13 gru 2018

MÓJ DZIEŃ W KSIĄŻKACH

Lireael stworzył cudowną zabawę blogową (i poniższą grafikę), a że nie miałam ostatnio weny na posty okołoksiążkowe, nieco to zaniedbałam. Na szczęście ona stworzyła to cudo i dzisiaj przedstawiam wam swoją wersję :D Co prawda autorka zabawy mówiła o książkach z 2011, ale i post był z tamtego roku. Ja więc analogicznie wybiorę książki przeczytane do tej pory w 2018.



[tekst w kolorze czerwonym to moje wybory, cała reszta to szablon z bloga autorki]

Zaczęłam dzień z Okrutnym księciem
W drodze do pracy zobaczyłam Murder Park 
i przeszłam obok Wieży Świtu
żeby uniknąć Pocałunku Zdrajcy
ale oczywiście zatrzymałam się przy Domu Wschodzącego Słońca
W biurze szef powiedział: Trup na plaży
i zlecił mi zbadanie Bestii
W czasie obiadu z Sigrid 
zauważyłam Królewskiego Zdrajcę 
pod Wrotami
Potem wróciłam do swojego biurka Bez serca
Następnie, w drodze do domu, kupiłam Białego Kruka
ponieważ mam Małą Baletnicę.
Przygotowując się do snu, wzięłam Pękniętą koronę
i uczyłam się Mrocznego Talentu
zanim powiedziałam dobranoc Zniewolonemu księciu.

A jak wasz dzień? Bo mój nie zapowiada się tak źle :D Książę był okrutny, więc go zniewoliłam i nabyłam Białego Kruka :D Ciekawe jakiego talentu nauczę się w pękniętej koronie, ale co tam :D

10 gru 2018

'Humaniści w kosmosie' M. Lallande


Opinia:

Za opis powinno wystarczyć, że to zbiór opowiadań science fiction. Jest to dość istotne, bo kiedy spytałam autorkę o to czy to fantasy, odpisała, że są to opowiadania z fantastyki. Pomińmy, że na okładce (której wtedy nie widziałam) jak wół stoi: Groteski science fiction. Fantastykę rozumiem jako miks s-f i fantasy, a nie samo s-f... Gdyby autorka napisała o tym od razu, po prostu nie podjęłabym się recenzji.

Ale skoro już dostałam tę nieco ponad 200-stronicową książkę, postanowiłam spróbować. I to był błąd. Po rozpoczęciu pierwszego opowiadania odłożyłam ją na tydzień. No ale skoro się czegoś podjęłam, to wypadałoby to doprowadzić do końca. Także zajrzałam ponownie, oczekując poprawy. Kolejny błąd.

Bajeczka science fiction to totalnie wyrwane z kontekstu strzępy historii. Najpierw mamy opowieść o wilku, który ma długi, następnie przeskakujemy do Czerwonego Kapturka w roli handlarki, a jej babci jako bizneswoman, aby przejść do Kota w Butach i odwróconej wersji Śpiącej Królewny. Dodajmy do tego sztywne dialogi, powrzucane na chybił trafił i co chwila wtrącenia o czymś zupełnie innym i wychodzi masakra.

Drugiego opowiadania nawet nie byłam w stanie dokończyć. Rozumiem, że ten gatunek rządzi się swoimi prawami, ale poza tym, że mamy do czynienia ze skutkami katastrofy klimatycznej na Ziemi, niewiele więcej się dowiedziałam. Przeskakujemy z kraju do kraju, od osób do osób i wszystkie wątki są urwane jak w poprzednim.

Deus ex machina to jedyna idea, która mi się spodobała, choć wykonanie także pozostawia wiele do życzenia. Mamy tutaj wizję świata ogarniętego sztuczną inteligencją - szafa podpowiada wam, w co się ubrać, drzwi są gburowate, aby nie przepuszczać złodziei, a metro krzyczy na faceta, że pije colę i zaraz upaćka mu podłogę. Wszystko wyszłoby nawet fajnie, gdyby nie te przeskoki. Tak, jakby autorka nie potrafiła się skupić na jednym z robieniem ładnych przejść, a chciała upchnąć jak najwięcej.

Opowiadanie o weterynarii potwierdziło zauważoną przeze mnie tendencję: tysiąc pięćset nowych określeń, które w większości nie są zupełnie wyjaśnione, więc czytamy i nie mamy pojęcia, o co chodzi. Poza tym znów urywanie wątków: dziewczyna nie zauważa, że ma na bluzce trzy kwiaty zamiast dwóch, dodany jest do tego komentarz zwiastujący coś złego, po czym... Nic w tym kierunku się już nie dzieje!

Humaniści w kosmosie to luźna dyskusja na temat tego, jak wyglądają i czym w ogóle są kosmici. Rozwleczona niczym flaki z olejem. Bez bicia przyznaję, że skakałam po tych dialogach, ponieważ nie byłam w stanie czytać tego co do słowa. Niby poruszone kwestie mogłyby być ciekawe, ale gdyby równie ciekawie je poprowadzono. A tutaj znów mamy skakanie z tematu na temat, niekończenie niektórych wątków...

Po ostatnim opowiadaniu obiecywałam sobie dużo - odwrócona Seksmisja. No cóż... Lepiej obejrzyjcie sobie jeszcze raz film, bo tutaj nie znajdziecie nic ciekawego. Dzidziuś opowiada chłopcom w mieście (wiosce?), jakie były kobiety, zaprzeczając historiom, jakie wpajają im ojcowie (np. o gadzich oczach). Oczywiście nie wyjaśniono nam skąd w ogóle biorą się chłopcy, skoro kobiety wyginęły, ani nawet w jaki sposób zniknęłyśmy ze świata. Co ciekawe, mężczyźni cofnęli się do epoki kamienia łupanego, czyli polowań, braku lodówek czy samochodów. Odwrotność Seksmisji czy lekki seksizm? W pewnym momencie opowiadania zmienia ono stronę ponownie i pokazuje dekrety dla mężczyzn w świecie rządzonym przez kobiety - znów bez żadnych wyjaśnień czy skutków przyczynowych.

Podsumowując, jestem rozczarowana tym zbiorem. Opowiadanie opowiadaniem, ale nawet ono powinno być spójne, a nie skaczące z tematu na temat. Dodatkowo zupełnie nie urzekł mnie styl autorki, więc czytanie było dodatkową męką. Nie polecam, zdecydowanie.

Za egzemplarz dziękuję autorce.