24 lut 2018

'Wojna Runów' M. Mortka


Opis:
Wiosna 1940 roku. Podporucznik Wojciech Śnieżewski, drugi oficer polskiego niszczyciela ORP Grom, nie mógł przypuszczać, że zostanie wciągnięty w sam środek tajemniczej walki, którą rozgrywa między sobą dwóch badaczy runów: profesor Tritz, któremu towarzyszy oddział esesmanów przypominających potwory żywcem wyciągnięte z islandzkich sag, i sir Andrew Harrington, szef Sekcji D brytyjskiego wywiadu SIS. U wybrzeży miasta Narwik rozpoczyna się zbrojny konflikt, a zwycięstwo jednej ze stron może zadecydować nie tylko o odkryciu tajemnicy Króla Gór i przejęciu jego mocy, ale też wpłynąć na losy całej wojny.

Opinia:

Nie będę się rozpisywała o cudownym stylu autora, bo to już wiecie. Wyjaśnię za to, dlaczego ta książka niezmiernie mi się ciągnęła, chociaż naprawdę ją lubię. Otóż w pierwszym tomie mamy czasy dawne - chrześcijaństwo dopiero kiełkuje i rozlewa się po świecie. W drugim poznajemy losy bohaterów, którzy przeżyli dwadzieścia lat później. Natomiast tom trzeci przenosi się o tysiące lat! I dotyczy II Wojny Światowej, a to klimaty, których nie lubię...

Wojna Runów może stanowić osobny byt, a nie trzeci tom Trylogii Nordyckiej. Oczywiście znajomość wydarzeń z poprzednich się przydaje, ale biorąc poprawkę na tysiące lat, które minęły między przygodami Vidara, a opisywanymi tutaj, można przeczytać ją osobno. 

Śledzimy losy trzech głównych postaci - Tritza, Harringtona oraz Wojtka Śnieżewskiego. Dwaj pierwsi to szaleni naukowcy wierzący w runy, Ragnarok oraz artefakty. Wojtek natomiast służy w polskim wojsku, a kiedy wybucha wojna, znajduje się za granicami kraju, płynąc do Wielkiej Brytanii po pomoc. Autor ciekawie przedstawił II WŚ od strony politycznej, ale nie zmienia to faktu, że zmagania wojenne przy użyciu czołgów a nie mieczy lub łuków niezmiernie mnie nużą. Z rosnącym zaciekawieniem śledziłam więc tajne misje, włamania do pilnie strzeżonych miejsc czy nawiązania do mitologii, ale wszelkie manewry, bitwy morskie oraz lądowe... Koniec natomiast nie pozwolił mi się oderwać od książki - jest pełen zwrotów akcji, mój tok myślenia ledwie nadążał za wydarzeniami podyktowanymi przez przeznaczenie.
Nie wiem, jak ta awantura się zakończy, ale zaraz staniemy się jedynym okrętem wojennym na świecie, którego prowadzi pijak do spółki ze stukniętym jasnowidzem.
Nowe realia to również nowe postaci. Wojtek to młody mężczyzna, który przypadkiem pakuje się w środek mitycznych wydarzeń. To patriota zirytowany ignorancją Anglii. W trakcie lektury przechodzi zdecydowaną metamorfozę. Tritz i Harrington natomiast nieustannie mi się mylili i rozpoznawałam ich głównie po narodowościach. Obydwaj są szaleńcami wielkiego kalibru gotowymi poświęcić wszystko, aby osiągnąć swój cel. Dodatkowo autor serwuje nam całą gamę bohaterów pobocznych:  dowódców (pokazując ich różne typy i sposoby dowodzenia oddziałem), Zaginiony Lud, podwładnych sekcji D czy szarych żołnierzy. 

Nie lubię czytać o II WŚ z powodu tego, jak okrutnie został potraktowany nasz kraj. Nie wyobrażam sobie tamtych czasów, bo wydaje mi się to zbyt przerażające. Autor w opowieść o nordyckich bogach, o schyłku tej wiary, wplótł temat bardzo trudny. Oddziałuje to także na klimacie książki, który jest raczej cięższy niż w dwóch poprzednich tomach. Jednak zdecydowanie ją polecam, ponieważ to bardzo dobre połączenie! A głównym bohaterem jest polski żołnierz, który ma z mitologią więcej wspólnego niż mógłby przypuszczać.

Wyzwania: ABC CzytaniaOlimpiada CzytelniczaKitty's Reading ChallengeCzytam, bo polskie

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

22 lut 2018

'Córka Szklarki' A. Grzelak


Opis:

Córka Szklarki, dwunastoletnia Mori ma niezwykłe zdolności - wie rzeczy, których nigdy się nie uczyła, widzi emocje innych ludzi w postaci kolorowych poświat, może przenosić przedmioty siłą woli. Nie potrafi jednak nawiązać porozumienia ani ze swoimi rówieśnikami, ani z rodzicami. Niespodziewanie po przyjęciu u swojej ciotki Pepperii Mori znika, Okazuje się, że nie tylko ona. Czy mają w tym udział groźne instruktorki? Co zrobią Państwo Sedun i ich przyjaciele, by odnaleźć dziewczynki? Czy Mori wykorzysta swoje zdolności, aby się uwolnić, i czy spotka jeszcze swoich rodziców? 



Opinia:

Do końca książki nie wiedziałam, co wam o niej powiem. Nie lubię pisać takich recenzji ani oceniać takich powieści, bo z jednej sprawy zdaję sobie sprawę z tego, że mają wady, a z drugiej chciałabym, abyście taką pozycję przeczytali mimo wszystko. Ciekawa więc jestem, co powiecie na drugi tom Blasku Corredo.

Na początku książki nie mogłam uwierzyć, że napisała ją pani Agnieszka! Po wspaniałej Herbacie szczęścia pełnej emocji, niezwykłych rozmów i akcji, dostałam... Momentami tak sztuczne rozmowy, że aż oczy mnie bolały, irytujące rozmyślania dwunastolatki oraz nudne opisy. Potem na szczęście autorka wróciła do formy, dialogi i opisy zaczęły wywoływać emocje, a pod koniec ciężko, aby nie zaszkliły się oczy.

Pojawił się ktoś, kto całym swoim zachowaniem mówi "Nie martw się, ja się tym zajmę". I nie oczekuje ode mnie niczego. Po prostu cieszy się, że jestem.
Autorka miała cudowny pomysł, ale zupełnie nie wiedziała, jak nas w to wprowadzić - takie odnoszę wrażenie. Przez 1/3 książki niby coś się dzieje, ale szybko, bez większego napięcia, choć powinno się ono pojawić. Szczerze mówiąc, nie miałam ochoty wracać do czytania, gdy je przerwałam. Jak jednak wiecie, zawsze daję książce szansę do końca. I w tym wypadku okazało się to idealnym rozwiązaniem. Od momentu, gdy Mori musi poradzić sobie sama, a Szklarka ze Scruberem podejmują działania, znów poczułam tę atmosferę, za którą pokochałam Herbatę szczęścia. Ponownie pojawiają się Avenidzi, możemy także poznać inną rasę, z zupełnie obcego świata. Autorka zgrabnie wprowadziła wątek przepowiedni. Ostatni rozdział niezwykle trzyma w napięciu i nie pozwala się oderwać, a prolog wieńczy powieść słodkim happy endem, jakiego po tej powieści oczekiwałam.
Nie bądź głupia. Nie mówi się: A sio! do prehistorycznych jaszczurów.
Mori, tytułowa bohaterka, strasznie mnie na początku irytowała. Dwunastoletnie dziecko, które wszystko rozumie, wszystko potrafi, a z drugiej strony pozostaje tak denerwująco naiwne. Kiedy jednak musiała sama podjąć działania, skupiła się na problemie, od razu zyskała w moich oczach i polubiłam ją, zwłaszcza za determinację i odwagę. Szklarka za to zmieniła się w typową postać typu matka, ale z jej wrażliwą naturą opisaną w części pierwszej - było to do przewidzenia. Na szczęście ta kreacja udała się autorce i nie przesadziła. Chamomilla pokazuje za to nieco drapieżną, bardziej zaciętą stronę, choć w sumie trudno jej się dziwić. Pojawiają się także nowi bohaterowie - niektórzy wykreowani cudownie, a niektórzy stanowiący tło dla wydarzeń. Ciekawą postacią okazał się Arxt. Bawiła mnie jego snobistyczno-egoistyczno-wyniosła postawa wobec Mori, która idealnie sobie z nim radziła. 

Podsumowując, jeżeli podobała wam się Herbata szczęścia - kontynuujcie, zdecydowanie! Przy podobnych dylematach jak moje, radzę przebrnąć przez tę pierwszą część książki i kawałek drugiej (książka jest podzielona na 4 + epilog), aby poznać ponownie magiczną atmosferę majaczącego w oddali Corredo. Mam nadzieję, że w części trzeciej nie będę miała problemu z początkiem książki :)