się zarzewia pierwszych konfliktów. Co gorsza, okazuje się, że świat też nie do końca o nich zapomniał i spokój baśniowej wyspy rychło może zostać zburzony.

Opinia:

Z tomu na tom Kroniki Drugiego Kręgu robią się coraz poważniejsze. Tempo akcji oraz wydarzenia są dostosowane do wieku bohaterów, więc można powiedzieć, że dorastamy razem z nimi. Widać to także po stylu, jakim pisany jest pamiętnik Kamyka - na niektóre sprawy patrzy inaczej, używa donioślejszych określeń.

Aby nie spoilerować, powiem tylko, że grupa przyjaciół ponownie rusza w podróż pełną niebezpieczeństw i niespodzianek (niekoniecznie miłych). Ten tom jest również brutalniejszy niż poprzednie, dochodzi nawet do rozlewu krwi czy śmierci (serio, przygotujcie się na kilka wstrząsów!). Przyznam szczerze, że wieloma rzeczami zostałam totalnie zaskoczona, a powieść pochłonęła mnie bez reszty. Zwłaszcza poznawanie innej kultury okazało się ciekawym doświadczeniem. Nie wyobrażam sobie jednak oczekiwania na kolejny tom! Ten zakończył się w taki sposób, że nie było mowy, abym go choć na chwilę odłożyła, a kiedy przeczytałam ostatnie zdanie... Uh! Koniecznie potrzebuję poznać dalsze losy bohaterów!


Smocza rasa, jak przekonał się młody mag, była w równym stopniu amoralna, gdy chodziło o problem własności, cielesne zbliżenie czy religię.
Podoba mi się to, że Kamyk nie został głównym bohaterem. Mamy okazję śledzić także innych członków Drugiego Kręgu w akcji, a także poznać odczucia Jagody względem chłopców i zaistniałej sytuacji. Z tomu na tom zmienia się mój ulubiony bohater - w tym został nim Myszka. Co ciekawe, autorka nie wprowadza wielu dodatkowych postaci, a skupia się na rozwoju już obecnych. Rzadko spotykam to w seriach i uważam, że podnosi to zdecydowanie poprzeczkę.


W drugim tomie cały czas coś się działo. W tym autorka nieco przystopowała, zostawiając trochę więcej miejsca na rozmyślania bohaterów - o rodzinie, o ich więziach, o przyszłości. Jednocześnie nie zgubiła tempa akcji, która nie rozwlekała się w czasie. Z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnego tomu, a jeśli jeszcze nie poznaliście Kronik Drugiego Kręgu, koniecznie musicie to nadrobić!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

4 cze 2018

Wystrzałowy miesiąc maj - podsumowanie

Hej, hej, heloł!
Tak, jak pisałam już na fanpage - maj był u mnie obfity w pochłaniające czas wydarzenia, więc dopiero od weekendu postaram się wrócić do życia blogowego pełną parą. Natomiast dziś szybkie podsumowanie miesiąca :) (które miało być 1 czerwca, ale blogger przerzucił mi je w wersje robocze...)

Przeczytane książki:
  • Ssij, mała, ssij (348) *8/10*
  • Perłowa Dama (456) [Czwarta Strona] *6/10*
  • Toń (316) [Uroboros] *9/10*
  • Post Scriptum (304) [Jaguar] *9/10*
  • Tancerze burzy (445) [Uroboros] *6/10*
  • Niedobry pasterz (485) [Czwarta Strona] *8/10*
  • Proroctwo cieni (288) [Kobiece] *6/10*
  • Mrok (399) [Alicja Wlazło] *7/10*
Ilość przeczytanych książek: 8
Ilość przeczytanych stron: 3041 (ok. 98 str/dzień)
Najlepsza książka: Toń/ Post Scriptum
Najgorsza książka: -

Jak widzicie, nie przeczytałam w maju złej książki, co bardzo mnie cieszy. Niektóre miały lekkie wady, ale i tak miło spędziłam przy nich czas! :) 

Maj był to miesiąc szybki i pełny wydarzeń. Niestety, skok na bungee musiał zostać przełożony na czerwiec i jeszcze nie wiem dokładnie kiedy :( Natomiast WTk 2018 wypaliły genialnie, co mogliście zobaczyć w ich podsumowaniu. Wróciły także booktourowe Kropla Życia oraz Szamanka od umarlaków, z których relacje jakoś w czerwcu :) Pod koniec maja przyjechała także Oluś i och, działo się! Nawet nie wiecie, ile facetów szuka księżniczek nad warszawskim bulwarem (wcaaale, nie byłyśmy w koronach, skądże). A na sam koniec news, który dzieje się, gdy czytacie ten post. Otóż - przeprowadzam się do Warszawy! :D Dlatego żyję na pełnych obrotach: pakowanie, kursy do Wawy i z powrotem, znów pakowanie :D Na szczęście wzięłam na dwa dni wolne :D

A jak wam minął maj? Macie jakieś plany na czerwiec? :)

30 maj 2018

'Mrok' A. Wlazło


Opis:
Laureen miała wszystko, czego tylko mogła zapragnąć: kochającą rodzinę, wymarzoną pracę i wspaniałą przyszłość. Miała, do chwili kiedy w jej życiu pojawił się tajemniczy Sigarr. W mgnieniu oka otaczający ją perfekcyjnie uporządkowany świat wypełnił chaos.

Opinia:

Prolog spodobał mi się niesamowicie, więc zdecydowałam się przeczytać całą powieść. Po czym na około sześćdziesiąt siedem stron tego pożałowałam. Książka zaczyna się bowiem trochę jak romansidło ze zdradą w tle i nieudaną sceną erotyczną. Jednak po tych kilkudziesięciu stronach, gdy myślałam, że serio odpuszczę... Stało się coś cudownego! Alicja zupełnie zmieniła podejście do tematu i przepadłam w lekkim stylu i świecie magii.

Alicja pisze w sposób niezobowiązujący, lekki i przyjemny. Chociaż pierwsza scena erotyczna w moim odczuciu została napisana bez wyczucia, z kolejną było już znacznie lepiej - dało się wyczuć zmysłowość i erotykę, choć w dość brutalny sposób. Autorka bardziej skupia się na opisach emocji niż miejsc, co bardzo mnie cieszyło, ponieważ łatwiej było zintegrować się z bohaterami.
Miałem ochotę zniknąć albo odlecieć do Nibylandii niczym Piotruś Pan i nigdy więcej nie wracać. Tam mógłbym udawać, że rodzice żyli, że nikt ich nie zamordował.
Pomimo ciężkiego początku, ostatecznie nie mogłam się od książki oderwać i z niedowierzaniem patrzyłam na napis Koniec księgi pierwszej. Co prawda odniosłam wrażenie, że wydarzenia początkowo następowały zbyt szybko po sobie, ale to także z czasem uległo znaczącej poprawie. Najbardziej podobała mi się mroczna atmosfera towarzysząca nam na każdym kroku tej niesamowitej przygody. Dodatkowo nieco rozpraszały mnie nagle wstawiane wydarzenia z innych perspektyw, ale w pewnym momencie domyśliłam się ich znaczenia. Był to bardzo dobry pomysł, więc szkoda, że nie zostały one opisane, a pociągnięte ciągiem z właściwą akcją.

Bardzo spodobała mi się rzeczywistość wymyślona przez Alicję - Zaprzysiężeni walczący przeciwko potępionym, niesamowite moce oraz tajemnicze bransoletki. Lori także jest nowa w tym świecie, więc poznajemy wszystkie aspekty takiego życia razem z nią. Z drugiej strony czasem śledzimy sytuację oczami Sigarra, co daje książce pikanterii.  
Ona miała rodzinę, która musiała uratować, a potem, o ile przeżyjemy, zostawić. A ja? Ja, miałem przeszłość, która gnała za mną, osaczając zewsząd.
Lori to bohaterka, która przechodzi tragedię najgorszą z możliwych. Nie potrafiłam się z nią utożsamić, za to polubiłam ją w pewnym momencie - dokładnie wtedy, gdy sama zaczęła uważać, że wariuje. Siggar natomiast to postać tajemnicza, pełna bólu, ale zupełnie nie w moim typie. Nie sądzę, że nie pasował do książki, ale mojego serca nie podbił. Natomiast podziwiam go za opanowanie w pewnych sytuacjach. Kolejną ciekawą bohaterką była Tessa, chociaż nie do końca rozumiem wszystkie aspekty związane z tym wątkiem. Sama postać kobiety za to intrygowała mnie, zwłaszcza jej siła. To, co udało się Alicji, to kreacja osób dorosłych. Ani przez chwilę nie odczułam, aby bohaterowie zachowywali się infantylnie, co tylko umilało lekturę.

Mrok to debiut Alicji, co nieco widać, ale szczerze - poza tym początkiem, chciałabym czytać takie debiuty zawsze! Od strony fabularnej historia niesamowicie mi się spodobała, a po pewnym czasie odczułam znaczną poprawę stylu oraz tempa akcji. Zdecydowanie polecam ten cudowny polski debiut! Ja nie mogę się już doczekać kolejnego tomu!

Za egzemplarz dziękuję Alicji :)

28 maj 2018

'Proroctwo cieni' M. Madow


Opis:
Nicole Cassidy zmuszona do zmiany miasta i szkoły nieoczekiwanie dowiaduje się, że jest wiedźmą. Jej nowi koledzy są mocno zdziwieni tym, że nie wiedziała o swoim pokrewieństwie z greckimi bogami, którym zawdzięcza niezwykłe umiejętności. Dziewczyna ma dużo do nadrobienia, bo lekcje w klasie ukrytej za biblioteką, nie zapowiadają się na łatwe. Reszta uczniów doskonale zna swoją historię i od dawna uczy się panowania nad swoimi mocami.

Opinia:

Historia Nicole została napisana prostym, niewyszukanym stylem. Nie znajdziecie w niej skomplikowanych opisów uczuć czy rozwiniętych opisów. Momentami pojawia się także poczucie humoru. Prostota tego stylu bardzo pasuje do opisanej historii i książkę czyta się błyskawicznie.

Aby powieść się wam spodobała, nie możecie nastawiać się na coś ambitnego. Ponieważ ta książka jest dobra, ale jedynie jako czytadło na jeden wieczór. Tak naprawdę miała ona bardzo duży potencjał fabularny, jednak po drodze coś nie wyszło i wszystkie opisane wydarzenia mają miejsce w przeciągu bodajże półtora tygodnia. To chyba element, który raził mnie najbardziej, bo sama historia i idea czarowników naprawdę była w stanie wciągnąć. Do ciekawej historii osób posługujących się energią dołącza również kiepsko skonstruowany trójkąt miłosny. Jedyny jego plus jest taki, że w sumie Nicole próbowała ustalić jasne zasady. Zakończenie natomiast intryguje i zapowiada jeszcze więcej wydarzeń w tomie drugim!
Wszystko takie jest, odkąd się pojawiłaś. [...] Surrealistyczne.
Bohaterowie zostali wykreowani dość specyficznie - ich charaktery zostały oparte w większości na jednej cesze charakteru. Jedyny wyjątek stanowi główna bohaterka, Nicole. Ją możemy poznać najlepiej, ponieważ to z jej perspektywy śledzimy wydarzenia. Uważam natomiast, że zbyt szybko pogodziła się ze wszystkim, co na nią spadło. Blake to taki chłopak-tajemnica i podrywacz. Z jednej strony ma ciastko i chciałby mieć kolejne ciastko. Jakoś mnie do siebie nie przekonał. Danielle natomiast została wykreowana ciekawiej, na wredną i zarozumiałą oraz chorobliwie zazdrosną nastolatkę. Kate i Chris to w tej ekipie postaci pozytywne, rozluźniające atmosferę, które polubiłam chyba najbardziej.

Nie zrozumcie mnie źle. Ta książka ma wady. Jednocześnie, jeśli potrzebujecie pozycji na rozluźnienie, odpoczynku od poważnych i skomplikowanych historii - to będzie ona idealna! Tak naprawdę sama idea czarowników, półbogów czy proroctw sprzed 300 lat bardzo mi się podobały i tylko czas, w jakim dzieją się te wydarzenia jest nierealny, co mimo wszystko rzutuje na odbiór tej książki. Polecam, gdy macie dość ambitniejszych lektur i ochotę na po prostu dobrą książkę :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

27 maj 2018

WARSZAWSKIE TARGI KSIĄŻEK 2018 - RELACJA

Nareszcie znalazłam chwilę, aby napisać dla was relację z Warszawskich Targów Książki (WTK 2018). Zresztą, napisanie jej to był najmniejszy problem. Trzeba było wybrać zdjęcia, trochę je obrobić, aby jakoś wyglądały! I postanowiłam, że relacja będzie szybka i przyjemna, ponieważ... Będzie się składała z samych zdjęć z krótkimi opisami! :)

Zaczęło się od spotkania z Magicienne oraz Meredith - nareszcie! :)
Pierwszym autorem, do którego zawitałam, był Jacek Łukawski.
Przeżyłam szok, bo nie będzie kontynuacji!!!! :O
Następnie Rebelia i rozmowa o trzecim tomie Radykalnych, który już w przygotowaniu.
Pana Marcina zwyczajowo męczyłam o kolejną część Madsa :)
W międzyczasie wyczaiłam świetny stolik!
Miło spędziłam także chwilę z Justyną <3
Pani Ewa zapoznawała swoich fanów z Pożeraczem <3

Pani Martynie pokazałam książkę pobooktourową i była zachwycona! :)
Z panią Martą porozmawiałyśmy o najnowszej powieści :)
Razem z Meredith pomęczyłyśmy panią Aleksandrę Polak
Przy okazji zgarnęłam ze stoiska Czwartej Strony uroczy balonik <3
Drugi dzień zaczęłam od spotkania z panią Anetą i dostałam babeczkę! (naklejkę :D)
Następnie spotkałam się z autorem Zrób mi jakąś krzywdę, Jakubem Żulczykiem
W kolejce poza chrzestną towarzyszyła mi Kaja :)
A na sam koniec zgarnęłam podpis dla mamy od Grahama Mastertona :)
Tyle cudownych podpisów <3
Najbardziej podoba mi się ten pana Jacka, bo napisał cały wierszyk!
A to moje targowe zdobycze ze stoisk na dworze oraz antykwariatów <3
A wy byliście na WTK? Jak wasze wspomnienia? :)

Dziękuję Meredith, Kai i Magicienne za miło spędzony czas <3

25 maj 2018

'Niedobry pasterz' P. Borkowski


Opis:
W podolsztyńskim lesie zostaje brutalnie zamordowana piętnastolatka. Ślady na ciele oraz ubraniach wskazują, że morderca był bezwzględny.
Kiedy w kilka dni po odnalezieniu zwłok okoliczny pijak przyznaje się do winy, sprawa wydaje się zamknięta. Do momentu, gdy na komisariat przychodzi ksiądz miejscowej parafii i oznajmia, że to on zabił dziewczynę.
Presja mediów i społeczeństwa, by znaleźć mordercę, jest na tyle duża, że policja zwraca się do psychologa Zygmunta Rozłuckiego, który podejmuje śledztwo dopiero wtedy, kiedy do Olsztyna przybywa jego dawna miłość – żądna władzy dziennikarka Janczewska.
Działając w duecie, przysporzą sobie wielu wrogów, a ich własne życia znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.


Opinia:

Przyznaję, że dałam się nieźle zaskoczyć. A tak naprawdę jedynym, co mi w książce nie pasowało, był trochę przesadzony wątek alkoholizmu głównego bohatera. Pan Przemysław ma lekki, ale dosadny styl, dzięki czemu książka niesamowicie wciąga. Sam opis śledztwa, niekompetencji niektórych policjantów i nasze polskie realia tworzą swojski, dobrze znany klimat, przez co powieść wydaje się być tym bardziej realna.

Pisząc o przesadzonym wątku alkoholizmu, nie mam wcale na myśli, że został on przedstawiony niewłaściwie. Sądzę natomiast, że było tego za dużo i momentami przyćmiewał on właściwą akcję. Poza tym jednak... Co tam się działo! Dałam się wyprowadzić w pole, a kiedy już sądziłam, że odkryłam sprawcę, okazało się, że to nie on! Przeczytałam to zdanie chyba z dziesięć razy, ponieważ nie mogłam w to uwierzyć. Rozwiązanie sprawy natomiast mogłoby wydawać się banalne, ale za to niezwykle prawdziwe - w końcu takie rzeczy się zdarzają. W ogóle autor wodzi czytelnika za nos, podsuwa fakty, po czym okazuje się, że nie mają takiego znaczenia, jakie  powinny, ponieważ pojawia się coś jeszcze. Nie mogę za to przeżyć zakończenia! Tak nie wolno kończyć, absolutnie! Powinno to zostać zakazane...

Ludzkie słowa i czyny bywają wieloznaczne i nigdy nie możemy być pewni, czy znaczenie, jakie im przypisujemy, nie bierze się z filtra, jaki nakłada na nie nasz własny umysł.
Zygmunt Rozłucki to postać kontrowersyjna. Z jednej strony psycholog, który pracuje z ludźmi trudnymi, nawet psychopatami. Z drugiej sam ma problem z alkoholizmem. Czy to etyczne i moralne, aby taka osoba zajmowała się psychiką innych? Osobiście nie przepadam aż tak za głównym bohaterem, mogłabym nawet powiedzieć, że jako człowieka niezbyt go szanuję, ale potrafił być również dobrym człowiekiem. I tak w sumie cieszy mnie, że nie jest on idealny, nie jest detektywem pierwszej klasy, odpicowanym w każdym detalu. U Borkowskiego zresztą w ogóle nie ma postaci idealnych. Są to zwyczajni, zazwyczaj prości ludzie, jakich możemy spotkać na co dzień na ulicy. Ludzie z problemami, pasjami i utrapieniami. Najbardziej polubiłam Weronikę, jedną z policjantek biorących udział w śledztwie. Była kobietą zdecydowaną, wiedzącą, czego chce i umiejącą to osiągnąć. 

Książka na pewno nie jest dla osób o słabych nerwach, ponieważ dotyczy jednak morderstwa dziecka. Ponadto porusza tematy kontrowersyjne, jak choćby ksiądz-pedofil. Według mnie doskonale oddaje polskie realia, a do tego jest świetnym kryminałem psychologicznym. Zdecydowanie chciałabym zapoznać się z Zakładnikiem, gdy tylko znajdę na to chwilę czasu, ponieważ dawno nie czytałam tak ciekawej i mającej wiele oblicz sprawy kryminalnej!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

23 maj 2018

'Ssij, mała, ssij' C. Moore


Opis:

Doskonała humorystyczna powieść o seksie w wielkim mieście, życiu po śmierci i problemach z mieszkaniem w San Francisco. Love story dla kobiet z charakterem i samców beta. Nowa powieść Christophera Moore'a, amerykańskiego Monty Pythona, uważanego przez krytyków za kontynuatora stylu Kurta Vonneguta.

Opinia:

Love Story to opowieść o wampirach w San Francisco, o Cesarzu (znanym z innych książek Moore'a), o miłości i fascynacji. To po prostu komedia przypadku i parodia miejskiego życia. To seria, którą zdecydowanie powinniście przeczytać, jeśli tylko macie 18 lat i lubicie czarny humor.

O tak, czarny humor, sarkazm i parodia uderzą was na każdej stronie. Kontynuacja losów Jody i Thomasa powiązana jest także z Brudną robotą. Do grona stałych bywalców wkraczają Abby oraz Blue. Dodają pikanterii i robią zamieszanie, a Jody nigdy nie miała więcej problemów na głowie. Thomas za to próbuje odnaleźć się w nowej roli, co nie do końca mu wychodzi.

Z wyjątkiem seryjnych zabójców i sprzedawców samochodów, uważających, że to dobra jednostka do mierzenia pojemności bagażnika, nikt nie lubi martwej dziwki. („Tak, można tym przewieźć pięć, może sześć martwych dziwek”).
Jody nadal jest szalenie apodyktyczna, zwłaszcza jako księżna. Zdaje też sobie sprawę z tego, że woli życie jako wampir niż człowiek. Thomas za to stał się szalenie słodki i zabawny w taki uroczo-głupkowaty sposób. Cóż rzecz - parodia typowego faceta, u którego dziki małpi seks jest na równi z nowym mieszkaniem. Abby to taka nieco psychofanka, ale jej pamiętnik czytało się świetnie (zwłaszcza fragment o odgryzaniu główek żelkowym misiom). Za to Blue, och, to dopiero bohaterka. Kiedy Zwierzaki stwierdzą, że zawsze chcieli przelecieć Smerfetkę, już nic ich nie powstrzyma, ale Blue będzie miała w tym własny plan. 

Ciężko napisać mi opinię, ponieważ głównym wątek fabuły będzie spoilerem do części pierwszej. Jeśli jednak spełniacie dwa warunki z akapitu pierwszego, radzę sięgnąć po tę amerykańską serię pełną porąbanych sytuacji i tekstów, ponieważ nie można się przy niej nudzić :)

17 maj 2018

'Tancerze burzy' J. Kristoff


Opis:

Pierwsza część trylogii "Wojna lotosowa" wprowadza czytelników w świat wysp Shima, które, rządzone przez okrutnego szoguna, są na granicy przetrwania: toksyczny przemysł wyniszcza państwo, a władca dba wyłącznie o własne interesy. Tajemnicza, wszechmocna Gildia surowo karze każdego, kogo podejrzewa o Nieczystość. W tym świecie zaawansowana technologia przeplata się z japońską mitologią. W tych niespokojnych czasach szogun wydaje polecenie: wysyła Yukiko i jej ojca po gryfa – gatunek istniejący już tylko w legendach – co od początku jawi się jako zadanie niemożliwe do wykonania. Życie ojca i córki wisi na włosku, bo jak wszyscy doskonale wiedzą, szogunowi się nie odmawia. Jednak misja okazuje się daleko bardziej niebezpieczna niż niemożliwa.

Opinia:

Tancerze burzy pełni są opisów oraz japońskich określeń (niech żyje słowniczek na końcu książki!). Z jednej strony to dobrze, ponieważ mamy okazję poznać stworzone uniwersum i rządzące nim zasady. Jednak w tą opisowość wkrada się również pewna powtarzalność, która niekiedy niesamowicie mnie nużyła, a przez to traci trochę akcja. Także styl autora opisałabym jako ciekawy, ale bardzo opisowy.

Historia wyspy Shimy to w dużej mierze rozgrywka polityczna. Iluż powieści w tym stylu nie czytaliśmy - uciśniony lud, obłęd u władzy, zadufana w sobie szlachta oraz rebelia za rogiem? Jednak Tancerze burzy mimo wszystko są dość oryginalni na rynku przesyconym tego typu historiami. Sądzę, że dużą rolę odkrywa w tym kultura japońska, która raczej rzadko pojawia się w książkach fantasy. Dodatkowo czynnikiem winnym całej ludzkiej tragedii jest... kwiat. Dokładnie krwawy lotos mający co prawda wiele zastosowań, ale niezwykle szkodliwy. Pan Kristoff nie szczędzi bohaterów, wyposażając ich w tragiczną przeszłość, okrutną teraźniejszość i usłaną trupami przyszłość. Czytaniu towarzyszy mroczy, duszący klimat lotosowego dymu. Iskierką nadziei okazuje się wątek przyjaźni między Buruu a Yukiko. Fabuła jest generalnie spójna, ale autor ma tendencję do zapominania o bohaterach, którzy akurat w tym momencie nie są mu potrzebni.

Ludzie, którzy nienawidzą pieniędzy, sami ich nie mają. Ludzie nienawidzący władzy są jej pozbawieni.
Dzięki narracji z kilku perspektyw możemy poznać kilkoro bohaterów lepiej. Pierwszą z nich jest wspomniana wcześniej Yukiko. Dziewczyna nienawidząca Gildii, mająca niezwykły talent oraz jeszcze większy temperament. Nie zawsze potrafi się dostosować do sytuacji, ale to czyni ją tylko bardziej realną. Poznajemy również jej ojca, nałogowego palacza lotosu, Wielkiego Łowczego. To bohater, wobec którego mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem jego motywy, ale z drugiej nie da się ukryć, że wykazuje on pewną słabość. Chciałabym też opowiedzieć o Kinie, ale niestety nie mogę zdradzić, jaką odgrywał rolę. Polubiłam go za jego chęć pomocy Yukiko, za tę chęć wolności i zrobiło mi się go żal, gdy został tak niewdzięcznie potraktowany przez jedyną osobę, na której mu zależało. Shogun okazał się za to postacią szaloną, ale nie przerażającą; raczej słabą i kryjącą się za swoim statusem. Buruu, kolejna postać, której roli nie mogę zdradzić, skradł moje serce, ale coś czuję, że częściej bym się z nim kłóciła niż zgadzała.

Pierwszy tom Wojny lotosowej spodobał mi się, ale nie rzucił na kolana. To na pewno ciekawe oderwanie od wiecznie obecnych kultur greckich, rzymskich czy ostatnio słowiańskich w powieściach. Japońska wyspa Shima zadusi was lotosowym dymem, będziecie chcieli uciec wraz z Yukiko i Buruu ku błękitnemu niebu i miejscu, gdzie deszcz nie zatruwa wszystkiego, na co spadnie. Osobiście odczuwam przesyt opisami, ale na pewno sięgnę po kolejny tom, ponieważ uważam, że to bardzo oryginalna historia oparta na wierzeniach i kulturze, która w literaturze fantastycznej nie pojawia się zbyt często.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

16 maj 2018

Co polscy blogerzy sądzą o czytaniu polskich autorów?

Dzisiaj post, do którego zbierałam się bardzo długo, bo nie miałam czasu ogarnąć odpowiedzi moich koleżanek po fachu w zgrabną całość. Jednak nareszcie znalazłam na to chwilę! :)
Kiedy słyszę zdanie, że nie czytam Polaków, bo nie, bo to polskie, coś mnie trafia... Jakoś nie słyszałam osobiście podobnych zdań o innej literaturze. Dlatego postanowiłam zebrać opinię chętnych dziewczyn i przedstawić wam je w formie a la wywiadu :) Zapraszam do czytania! :)

Jakie znasz ciekawe książki z miejscem akcji w Polsce? 

Kitty: I to ile! Choćby ostatnio przeczytana Toń Marty Kisiel czy Trup na plaży Jadowskiej. W ogóle te dwie autorki trzymają się w większości polskich realiów :)

Książkowa Pasja: Oczywiście! Nie szukając daleko: z przyjemnych New adult książki autorstwa Martyny Senator – „Z popiołów”, „Z otchłani”, thriller medyczny Katarzyny Bereniki-Miszczuk, czy choćby seria autorstwa Remigiusza Mroza o wszystkim znanej Chyłce,. Są to tytuły, których akcja dzieje się w Polsce i wcale z tego względu nie tracą na wartości. Wręcz przeciwnie, pozwalają nam lepiej poznać nasz i zwiedzić nasz kraj.

Asia: Szczerze mówiąc nie kojarzę zbyt wielu. Przychodzi mi do głowy jedynie „Nocarz” Magdaleny Kozak. Czytam w większości fantastykę, której akcja dzieje się w wymyślonym świecie. 

SadisticWriter: Jest ich mnóstwo! Bardzo lubię „Poczet dziwów miejskich”, ponieważ akcja dzieje się we Wrocławiu, w którym mieszkam – to przezabawna pozycja z gatunku fantastyki! Dla wielbicieli młodzieżowych klimatów – warszawskie „Urodzeni, by przegrać” od Igi Wiśniewskiej. 

Jellyfish: 
„Nomen Omen” Marty Kisiel
„Dożywocie” Marty Kisiel 
„Ja, Diablica” Katarzyna Bereniki Miszczuk 
„Druga szansa” Katarzyny Bereniki Miszczuk 
„Szamanka od umarlaków” Martyny Raduchowskiej

Dominika K.: Przede wszystkim seria Remigiusza Mroza z Chyłką i Zordonem. Zaraz za nią stoi moja ulubiona "Po prostu bądź" Magdaleny Witkiewicz oraz "Zanim zgasną gwiazdy" Martyny Senator. A ze szkolnych lektur uwielbiam "Granicę" Zofii Nałkowskiej. Jeśli natomiast chodzi o książki dla młodzieży, to tutaj prym zdecydowanie wiedzie Pani Ewa Nowak ze swoją "miętową" serią.

Jak reagujesz na zdanie nie przeczytam, bo polskie

Kitty: Zgrzytam zębami, ale cóż - i tak nie przemówię tym ludziom do rozsądku, aby nie klasyfikowali w ten sposób, bo w każdej narodowości trafią się lepsi i gorsi autorzy.

Książkowa Pasja: Wstyd przyznać, ale sama kiedyś miałam podobne podejście. Niestety w naszym społeczeństwie utarło się, że rodzime tytuły nie mogą być dobre i czytamy samą literaturę zagraniczną. Być może wywodzi się to ze szkoły i faktu, że kazano nam czytać coś, co nam się zupełnie nie podobało i zrażało nas do naszych twórców. 
Obecnie jednak jestem zdania, że nasi autorzy nie są gorsi, są na równym poziomie i klasyfikowanie „nie przeczytam, bo polskie” jest dla nich mocno krzywdzące. 

Asia: Takie przekreślanie książki tylko ze względu na pochodzenie autora jest dla mnie abstrakcyjne, ale potrafię zrozumieć, że ktoś mógł mieć naprawdę złe doświadczenia z naszą rodzimą literaturą. Sama mam lekki uraz do kilku polskich autorów i przez to mniej chętnie sięgam po polską fantastykę, chociaż wiem, że to irracjonalne. Wciąż czekam na tę jedną książkę, która wymaże złe wspomnienia. :) 

SadisticWriter: Zazwyczaj reaguję na to ze stoickim spokojem i cierpliwie tłumaczę, że aby oceniać, najpierw trzeba zapoznać się z odpowiednią ilością polskich pozycji książkowych. Nie można tak po prostu rzucić „nie przeczytam, bo polskie”. Jest tyle cudownych książek, które napisali Polacy! „Cudze chwalicie, swego nie znacie”! 

Jellyfish: *Angrymuffinmode on* 
Z jednej strony staram się znaleźć pokłady zrozumienia, bo kiedyś też wątpiłam w istnienie dobrej, polskiej literatury. Domniemam, że wynika to z postrzegania naszych książek przez pryzmat lektur szkolnych, które nie zawsze porywają, nawet jeżeli nauczyciele zarzekają się, że Słowacki wielkim poetą był. Ogólnie jak słyszę takie stwierdzenia, staram się pohamować irytację i przekonać daną osobę do spróbowania naszych polskich książek. W końcu: co mu szkodzi? 
Gorzej jak mam do czynienia z jakimś uparciuchem, który będzie najeżdżać na książki bez znajomości ich, wtedy – na Meduzę! – lepiej dla naszej dwójki, aby nie było mnie w pobliżu. 

Dominika K.: Jeśli ktoś naprawdę zraził się do polskiej literatury poprzez sięganie po niewłaściwe dla niego książki- po części rozumiem. Ale to trochę tak jakby powiedzieć, że nie zje się żadnego owoca w kolorze zielonym, bo kiedyś po kiwi miało się odruch wymiotny. Ciężko do jednego worka chować jedną narodowość, z góry zakładając że książki takiego pisarza są tragiczne. Autor autorowi nierówny.

Wiele ludzi rezygnuje z polskich książek po trafieniu na 2-3 złe pozycje. Czy zrezygnowałaś z jakieś narodowości tylko dlatego, że jakiś jej przedstawiciel napisał złą według ciebie książkę? 

Kitty: Trylogia Czasu mi się nie podobała, ale nie znaczy to, że nie przeczytam już żadnego niemieckiego autora, bo Baśniarz był cudowny. Klasyfikacja ze względu na narodowość jak dla mnie jest bezsensowna. Też czytałam złe polskie książki, zdarza się, nie mówię, że każdy Polak pisze cudownie. Ale tak samo źle piszą Niemcy, Francuzi czy Amerykanie, jak i potrafią pisać dobrze.

Książkowa Pasja: Nigdy nie zdarzyło mi się odrzucić narodowość ze względu na książki, które mi się nie podobały. Ba! Są narodowości, za którymi nie przepadam, nie będę się zagłębiać dlaczego, a ich dzieła szanuję i lubię! Moim zdaniem narodowość autora, bądź autorki nie ma nic wspólnego z książką. I tak powinno pozostać. 

Asia: Przez jakiś czas sama nie czytałam polskich autorów bo każda po którą sięgałam okazywała się dla mnie nie do przebrnięcia. Nie wiązałam tego jednak z pochodzeniem autora, raczej miało to dla mnie wymiar przesądu. Powiedziałam sobie, że na razie spróbuję czegoś innego i jak trochę się zdystansuję to wrócę do dzieł naszych pisarzy. :)

SadisticWriter: Nie, ponieważ autor autorowi nierówny. Każdy pisze inaczej. Rezygnowanie z twórczości danej narodowości to prawie rasizm! 

Jellyfish: Nie, to bardzo stereotypowe podejście. To tak, jakbyśmy z góry zakładali, że wszyscy Amerykanie są idiotami, ponieważ spotkaliśmy się z jakimś indywiduum, którego IQ było zabójczo niskie. Tylko dlatego, że jakaś (albo nawet kilka książek) reprezentantów danej narodowości była kiepska, nie znaczy, że kraj ten nie obfituje w niezłych pisarzy. 

Dominika K.: Nie. Tak jak pisałam wyżej- autor autorowi nierówny, chociaż w sumie ja rzadko sprawdzam jakiej narodowości jest pisarz.

Co sądzisz o polskich imionach w książkach? Czy to źle, że Polacy chcą być Polakami, a nie Amerykanami czy Francuzami? 

Kitty: Uważam, że jeśli akcja ma miejsce w Polsce - imiona powinny być polskie. Jeśli piszemy o Polakach za granicą, niechże też mają polskie imiona. Fantasy z wymyślonym światem? No przecież nic się nie stanie, jak pojawi się w nim Ania czy Bartek! Osobiście uważam, że to bardzo dobrze, że Polacy chcą być Polakami!

Książkowa Pasja: Na początku, gdy zaczęłam sięgać po polską literaturę było to dla mnie dość „wyraziste”. Przywykłam do tego, że bohaterowie są innej narodowości, a co za tym szło, mają zagraniczne imiona. Przestawienie się na polskie imiona zajęło mi może 2-3 książki, teraz to dla mnie norma. Ale patrząc na to obiektywnie, czemu polskie imiona w książkach mają być czymś złym, skoro takich właśnie imion używamy na co dzień w naszym życiu? 

Asia: Uważam, że wszystko zależy od umiejętności autora. Jeśli książka jest dobrze napisana to imiona postaci są sprawą trzeciorzędną. Nie ma dla mnie znaczenia jakich imion użyje autor jeśli historia będzie powalająca. Możliwe, że zagraniczne imiona czasem brzmią dla nas bardziej swojsko niż imiona polskie na skutek powszechnego przesycenia. Oglądamy zagraniczne filmy, seriale, czytamy dużo literatury, w której więcej jest Johna niż Jaśka. Imię powinno być dostosowane do miejsca akcji lub historii postaci. Jeśli rzecz dzieje się na Podhalu, a autor przedstawia nam Elisabeth Smith - góralkę z dziada pradziada i bez żadnych kontaktów dzięki którym mogła zyskać obco brzmiące nazwisko, to coś tu jest nie tak. 

SadisticWriter: Kiedy widzę polskie imiona w książkach, czuję, że jestem bliższa danej twórczości. Zupełnie jakbym czytała historię, która dzieje się tuż obok mnie. Polskie realia są nam wszystkim bliższe, wtedy czujemy się jak „u siebie w domu”. 

Jellyfish: Ależ skąd! Przecież to logiczne, że gdy akcja książki rozgrywa się w Pcimiu Dolnym, to spotkamy tam Janusza i Grażynę, a nie Jacques’a i Tatsuyę. W gruncie rzeczy o wiele bardziej sceptycznie podchodzę do książek polskich autorów, których akcja dzieje się w innym państwie, np. Stanach Zjednoczonych. Głównie ze względu na to, że nie wiem, czy dany autor opiera swoją wiedzę o realiach tego państwa na Wrednych dziewczynach czy pięcioletnim okresie zamieszkania w tym kraju (a niestety dość często chodzi o to pierwsze). 

Dominika K.: Miałam taki okres w moim czytelniczym życiu, że mogłam czytać polską literaturę, byle nie było w niej polskich imion, więc po części rozumiem osoby tak postępujące. Ja jednak już chyba wyrosłam z takiego myślenia, teraz już w ogóle mi to nie przeszkadza.

Trafiłaś na jakieś złe polskie książki? Co zrobiłaś? (możesz je wymienić ku przestrodze) 

Kitty: Oczywiście, że trafiłam, jak wspomniałam już wcześniej. Książką, którą uważam za najgorszą ever jest Zakon Achawy - autorstwa Polaka! Co zrobiłam? Spojrzałam na nią smutno, bo to jednak polskie, po czym zabrałam się za kolejną książkę! Niestety, self-publishing jest u nas mocno rozwinięty i to niekoniecznie dobrze. Inne złe polskie książki według mnie to Ekspozycja czy Falcon.

Książkowa Pasja: Szczerze mówiąc, nic poza lekturami, które były dla mnie oporne i nie w moim gatunku, nie przychodzi mi do głowy. Dodatkowo jestem osobą, której 95% książek się podoba, więc to pytanie jest trudne. Ale nie spotkałam się do tej pory ze złą polską książką, którą czytałam dla własnej przyjemności. 

Asia: Trafiłam na kilka nudnych pozycji i jedną po prostu złą, która zajęła pierwsze miejsce w rankingu najgorszych książek jakie przeczytałam. Chodzi o „Niewolnicę” A.M. Chaudière.

SadisticWriter: Oczywiście, że trafiłam. Co zrobiłam? Napisałam o nich szczerą opinię, tak jak zawsze to robię przy każdej książce, która mi się nie spodoba. Na chwilę obecną pamiętam, że do gustu kompletnie nie przypadł mi „Cykl” od Moniki Jagodzińskiej i „Wyspa Mgieł” od Marii Zdybskiej. 

Jellyfish: Pewnie, że tak, ale to normalne. Trafiłam też na złe książki z innych państw. Gdy książka mi się nie podoba, przerywam lekturę. Takim przykładem może być „Orędzie: tajemnica przyszłości”. 

Dominika K.: Owszem, było kilka takich książek, które mi się nie podobały lub podobały mniej. Pierwszą, która przychodzi mi do głowy jest "Sny" Anny Frankowskiej, tytuł w którym nic mi ze sobą nie grało. "Dworek pod lipami" był w porządku, ale chyba nie przepadam za taką spokojną literaturą obyczajową, przez co też nie oceniam jej mega pozytywnie, choć wiem że ma swoje plusy. "Krew Illapa" oceniłam negatywnie, choć z perspektywy czasu nie sądzę by była bardzo zła, tylko po prostu ma nadmiar wszystkiego.

Czy miałaś kiedyś "czytowstręt" do literatury polskiej? Jak go pokonałaś? A może pomogłaś go pokonać jakiemuś znajomemu? 

Kitty: Nie, więc nie musiałam go pokonywać. Może się to wiązać jednakże z tym, że tak generalnie, to nie czytywałam lektur :D Na pewno non stop próbowałam zmuszać Justi do polskiej literatury i widzę, że mi się nieco udało :D

Książkowa Pasja: Na pewno nigdy nie miałam wspomnianego „czytowstrętu” do polskiej literatury. Po prostu jej nie czytałam, choć nie wiem z jakich względów. Tak po prostu wyszło. Jednak jeśli ktoś ma taki problem, to polecam sięgnąć po polskie tytuły, najlepiej z ulubionego przez siebie gatunku, które są pionierami, pewnymi prekursorami w naszej literaturze. Np. kryminał – Mróz, literatura obyczajowa – Michalak, Miszczuk, fantastyka – Sapkowski, Ziemiański, itd. To na pewno przełamie problem wstrętu. 

Asia: Miałam, kiedy jeszcze chodziłam do szkoły trafiłam na jakiś zbiór opowiadań polskiego autora, przez który nie mogłam przebrnąć i mocno się zraziłam. Przyczyną nie była jednak zła książka, ale nieprzemyślany wybór lektury. Byłam wtedy dzieckiem, a książka była skierowana raczej do dorosłego czytelnika i nie do końca radziłam sobie z narracją i ciężką fabułą. Niedawno przyjaciółka pomogła mi przekonać się bardziej do polskiej fantastyki podsuwając świetne opowiadanie.

SadisticWriter: Miałam lekkie uprzedzenia do literatury polskiej, kiedy zaczynałam recenzować. Nie było to jednak na zasadzie: „Nie przeczytam tego, bo to polskie”, polegało to raczej na obawach. Włączał mi się wówczas znak ostrzegawczy z zapytaniem: „Czy skoro to polskie, to mi się spodoba?”. Z czasem, kiedy przeczytałam jednak więcej polskich pozycji, zmieniłam zdanie i teraz już nie mam zupełnie żadnych uprzedzeń. 

Jellyfish: Miałam go w gimnazjum, ale przekonała mnie „Ja, Diablica” Katarzyny Bereniki Miszczuk. Fabuła zaintrygowała mnie na tyle, że po prostu musiałam sięgnąć po tę książkę. I proszę, nagle się okazuje, że polscy autorzy potrafią dobrzepisać. 

Dominika K.: Nigdy nie miałam takiego "czytowstrętu" do literatury polskiej, jednak występuje on u mnie, gdy kilka razy pod rząd przeczytam książkę z takiego samego gatunku- wtedy najlepiej jest po prostu przeczekać taki stan, sięgając po coś innego.

Jaki gatunek polskich książek czytasz najczęściej i co byś z niego polecił? 

Kitty: No ba, że fantastykę! Na pewno moje ulubienice: Kasię Berenikę Miszczuk, Justynę Drzewicką, Martę Kisiel, Martynę Raduchowską, a ponadto Jakuba Ćwieka!

Książkowa Pasja: Najczęściej w moje ręce wpadają romanse/obyczajówki oraz fantastyka. Więc może po prostu polecę autorów, którzy moim zdaniem zasługują na uwagę: Miszczuk, Mróz, Haner, Pioruńska, Ziemiański, Lingas-Łoniewska, Senator, Jadowska, Raduchowska, Majewska/Docher, Rosik. Te nazwiska naprawdę warto znać. 

Asia: Oczywiście najczęściej fantastykę. Rodzimej czytałam niewiele i już dość dawno temu, ale pamiętam, że styl Magdaleny Kozak i Mai Lidii Kossakowskiej zapadł mi w pamięć. Niedawno czytałam świetne opowiadanie Kossakowskiej pt. Zwierciadło. Szczerze polecam. Jest po prostu piękne. :) 

SadisticWriter: Literatura młodzieżowa i fantastyka. Myślę, że mogłabym polecić to samo, co we wcześniejszych punktach, czyli „Urodzeni, by przegrać” jako literatura młodzieżowa, „Poczet dziwów miejskich” jako fantastyka, ale dorzucę jeszcze polską „Herbatę szczęścia” od Agnieszki Grzelak 

Jellyfish: Najprawdopodobniej fantastykę, wynika to z faktu, że po prostu najbardziej lubię ten gatunek. Na pewno poleciłabym książki Kisiel, Raduchowskiej i ostatnio przekonałam się do Teatru Węży Hałas. 

Dominika K.: Nie czytam jakoś mega dużo literatury polskiej, ale najczęściej sięgam po romanse i obyczajówki. Na pewno warto zaopatrzyć się w "Po prostu bądź" Magdaleny Witkiewicz. Czytam też Mroza, ale on sam w sobie jest gatunkiem :D Powieści młodzieżowe: książki Ewy Nowak, Idy Pierelotkin, Małgorzaty Musierowicz. Jest jeszcze Martyna Senator, czytałam jej "Zanim zgasną gwiazdy" i ciężko mi określić ten gatunek, ponieważ waha się on w okolicach romansu, fantastyki i leciutkiego kryminału.

Czy uważasz, że Polacy w jakichś gatunkach przodują, są lepsi np. od Amerykanów, Brytyjczyków czy innych narodowości? 

Kitty: Z racji, że czytam głównie fantastykę, ciężko mi to określić, ale uważam, że to nie zależy od narodowości, a od człowieka, który pisze książkę :)

Książkowa Pasja: Niestety, jak wspomniałam, nie klasyfikuję książek ze względu na narodowości. I nie chcę się wypowiadać, kto w czym przoduje. Ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nasi autorzy prezentują światowy poziom. 

Asia: Myślę, że nie można oceniać literatury ze względu na narodowość autora. W każdej nacji są autorzy lepsi i gorsi. Znowu przytoczę przykład literatury fantastycznej - znamy więcej dobrej polskiej i amerykańskiej fantastyki bo wydaje się jej w Polsce więcej niż tej z innych krajów. Nie oznacza to, że Francuzi czy Hiszpanie piszą gorzej. 

SadisticWriter: Nie szłabym w drugą stronę, która wysławiałaby polską literaturę ponad niebiosa, ponieważ każda narodowość ma powieści i dobre, i złe w danych gatunkach. Nigdy nie oceniałam, kto pisze lepiej i co, bo nie widzę w tym sensu. 

Jellyfish: Może nie tyle przodujemy, co naprawdę dobrze wychodzą nam dwa gatunki: fantastyka i science-fiction, chociaż to drugie może bardziej w przeszłości. Swego czasu, mniej więcej lata 80, powstało mnóstwo polskich książek z gatunku science-fiction, które dalej uznawane są za dobre. Poza tym dużą popularnością cieszy się w naszym kraju fantastyka (co zaskakuje np. Brytyjczyków), która zgromadziła na tyle dużo fanów, że mamy nagrodę wręczaną autorom przez fanów: Zajdla.

Dominika K.: Ciężko mi to stwierdzić, bo jednak rzadko patrzę na narodowość autora. Na pewno są pisarze, którzy wyróżniają się w swoim gatunku, są tłumaczeni za granicą i chwaleni, ale to nie świadczy o tym, że są lepsi od kogoś tam.

Czy spotkałaś się kiedyś ze stwierdzeniem, że ktoś danej książki nie przeczyta, bo jest amerykańska/japońska/chińska/rosyjska? (przy lit. japońskiej myślę o książkach, nie o mangach) 

Kitty: Nie, i to mnie nieco dziwi, że ten hejt jest tylko na naszą rodzimą literaturę :(

Książkowa Pasja: Jak tak teraz myślę, to chyba nigdy nie spotkałam się z takim stwierdzeniem. Choć w przypadku kultury japońskiej spotkałam się z lekko negatywnym nastawieniem, głównie ze względu na niewiedzę ludzi czym są tak naprawdę mangi i anime. 

Asia: Nie. Spotkałam się z brakiem chęci na polską literaturę w konkretnym momencie, ale nigdy nie słyszałam, żeby ktoś całkowicie skreślał książkę i zarzekał się, że nigdy jej nie przeczyta ze względu na narodowość autora. 

SadisticWriter: Nie, nie spotkałam się z takim stwierdzeniem, słyszałam tylko opinię „nie przeczytam polskiej książki”. 

Jellyfish: (Pytanie offtopowe, o mangach nie, a o lightnovel? :P) 
Raczej nie spotkałam się z takim stwierdzeniem dotyczącym narodowości. Słyszałam za to stwierdzenia „nie przeczytam tego, bo jest napisane przez kobietę”. 

Dominika K.: Tak naprawdę spotkałam się jedynie z takim przekonaniem w związku z literaturą polską. Może niezbyt często słyszę takie teksty, ale na tyle często by wyrobić sobie na ten temat własne zdanie.

Jaka była najgorsza przeczytana przez ciebie książka i jakiej narodowości był jej autor? Czy to coś zmieniło w podejściu do danego narodu? 

Kitty: Jak już wspomniałam, była to książka polska - Zakon Achawy. Nic to nie zmieniło, jeśli chodzi o moje podejście do polskich autorów. Raczej zniechęciło mnie do self-publishingu wydawnictwa Psychoskok.

Książkowa Pasja: Najgorsza książka jaką przeczytałam to „Niepokorna”. Jej autorka MadelineSheehan to chyba Amerykanka, choć pewności nie mam. Na pewno ta książka nie zmieniła mojego podejścia do narodowości w żaden sposób. Jedynie trochę negatywnie nastawiła mnie w stosunku do autorki. Jednak nie ma to nic wspólnego z innymi amerykańskimi autorami i autorkami. 

Asia: Wyżej wspomniana „Niewolnica” napisana jest przez polską autorkę pod pseudonimem. Nie zmieniła we mnie podejścia do polskiej literatury, ale sprawiła, że ostrożniej dobieram książki. Teraz wybierając tytuł sięgam zazwyczaj po znane mi wydawnictwa do których mam zaufanie.

SadisticWriter: To trudne pytanie, bo częściej widzę literaturę w gatunkach i w przedziale „dobra książka/zła książka”, niż w przedziale narodowości. Zresztą… jak można oceniać narodowość poprzez literaturę, skoro ta jest tak różnorodna? 

Jellyfish: „Dręczyciel” Penolope Douglas – autorka narodowości amerykańskiej. I nie zmieniło to mojego podejścia do tego państwa.

Dominika K.: Była to chyba "Dzikie stwory" Dave'a Eggersa, który jest Amerykaninem, więc nie, bo amerykańskie książki czytam jednak najczęściej. Jeśli nie spodobała mi się książka danego autora, to nie sięgam po inne jego książki, a nie od razu wykluczam caly naród ;)

Czy chciałabyś dodać coś od siebie? :)

Książkowa Pasja: Nie bójmy się sięgać po polską literaturę, dajmy jej szansę. Stare, mądre stwierdzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie” idealnie oddaje stosunek Polaków do naszej rodzimej literatury. Tylko dlaczego możemy wychwalać zagranicznych autorów, a naszym nawet nie damy szansy?! Zmieńmy to :)

Asia: Myślę, że powiedziałam wszystko co chciałam. Niech Moc Słowa będzie z Wami. :)

SadisticWriter: Błagam, nie demonizujcie literatury polskiej. Wystarczy dać jej szansę, trochę poszukać, poczytać opinie, znaleźć coś, co wam się spodoba. Na pewno gdzieś tam, daleko znajduje się polska książka, która jest wam przeznaczona. Wcale nie jesteśmy gorsi od reszty narodowości, trochę więcej wiary w nasze polskie możliwości! Powinniśmy wspierać naszych! 

Dominika K.: Uważam, że każdy powinien czytać co chce i mieć własne zdanie, tak samo jak każdy może mieć kontrargumenty. Literatura powinna łączyć, a nie dzielić. Trochę mi smutno, że wiele osób nie sięga po naszą rodzimą literaturę, jestem w stanie nawet zrozumieć kierujące nimi motywy, ale osoby które nigdy nawet kijem nie dotknęły polskich książek, a z mostu mówią że jest ona zła i nic niewarta, postępują niedorzecznie. Żeby wyrobić sobie opinię, trzeba czegoś doświadczyć. Jak chcemy krytykować, to krytykujmy coś co znamy.

A ja na koniec chciałam tylko wspomnieć, że ten post wyszedł idealnie tak, jak chciałam. Nie chodziło o wychwalanie literatury polskiej pod niebiosa. Nasi autorzy nie są bogami pisarstwa. Chodziło mi o pokazanie pewnej dyskryminacji względem rodzimych książek. Nie przeczytam, bo polskie, ale co to znaczy, że polskie? Czy nasi autorzy mają jeden styl, jeden język, jeden schemat? Równie dobrze można by powiedzieć nie przeczytam, bo rosyjskie, ale tak nikt nie mówi. Tak samo można by odnieść się do każdej narodowości, ale jak zostało to wspomniane wyżej - co ma narodowość do tego, aby jakąś literaturę lubić, a jakiejś nie? 

Bardzo dziękuję dziewczynom za udział i poświęcony na odpowiedzi czas oraz zapraszam na ich blogi! :)

14 maj 2018

'Post Scriptum' M. Wójtowicz


Opis:

Piotr Strzelecki, psycholog, coach i doradca post mortem wraz z Sabiną Piechotą, specjalistką ds. BHP prowadzi firmę PS Consulting, której docelowymi klientami są osoby nienormatywne: wampiry, wiły, wilkołaki, obłoczniki. Piotr i Sabina też są nie do końca ludźmi… i radzą sobie z tym każde na swój sposób. Ona nadmiernym spożyciem wyrobów cukierniczych, on medytacją i wdychaniem lawendy. Przypadkiem oboje zostają wplątani w intrygę kryminalną: ktoś nastaje na życie (lub też egzystencję duchową) brzeskich nienormatywnych. Mimo oporów ze strony Sabiny, z inicjatywy Piotra podejmują śledztwo – a raczej próbują je podjąć. Świadomi własnego braku kompetencji w pracy detektywistycznej, szukają pomocy u opolskiego policjanta, który raz w miesiącu zwykł wyć do księżyca. Tymczasem tajemniczy morderca sięga po osikowy kołek… i sprawy przybierają bardzo niekorzystny obrót dla pary detektywów-amatorów.

Opinia:

Kolejna polska autorka udowadnia, że nie wiedzą, co tracą ci, którzy rodzimej fantastyki unikają. Styl pani Mileny to mieszanka humoru oraz emocji, z minimalną, ale taką akurat ilością opisów. Podoba mi się też to, że nie podała nam na tacy, jakimi stworzeniami są nasi główni bohaterowie, więc mamy szansę odgadnąć to sami. Z marszu pokochałam tę powieść za poczucie humoru autorki, a potem było już tylko lepiej!

Agencja coachingowa dla istot nienormatywnych to szczyt oryginalności. Dlatego kiedy behapówka i coach biorą się - jedno z entuzjazmem, a drugie wbrew własnej woli - za śledztwo, nie może się to skończyć inaczej niż przekomicznie! Cała historia opowiedziana jest z nutką tajemniczości, wspomnianym już wcześniej humorem oraz dużą ilością objaśnień świata stworzonego przez panią Milenę. Tylko dlaczego skończyła się tak szybko?! 
Wręczenie czekolady człowiekowi zdołowanemu było minimum ludzkiej przyzwoitości, a jako że się nim właśnie wykazała, to mogła się już spokojnie i z czystym sumieniem zająć pracą.
Bardzo spodobał mi się sposób przedstawienia istot nienormatywnych (czytajcie: potworów). Dodatkowo autorka bardzo skupia się na relacjach między światem prosto z mitów, a tym naszym, współczesnym. Na przykład pewne stworzenia nie reagują już na pewne substancje, ponieważ.... biorą leki antyalergiczne! Pomieszanie znanych nam przebojów (Miłość w Zakopanem też znalazła dla siebie miejsce i nie zgadniecie gdzie), określeń czy urządzeń pomieszane jest ze starymi wiarami. Szkolenie BHP z czyszczenia broni rytualnej? Zapraszamy kultystów! Terapia dla zmarłego? Nie ma najmniejszego problemu!

Na warsztaty zaprasza moja totalna ulubienica, Sabinka. Urocze imię jak dla istoty z piekła rodem, która akceptuję samą siebie i kilogramami pożera wszelkie wyroby cukiernicze (ależ bym chciała mieć taki metabolizm!). Terapię natomiast poprowadzi Piotrek, który skrywa swój najmroczniejszy sekret głęboko i nie daje mu ujrzeć światła dziennego, ale autorka subtelnie naprowadza na rozwiązanie tych, którzy mają rozeznanie w potworach. Jednak nie tylko istoty nienormatywne sieją postrach. Zastanawiam się chwilami czy Ewcia nie jest bardziej przerażająca od Binki! Poukładana perfekcjonistka, organizująca przyjęcia ratuje tyłek swojej najlepszej przyjaciółce zawsze, gdy ta tego potrzebuje (a zdarza się to nader często). W książce pani Milena prezentuje nam cały wachlarz różnorakich i barwnych postaci od psychopatów przez potwory aż po energiczne mamusie, które odkryły powołanie (a mama Piotrka naprawdę wymiata!).
- To jest popkultura - jęknęła Sabina. - Mit. Nikt na nas nie poluje, nie ma żadnych sekretnych stowarzyszeń łowców, nie ma Van Helsinga z kołkiem, nie ma tajnej organizacji kościelnej. [...]
- Ty, ale serio? - Łukasz był raczej podejrzliwy. - Nic a nic? Żadnego wiedźmina nawet?
Jeśli przemawia do was mnóstwo humoru, komiczne śledztwo prowadzone częściowo przez totalnych amatorów oraz paranormalny coaching połączony z BHP - zapraszam do świata Sabinki i Piotrka, bohaterów, których rzadko spotyka się w literaturze. A najlepsze zostawiłam na koniec! Nie znajdziecie tu takiego typowego wątku miłosnego! Autorka wyśmieje obsesję, przedstawi nam kilka związków, ale zupełnie nie miesza miłości do akcji! 

Milena Wójtowicz to kolejna świetna autorka polskiego fantasy, której poczucie humoru pokochałam od pierwszych stron. Nie czytałam jeszcze czegoś podobnego, więc należą się jej oklaski za oryginalność i utrzymanie tajemniczości przez całą powieść. Nawet jej zakończenie sieje więcej wątpliwości i pytań, zamiast zamknąć historię. Pani Mileno, poproszę jak najszybciej tom drugi!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.