21 sty 2019

REFLEKSJE CZYTELNICZE: Kubuś Puchatek, Muminki i cała reszta

Cześć, cześć!

Widzicie naszło mnie na sentymenty. (Może dlatego, że ostatnio coraz częściej ludzie o te rzeczy pytają, a może dlatego, że czytam teraz książkę dla młodzieży i jakoś tak człowiek by się chętnie cofnął wstecz...) Wiem, że na blogu pojawiają się Recenzje z czasów zamierzchłych, ale to nie to samo, o czym chciałabym dziś napisać. Tamte dotyczą bowiem książek przeczytanych przeze mnie, od kiedy jestem czytelnikiem sama. A dziś chciałabym wrócić do powieści czy też bajek, które zbudowały moje dzieciństwo (pomijając, że moja miłość do czytania zaczęła się od HP, to zawsze lubiłam, gdy mi czytano).

Idole mojego dzieciństwa się starzeją (a nie byli młodzi już, gdy ja ich poznawałam). Ostatnio Reksio obchodził swoje 50-lecie i tknęła mnie wtedy myśl, że tak naprawdę nigdy go nie czytałam, a zawsze oglądałam (i to na kasetach w magnetofonie, nadal zresztą takiego Reksia mam! :D). Czy zamierzam to zmienić? Nie. Dla mnie Reksio pozostanie animowanką, a nie książką.

Jednak do tej refleksji pchnęły mnie głównie Muminki. Sporo osób w księgarni ostatnio o nie pyta. W necie istnieje mnóstwo memów z Buką. Jednak czy obecne pokolenie zna Muminki? Nie te serialowe, a właśnie książkowe (nie wypowiadam się a propos komiksów, bo tych nigdy nie czytałam). Dla mnie Muminki to pierwsze wejście w bardziej rozbudowany świat. W podstawówce grałam nawet Małą Mi w przedstawieniu teatralnym, ale zawsze najbardziej lubiłam Włóczykija. Na pewno moje dzieci w przyszłości również poznają Muminki, ponieważ uważam, że to cudowna bajka dla nich.

Na szczęście Tuwim i Brzechwa nadal goszczą w polskich domach (a przynajmniej bardzo dużo osób kupuje ich wiersze i bajki). Wy też znaliście na pamięć któreś z tych utworów? Osobiście się przyznaję, że do tej pory znam niektóre fragmenty z Zoo, jak Proszę państwa oto Miś czy Dzik jest dziki, dzik jest zły. Bajki te wypełniły mi dzieciństwo i zdecydowanie wolałam naszych autorów od zagranicznych.

Z drugiej strony naszła mnie jeszcze inna refleksja - czy naprawdę niektóre bajki wydają się współczesnym rodzicom zbyt drastyczne, choć sami się na nich wychowali? Nie raz usłyszałam nt. Jasia i Małgosi, że to nieodpowiednie dla małych dzieci, bo czarownica chce zjeść głównych bohaterów. Z drugiej strony ci sami rodzice kupują Królewnę Śnieżkę, gdzie królewna umiera i nikomu nie wydaje się to zbyt brutalne. 

Mam też wrażenie, że w zapomnienie odchodzi Kubuś Puchatek. Mało kto pyta, choć stoi dzielnie na półce. Dla mnie to klasyka, nie wyobrażam sobie dzieciństwa bez wiecznie głodnego Kubusia czy depresyjnego Kłapouchego. No jak można tego nie kochać? (Zarówno bajki, jak i książki)
Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa, i wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć.

Osobiście wychowałam się też na audiobookach, gdy rodzice nie mieli czasu bądź siły na czytanie przed snem. Tak po raz pierwszy zakochałam się w Cezarym Pazurze, ponieważ idealnie potrafił opowiadać np. braci Grimm. Nawet nie wiem, co stało się z tymi płytami, ale uwielbiałam je jako dziecko i uważam, że to genialny pomysł na dobranockę.

Mogłabym jeszcze długo pisać np. o Kreciku czy Żwirku i Muchomorze, ale te bajki nie zapadły mi w pamięć, a Teletubisiów nigdy nie lubiłam. Natomiast zawsze zachwycała mnie animowanka, z której - mam takie wrażenie - większość osób kojarzy jedynie sok z gumijagód. Mowa oczywiście o Gumisiach. Oglądaliście? Znacie? :)

Nie macie wrażenia, że nasze dzieciństwo obfitowało w ciekawsze bajki? A może dlatego, że nie mieliśmy komputerów, znaliśmy ich więcej i chętniej ich słuchaliśmy czy je oglądaliśmy? Obecna Peppa czy Psi patrol zupełnie nie trafiają w mój gust i z chęcią powróciłabym do Gumisiów czy Muminków. A wy jak uważacie?

18 sty 2019

'Filary Światła' A. Bishop


Opis:


Ari, najmłodsza z wielopokoleniowego rodu czarownic, przeczuwa nadchodzące zmiany – zmiany na gorsze. Od wieków jej poprzedniczki opiekowały się Starymi Miejscami, dbając o to, by ziemie te pozostawały bezpieczne i płodne. Ale wraz z nadejściem Letniego Księżyca nastroje wśród jej sąsiadów stają się coraz bardziej napięte. Ari nie jest już bezpieczna.
Fae od dłuższego czasu ignorowali zmiany zachodzące w świecie śmiertelników, a do cienistego świata podróżowali jedynie po chwile dobrej zabawy. Tymczasem drogi powoli zaczynają znikać, skazując klany Fae na izolację i samotność.Choć światy duchowy i naturalny kiedyś pozostawały ze sobą w harmonii, dziś do uszu zarówno Fae, jak i śmiertelników, docierają akordy, które nie chcą ze sobą współbrzmieć. A kiedy przez miasto przetoczą się pomruki polowań na czarownice, niektórzy zaczną się zastanawiać, czy te dziwne znaki nie są przypadkiem różnymi nutami tej samej melodii.

Opinia:

Głos na bardzo długo zniechęcił mnie do Anne Bishop, ale skoro wydawnictwo Initium postanowiło wydać kolejną jej książkę, to musi być ona dobra (do tej pory nie udało mi się zawieść na ich fantastyce). Postanowiłam więc spróbować, ponieważ opis idealnie odpowiadał mojemu gustowi czytelniczemu.

Styl Bishop to mieszanka delikatności, humoru oraz idealnego budowania napięcia. Książki się nie czyta - przez wydarzenia się płynie. W krótszej formie autorka się nie spisała, ale w ponad 500-stronicowej powieści zachwyciła mnie i totalnie pochłonęła!

Opowieść łączy kilka wątków: wiedźmy, Fae, Inkwizytorzy. Na początku niewiele rozumiemy, autorka wprowadza mroczny klimat, tłumacząc, co dzieje się w świecie Fae. Z czasem jednak wsiąkamy w ten idealnie wykreowany świat. Opowieść skupia się w sumie dookoła jednego głównego problemu - zanikania dróg do świata po drugiej stronie. Książka nie jest może bardzo zaskakująca przez wielotorową narrację, która pozwala nam zrozumieć dużo więcej niż poszczególnym bohaterom. Nie odczuwałam tego jednak jako wady, ponieważ biorąc pod uwagę usposobienie Fae, odczuwałam wręcz satysfakcję, że wiem więcej od nich. Zakończenie natomiast mogłoby kończyć pojedynczy tom, więc autorka nie porzuca nas w niewiedzy aż do kolejnej części.
Lucian jest jak potężna burza, intensywna i przytłaczająca, imponująca w chwili, gdy trwa. A Neall jest jak miękki deszcz, ten cichy deszcz, który wsiąka głęboko w ziemię.
Ari to moja ulubiona bohaterka. Delikatna, ale mimo wszystko posiadająca wielką wewnętrzną siłę. Z chęcią zostałabym jej przyjaciółką, aby chronić ją przed mieszkańcami pobliskiej wioski. Tym bardziej nie znosiłam jej prześladowcy, Royce'a, a kibicowałam Neallowi. Fae zostali natomiast wykreowani niczym dorosłe dzieci: rozpieszczeni, wymagający, aby wszyscy się do nich dopasowali. Wyjątkiem jest Morag Zbieraczka, której losy śledziłam z równym zainteresowaniem. Bohaterowie są realni, wielowymiarowi i budzą wiele emocji w czytelniku!

Podsumowując, nawet nie sądziłam, że ta lektura tak mnie zachwyci! Od pierwszych stron dałam się porwać niesamowitej historii z delikatnym wątkiem miłosnym oraz rozbudowanymi bohaterami. Zdecydowanie polecam wam zapoznać się z tą książką, jeśli tylko uwielbiacie genialnie stworzone światy oraz magiczne uniwersa.